W Skandynawii rośnie bańka hipoteczna

RAV, Bloomberg
opublikowano: 23-08-2010, 00:00

Ryzyko załamania rynku nieruchomości za Bałtykiem jest dziś większe niż przed kryzysem.

Ryzyko załamania rynku nieruchomości za Bałtykiem jest dziś większe niż przed kryzysem.

Po ubiegłorocznej recesji Szwecję, Norwegię i Finlandię czeka w tym roku odrodzenie. Mimo to Skandynawowie są nerwowi. Boją się, że nie będą w stanie spłacać kredytów hipotecznych, ceny nieruchomości tąpną, a w rezultacie gospodarki przejdą kolejne załamanie.

— Jestem pełen obaw. Możliwe, że na fińskim rynku nieruchomości tworzy się bańka, bo koszty kredytów są zbyt niskie — mówi Jyrki Katainen, minister finansów Finlandii.

Jest ostrożny, nie chce siać paniki, ale niebezpieczeństwo jest duże. Obniżone stopy procentowe, które miały być tarczą przed kryzysem, wywołały rajd cenowy.

W Szwecji domy drożeją od 15 kwartałów. W minionym kwartale zwyżka sięgnęła 7 proc. r/r., w Finlandii — 10 proc. W Norwegii od końca 2008 r. domy podrożały już o 19,6 proc. To nie wróży nic dobrego.

Czarnowidzem jest Lars Magnusson, szef rady poręczeń kredytowych przy szwedzkim Ministerstwie Finansów. Uważa, że w 3-5 lat ceny domów spadną tam nawet o 20 proc.

— Gdyby tak się stało, gospodarka zaliczyłaby drugie dno recesji — twierdzi Par Magnusson, odpowiedzialny za Skandynawię ekonomista Royal Bank of Scotland.

Spadek cen jest przesądzony, bo wkrótce stopy procentowe pójdą w górę. Może też pojawić się fala bankructw, gdy raty kredytów hipotecznych podrożeją, bo budżety gospodarstw domowych już teraz są mocno nadwyrężone — ostrzegają ekonomiści.

Z wyliczeń banków centralnych skandynawskiej trójki wynika, że w Szwecji na koniec 2009 r. zadłużenie gospodarstw domowych sięgnęło aż 167 proc. ich dochodów rozporządzalnych (jeszcze dziesięć lat temu było to 104 proc.). W Finlandii wynosi 107 proc., wobec 65 proc. w 2000 r. Najgorzej jest w Norwegii, gdzie w końcu roku wskaźnik ten sięgnie 197 proc.

Zdaniem analityków Royal Bank of Scotland, ryzyko załamania się skandynawskiego rynku nieruchomości jest obecnie nawet większe niż przed kryzysem.

— Gospodarstwa domowe nie dość, że są bardziej zadłużone, to na dodatek bardziej narażone na skutki zmiany stóp procentowych — mówi Par Magnusson.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: RAV, Bloomberg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu