W sporze z Unią

Wiktor Krzyżanowski, Lesław Kretowicz, Mira Wszelaka, Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2003-04-10 00:00

Komisja Europejska się myli — tak Grzegorz Kołodko skwitował pesymistyczne prognozy dla Polski unijnych urzędników w dniu, gdy Parlament Europejski głosował przyjęcie traktatu akcesyjnego. W kraju zawrzało. Przynajmniej nieoficjalnie.

W tym roku nie można oczekiwać silnego odbicia wzrostu gospodarczego w Polsce, a bezrobocie będzie wysokie — napisali w najnowszym raporcie o krajach kandydujących do UE urzędnicy z Brukseli. Ich prognozy zdecydowanie odbiegają od założeń, które regularnie, wbrew krytyce, podtrzymuje minister finansów. Na reakcje nie trzeba było długo czekać.

— Komisja Europejska się myli. Wstydziliby się formułować tak nieprofesjonalne prognozy. Jak chcą wiedzieć, jaka będzie wysokość bezrobocia w Polsce, to przecież mogą do mnie zatelefonować i zapytać, to im powiem — proponował wzburzony Grzegorz Kołodko na antenie Polskiego Radia.

Przy okazji minister podtrzymał swoje optymistyczne prognozy — że wzrost gospodarczy będzie większy, niż się wszystkim wydaje, a bezrobocie zacznie spadać. Gdy jednak minister obejmował urząd w lipcu 2002 r., obiecywał, że bezrobocie od listopada zacznie spadać. Minęło dziewięć miesięcy, a bezrobotnych wciąż przybywa.

— Od samozadowolenia tego czy drugiego ministra sytuacja się nie zmieni. Trzeba rzeczywistych, realnych programów, które będą głęboko reformowały finanse publiczne — odpowiedział ministrowi także na antenie Polskiego Radia Bogusław Grabowski, członek Rady Polityki Pieniężnej.

Michał Tober, rzecznik rządu, nie odciął się od słów ministra finansów. Poproszony o komentarz do wypowiedzi Grzegorza Kołodki odparł, że „jest jasna, ma podmiot i orzeczenie i sama się komentuje”.

— Minister finansów, jako osoba najbardziej kompetentna, ma prawo formułować różne oceny, także dotyczące pracy Komisji Europejskiej — podkreśla Michał Tober.

Inni urzędnicy, proszeni o komentarz, uchylali się wczoraj od odpowiedzi. Przynajmniej oficjalnie — nieoficjalnie są w stosunku do słów ministra bardzo krytyczni.

— Kto się upiera przy swoich prognozach, jest głupcem. Prognozy są tylko prognozami i nie należy ich traktować jako pewnik — twierdzi proszący o anonimowość wysoki rangą urzędnik, blisko związany z procesem integracji z Unią.

Wody w usta nabrało zaskoczone krytyką Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce, kierując nas prosto do Pedro Solbesa, komisarza UE ds. gospodarczych i walutowych, odpowiedzialnego za przygotowywanie prognoz.

— Nasze prognozy zawsze były niezależne i takie pozostaną. Przy ich sporządzaniu kontaktujemy się z władzami kraju członkowskiego lub kandydackiego, ale wskaźniki są przez nas weryfikowane. Nie inaczej było w przypadku Polski — podkreśla Gerassimos Thomas.

Zaznacza, że prognozy wzrostu gospodarczego Komisji Europejskiej są zbieżne zarówno z przewidywaniami OECD, jak i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Rzecznik unijnego komisarza dodaje jednak, że prognozy UE mogą różnić się od polskich z powodu różnic w metodologiach.

—Stopę bezrobocia prognozujemy według standardów Międzynarodowej Organizacji Pracy, które Polska będzie musiała przyjąć wchodząc do Unii. Mając różną metodologię, nie możemy wprost porównywać wskaźników — mówi rzecznik.

— Żadne przewidywania gospodarcze nie gwarantują stuprocentowej pewności — powiedział nam z kolei Jean-Christophe Filori, rzecznik Komisji Europejskiej.

On także nie chciał bezpośrednio komentować wypowiedzi Grzegorza Kołodki.

— Minister finansów Polski powinien przestać używać takiego języka — skomentował za to poza protokołem wysoki rangą przedstawiciel Komisji Europejskiej.

Nie wiemy, jakiego języka używał wczoraj Grzegorz Kołodko podczas posiedzenia Komisji Trójstronnej, na które ministra finansów zaprosił jego rządowy kolega, minister gospodarki i pracy, Jerzy Hausner. Komisja nie opracowała wspólnego stanowiska — zapoznała się jedynie z opiniami przedstawicieli związków zawodowych i organizacji pracodawców.

— Trwa dyskusja, komisja nie opracowała wspólnego stanowiska. Nie to było jej intencją, w tej fazie nie było to jeszcze możliwe. Do 17 kwietnia zostaną przedstawione na piśmie opinie związków zawodowych i organizacji pracodawców — podsumował spotkanie Jerzy Hausner.

Dodał, że jego zdaniem wzrost gospodarczy w 2003 r. wyniesie 3 proc., choć możliwe jest nawet 3,5 proc. Źródłem pobudzenia wzrostu gospodarczego powinno być obniżenie obciążeń podatkowych.

Minister finansów po posiedzeniu komisji nie chciał odpowiadać na pytania.