W TP SA NALEŻY WIELE WYJAŚNIĆ I USPRAWNIĆ...
Inwestorzy muszą stawić czoła dalszej restrukturyzacji
Wejście inwestora strategicznego z pewnością przyspieszy restrukturyzację narodowego telekomu, która dotąd przebiegała dość wolno. Nowi partnerzy spółki mają jednak do rozwiązania największe problemy, z jakimi boryka się TP SA.
Prawie czterogodzinne opóźnienie podpisania umowy o sprzedaży 35-proc. pakietu akcji TP SA konglomeratowi France Telecom (FT)-Kulczyk Holding (KH) świadczy o temperaturze prowadzonych negocjacji. Ministerstwo Skarbu Państwa próbowało podobno w ostatniej chwili wprowadzić do umowy zapis, który rozszerzałby obowiązki TP SA w zakresie telefonizacji terenów słabo zurbanizowanych (głównie wsi). Konsorcjum stanowczo jednak odrzuciło taką propozycję. Rozmowy komplikował także brak szczegółowych ustaleń dotyczących warunków przyznania koncesji na telefonię UMTS.
— Telekomunikacja Polska SA dostanie koncesję UMTS na warunkach rynkowych, równych z innymi podmiotami — stwierdził Emil Wąsacz, szef MSP, zaprzeczając jakoby była to kwestia sporna.
Przyznał jednak — podobnie jak Michel Bon, prezes France Telecom, że opóźnienie było spowodowane dopracowywaniem szczegółów umowy. Jakiekolwiek jednak byłyby powody tego opóźnienia, sam fakt nie napawa optymizmem analityków i specjalistów z branży.
— Takich umów nie zmienia się i nie uzgadnia w ostatniej chwili. Nie świadczy to dobrze o jakości porozumienia — komentuje jeden z analityków.
Niepewny socjalny
Nie do końca zostały także wyjaśnione kwestie pakietu socjalnego. Przedstawiciele związków zawodowych są z jednej strony pełni niepewności co do przyszłych kroków FT, z drugiej rozgoryczeni —paradoksalnie — z powodu dość roszczeniowego charakteru porozumienia.
— Staraliśmy się wytworzyć jakąś wartość dodaną, uzyskać gwarancje zapewniające stabilną restrukturyzację TP SA. Przy odrobinie dobrej woli moglibyśmy wynegocjować takie właśnie porozumienie. Tymczasem nasza umowa z Francuzami przybrała wyjątkowo powierzchowny charakter. Niemniej jednak sam fakt, że udało się zawrzeć takie porozumienie, jest już sukcesem — mówi Marek Mądrzyk, członek Prezydium Sekcji Krajowej Pracowników Telekomunikacji NSZZ Solidarność.
Związkom zawodowym udało się wynegocjować połowę okresu gwarantowanego zatrudnienia (40 z 84 żądanych przez związki miesięcy). Również wysokość odpraw dla pracowników została obcięta o połowę. Konsorcjum FT i KH nie zgodziło się też na premie prywatyzacyjne dla pracowników.
Zmiany czekają
Pesymizm załogi TP SA wynika też z braku uzgodnień dotyczących rozbudowy infrastruktury na terenach słabo zurbanizowanych oraz powierzchowność uzgodnień w sprawach strategicznych TP SA.
— Jest za wcześnie na ocenę umowy, gdyż nie znamy szczegółów i nie wiemy, jak będą postępować Francuzi. Zależy nam na zakładaniu jak największej liczby linii telefonicznych. Brak uzgodnień w sprawie telefonizacji wsi i małych miast może spowodować, że w przyszłości TP SA — jako firma komercyjna — z powodu braku opłacalności całkowicie zaniedba ten rynek, skupiając się na rywalizacji w dużych aglomeracjach — przestrzega Marek Mądrzyk.
Związkowcy wyrażają też nadzieję, że inwestorzy strategiczni nie będą starali się ingerować w proces zmian, który — ich zdaniem — przebiega w obecnej chwili bardzo sprawnie. Podkreślają, że tylko w tym roku zwolniono 3 tys. pracowników, unikając protestów związków. Tymczasem niektórzy specjaliści są zdania, że pierwszym krokiem, który powinno wykonać konsorcjum FT KH po sfinalizowaniu umowy, jest przyspieszenie procesu restrukturyzacji. Podkreślają oni, że TP SA powinna zmieniać się w firmę handlowo-usługową oraz szukać metod ograniczenia kosztów. Można to zrobić przede wszystkim poprzez redukcję zatrudnienia lub rezygnację z działań przynoszących straty.
— TP SA nie musi wcale odchodzić całkowicie od świadczeń poza aglomeracjami. Straty i wysokie koszty wynikają ze złej oferty i błędnego planowania działań na terenach słabo zurbanizowanych. Jest wiele możliwości modyfikacji usług i szukania opłacalności — twierdzi Andrzej Piotrowski, ekspert z Centrum Adama Smitha.
Podkreśla jednak, że jeśli FT wda się w konflikt ze związkami zawodowymi, Francuzom może być trudno przeprowadzić w TP SA jakiekolwiek zmiany.
Na pewno jednak francuskie doświadczenia wpłyną na wykorzystanie synergii między telefonią stacjonarną, komórkową oraz przesyłaniem danych, która dotąd nie była dostrzegana przez menedżerów TP SA. A trzeba się spieszyć. Po uwolnieniu rynku w 2002 roku — jeśli TP SA będzie skostniałą strukturą, może nie wytrzymać konkurencji ze światowymi koncernami.
Co za dużo...
Według Andrzeja Piotrowskiego, nie ma się co cieszyć z powodu tak wysokiej sumy uzyskanej przez MSP ze sprzedaży akcji narodowego telekomu. Przypomnijmy, że za jeden walor konsorcjum płaciło 38 zł, czyli 16 proc. więcej od średniej ceny rynkowej z ostatnich trzech miesięcy. Jeszcze pół roku temu Francuzi byli gotowi zapłacić jedynie 23 zł za akcję.
— Takie wyliczenia są konsekwencją dziecinnego sposobu pojmowania biznesu, który pokutuje wśród naszych polityków. Pieniądze te pójdą na wydatki socjalne i reformy. Trzeba je traktować jako pożyczkę od FT. A pożyczki trzeba spłacać. Francuzi z pewnością będą chcieli odzyskać włożone sumy i odzyskają je kosztem abonentów — uważa Andrzej Piotrowski.



