Jeszcze do drugiej połowy 2011 r. dynamika WIG i S&P500, szerokich indeksów rodzimej i amerykańskiej giełdy, była mniej więcej zbliżona. Widełki zaczęły się jednak w końcu rozszerzać, a jednej z przyczyn można się doszukiwać w wynikach finansowych firm.
Podczas gdy rentowność operacyjna spółek zza oceanu systematycznie rosła i wynosi obecnie 14 proc., o tyle po pierwszym półroczu średnia dla firm z WIG spadła do 7,5 proc. — to najmniej od kryzysowego 2009 r., kiedy wskaźnik opadł do 6,5 proc., poziomu najniższego w ostatnich dziesięciu latach. W latach 2005-07 rentowność była dwucyfrowa. Zdaniem Seana Darby’ego, głównego stratega rynków akcji w banku Jefferies, którego raport cytuje agencja Bloomberg, rentowność spółek z USA mogła już osiągnąć szczyt w obecnym cyklu koniunkturalnym.
— Akcje drożały dzięki poprawie marż, ale teraz coraz trudniej będzie uzasadnić wyceny, bo firmom rosną koszty wynagrodzeń — powiedział Sean Darby.
Jego zdaniem, równolegle spadać będą przepływy pieniężne firm. Duże zasoby gotówki spółki chętnie przeznaczały w ostatnich kwartałach na dywidendy i — przede wszystkim — skup akcji własnych, co wspierało hossę na Wall Street.