Wafle zabierają rynek czekoladzie

Małgorzata Zgutka
opublikowano: 2000-01-06 00:00

Wafle zabierają rynek czekoladzie

Sposobem na klienta jest wprowadzanie nowych smaków

NIE NASTARCZAJĄ Z PRODUKCJĄ: Ze wszystkich produktów Goplany, kierowanej przez Janusza Rutkowskiego, największą popularnością cieszą się wafle w czekoladzie. Wśród sześciu smaków rekordy sprzedaży bije kokosowa Princessa. fot. ARC

Od połowy lat 90. wśród wyrobów cukierniczych najlepiej sprzedają się wafle oblewane czekoladą. Dla producentów słodkości są niemalże głównym kołem napędowym. By utrzymać dynamiczny rozwój tego segmentu produktów, firmy cukiernicze muszą stale wprowadzać innowacje i zmieniać smaki.

W ciągu ostatnich pięciu lat popularność wafli stale rośnie. To właśnie po nie najczęściej — stając w sklepie przed półką ze słodyczami — sięgają konsumenci.

— W ujęciu ilościowym wafli w czekoladzie sprzedajemy czterokrotnie więcej niż innych słodkich wyrobów. Na pewno do takiej rewelacyjnej ich sprzedaży przyczyniła się zmiana stawki VAT na wyroby, które nie są oblewane czekoladą. Przedtem cenową konkurencją wafli mogły być suche herbatniki, które obłożone były tylko 7-proc. stawką VAT. Gdy kilka lat temu stawki na wszystkie wyroby cukiernicze zostały wyrównane i suche ciastka zdrożały, wafle stały się atrakcyjne cenowo — wyjaśnia Elżbieta Kieszczyńska z działu marketingu Kaliszanki, producenta m.in. Grześków.

Jej zdaniem, ze względu na niską cenę jest to wyrób, na który może sobie pozwolić większość społeczeństwa.

Impuls przy kasie

— Wyścig o konsumentów przegrywają z waflami również batony, które są droższe przeszło 50 proc. — tłumaczy Jan Biling, dyrektor handlowy krakowskiego Wawelu.

Zdaniem Renaty Rychlewskiej z Goplany, na dobre wyniki sprzedaży wafli w czekoladzie wpływa również szeroka, potencjalna baza kupujących je klientów.

— W przeciwieństwie do batonów, które kupuje głównie młodzież, po wafle sięgają zarówno ludzie młodzi, jak i 30-50-letni. Zauważamy, że pojawił się w Polsce trend zastępowania ciężkich batonów, np. Marsów i Snickersów, lekkimi waflami. Rynek tych ostatnich jest szacowany na 20 tys. ton rocznie. W 1999 roku produkcja lekkich wafli w porównaniu z 1998 rokiem wzrosła o ponad 20 proc. — mówi Renata Rychlewska.

Jan Biling twierdzi, że ze względu na to, że są to wyroby lekkie i niesycące, obserwuje się dużą powtarzalność ich zakupu.

— Wafle są „towarem impulsywnym”. Często leżą przy kasach, przez które przechodzą wszyscy klienci. Wielu w ostatniej chwili po nie sięga — tłumaczy Elżbieta Kieszczyńska.

Ostatnim powodem, który przemawia za waflami, jest tradycja ich spożywania w Polsce.

Inaczej na Zachodzie

Zdaniem Jana Bilinga, na Zachodzie już od wielu lat obserwuje się taką samą, jak w Polsce, wzmożoną sprzedaż wafli w czekoladzie.

— Nad Wisłą mimo tak dynamicznego rozwoju sektora wafli w czekoladzie nadal proporcje sprzedaży słodkości są odwrotne do istniejących na Zachodzie. Tam wafle i batony mają ponad 70 proc. rynku. Resztę zajmują czekolady i ciastka. Nad Wisłą w dalszym ciągu proporcje są odwrotne — wciąż przeważają tabliczki czekolady. Na pewno jednak będzie się to zmieniać. Już teraz czekolady, bombonierki i karmelki sprzedają się coraz gorzej — tłumaczy Jan Biling.

Rynek wafli jest w Polsce bardzo dynamiczny. Według Renaty Rychlewskiej, sposobem na zdobycie konsumenta jest wprowadzanie wciąż nowych smaków.

— Konsument nie może się nudzić i trzeba go zaskakiwać. Z tego powodu co pół roku wprowadzamy nowy smak Princessy — informuje Renata Rychlewska.

Podobnie działa Kraft Jacobs Suchard produkujący Prince Polo. Kaliszanka nie wprowadza tak często nowych smaków Grześków, a mimo to ich sprzedaż plasuje się w czołówce.