Walczył o 800 mln zł, sąd dał mu... 0

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2020-06-24 22:00

Po sześciu latach procesu o odszkodowanie od państwa Marek Isański wyszedł z sądu z niczym. Wyrok — przedawnienie roszczenia

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak wyrok komentuje Marek Isański, założyciel i były prezes TFL i dlaczego domagał się do skarbu państwa odszkodowania,
  • czy będzie apelował,
  • jak przebiegał proces i jak wyrok tłumaczy sąd.

Prawie 20 lat były biznesmen toczył boje z organami skarbowymi o oczyszczenie jego firmy, Towarzystwa Finansowo-Leasingowego (TFL), z zarzutów wielomilionowych oszustw vatowskich.

GŁOWĄ W MUR:
GŁOWĄ W MUR:
Prawie 20 lat zajęła Markowi Isańskiemu zwycięska batalia z organami skarbowymi, które bezprawnymi decyzjami zniszczyły jego firmę. Teraz sąd nie chce mu przyznać odszkodowania, twierdząc, że pozew złożył za późno o około 17 lat.
Fot. Marek Wiśniewski

Teraz sześć lat walczył w sądzie o zadośćuczynienie pieniężne za jej zniszczenie przez fiskusa. O ile udało mu się wykazać, że skarbówka bezprawnie rozwaliła jego firmę, o tyle pozew o odszkodowanie odbił się od ściany w sądzie. Wczoraj Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił jego pozew na 817 mln zł, stwierdzając, że roszczenie… się przedawniło.

— Jestem weteranem walki z organami skarbowymi, które krzywdziły mnie przez lata, wiele też widziałem w sądach, ale ten wyrok głęboko mnie poruszył. Nie spodziewałem się, że tak zostanę potraktowany i sąd orzeknie, że nic mi się nie należy od państwa, którego organy zniszczyły moją świetnie prosperującą firmę, a mnie zabrały kawał życia — mówi „PB” Marek Isański, założyciel i były prezes TFL.

Wystąpił o pisemne uzasadnienie wyroku i zapewnia, że odwoła się do wyższej instancji.

— Będę o sprawiedliwość walczył do końca — podkreśla biznesmen.

Proces jak pułapka

Proces o rekordowe odszkodowanie w historii Polski trwał od 2013 r. Pierwotnie Marek Isański domagał się 157 mln zł. Roszczenie podniósł do 817 mln zł, gdy na tyle hipotetyczną wartość jego firmy na 2015 r. wycenili biegli sądowi z Katedry Finansów Korporacji Uniwersytetu Łódzkiego. Oszacowali, że właśnie tyle byłoby warte TFL, gdyby nie było bezprawnych decyzji fiskusa. Po kilku latach ślamazarnego postępowania stołeczny sąd uznał jednak, że roszczenie odszkodowawcze jest przedawnione, a Marek Isański powinien o nie wystąpić na początku lat 2000.

— To zadziwiające, że przez sześć lat sąd prowadził postępowanie, powoływał biegłych do wycen finansowych i szacowania wartości mojej firmy, a na koniec stwierdził, że roszczenie jest przedawnione. Przecież gdyby rzeczywiście było przedawnienie, to sąd mógł szybko to stwierdzić i wydać taki wyrok natychmiast, na samym początku procesu. Po co było prowadzenie go aż przez sześć lat, powoływanie kilka razy biegłych, za których opinie ja muszę zapłacić? Ten proces kosztuje mnie już około 0,5 mln zł — mówi Marek Isański.

Sąd umył ręce

Jego zdaniem stwierdzenie o przedawnieniu jest absurdalne.

— Organy skarbowe od 1996 r. prowadziły przeciwko mojej firmie wiele spraw przez pięć lat. Odwoływałem się do wyższych instancji, następnie sprawy toczyły się w wojewódzkich sądach administracyjnych, aż trafiały do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Wszystkich było około 400. Działania skarbówki były ciągłe i długotrwałe, obliczone na maksymalne wydłużenie postępowań. Potem latami musiałem walczyć w sądach o prawomocne ich zakończenie. Nie mogłem przecież wystąpić z pozwem o odszkodowanie przed ich prawomocnym zamknięciem, a ostatnie zakończyły się w 2013 r. Z motywów ustnych orzeczenia wywnioskowałem, że zdaniem sądu pozew o odszkodowanie powinienem złożyć już w 2003 r. Na jakiej podstawie, skoro mnóstwo spraw się wtedy jeszcze toczyło? Moim zdaniem sąd popełnił błąd albo po prostu świadomie umył ręce — uważa Marek Isański.

Nie kryje rozżalenia i ostrzega inne firmy.

— Jaki sygnał wysyła sąd tym wyrokiem do urzędów i organów państwa? Ano taki, że mogą wydawać bezprawne decyzje, niszcząc firmy, a sądy i tak uznają, że nie ma problemu — dodaje założyciel TFL.

W drugiej połowie lat 90. ubiegłego wieku TFL z siedzibą w Zielonej Górze

było w czołówce polskiej branży leasingowej. Zatrudniało kilkadziesiąt osób. W 1996 r. spodziewało się zysków na poziomie 20 mln zł. W 1996 r. fiskus zarzucił firmie wyłudzenia podatku VAT. W sumie miało chodzić o 6,6 mln zł. Marek Isański trafił do aresztu na trzy miesiące. Później wybronił od zarzutów siebie i firmę, której jednak nie udało się uratować.