Trzy konsorcja wzajemnie podkładają sobie nogę w portowym przetargu. Najgorsze, że może przepaść unijne dofinansowanie.
Zarząd Portu Morskiego Gdańsk we wrześniu ubiegłego roku ogłosił przetarg na rozbudowę infrastruktury nabrzeżowej i drogowej do terminalu promowego Westerplatte. Specyfikację pobrało 16 firm, a trzy konsorcja złożyły oferty: Warbud i Vinci Construction Grands Projets, Doraco i MTM oraz Hydrobudowa i Energopol. W trakcie postępowania konsorcjum Hydrobudowa i Energopol zostały wykluczone z przetargu ze względu na to, że nie złożyły pełnego sprawozdania finansowego.
— Oprotestowaliśmy tę decyzję i przywrócono nam prawo uczestniczenia w przetargu — mówi Bogusław Czerniawski, starszy specjalista w oddziale budownictwa hydrotechnicznego w Hydrobudowie.
Zarzuty konkurencji
Jedynym kryterium oceny ofert była cena. Hydrobudowa z Energopolem zaproponowały najniższą cenę — 43,67 mln zł, więc ich oferta wygrała przetarg. Z tą decyzją nie zgodziło się z kolei konsorcjum Warbudu i Vinci Construction Grands Projets. Złożyło odwołanie, które w czwartek także uznano.
— Hydrobudowa nie złożyła pełnego sprawozdania finansowego, nie wykazała deklaracji o dyspozycyjności pracowników, zabrakło wykazania doświadczenia w budowie skrzyżowań — wylicza Wojciech Orlik, zastępca dyrektora ds. przygotowania produkcji w Warbudzie.
Proponowana przez Warbud i Vinci cena to 47,99 mln zł, a konsorcjum Doraco i Mtm — 48,2 mln zł.
Cena czasu
Decyzją biura odwołań przy Urzędzie Zamówień Publicznych zamawiający musi ponownie przeanalizować oferty, unieważnić ofertę wybraną za najkorzystniejszą oraz wykluczyć ją z postępowania przetargowego. Hydrobudowie z tego tytułu przysługuje złożenie odwołania. Czy skorzysta z tej szansy?
— Nie zgadzamy się na wykluczenie nas z przetargu. Zarzuty Warbudu są niepoważne. Nasza wola walki jest ogromna, więc naturalnie złożymy odwołanie — zapewnia Bogusław Czerniawski.
Przedstawiciele zarządu portu w Gdańsku obawiają się, że w tej sytuacji inwestycja może nie dojść do skutku.
— Czas i terminy nas gonią. Jeśli do końca 2007 r. roboty nie zostaną zrealizowane, UE nie zrefunduje nam umówionych kwot i pieniądze przepadną — mówi Roman Kolicki, rzecznik prasowy Zarządu Morskiego Portu w Gdańsku.