Walka o spółkę jak w filmie sensacyjnym

Kamil Zatoński
opublikowano: 11-05-2006, 00:00

Ogromne zainteresowanie ofertą publiczną, wysokie redukcje zapisów... i klapa w dniu giełdowego debiutu. Protesty załogi, umizgi do niej ze strony inwestorów strategicznych, straszenie przez polityków prokuraturą i ABW, podbijanie ceny i zwlekanie resortu skarbu z podjęciem decyzji — w ubiegłorocznej prywatyzacji Polmosu Białystok emocji nie brakowało, a zwroty akcji mogłyby posłużyć za scenariusz filmu sensacyjnego.

Zaczęło się we wrześniu 2004 r. od deklaracji Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP), że nie będzie forsować sprzedaży firmy. To uspokoiło związkowców, którzy twierdzili, że Polmos świetnie sobie radzi i nie potrzebuje nowego właściciela. Już jednak dwa tygodnie później strategia się zmieniła, a MSP ogłosiło zamiar jednoczesnej sprzedaży mniejszościowego pakietu w ofercie publicznej oraz pakietu kontrolnego w drodze zaproszenia do rokowań.

Chętnych nie brakowało i to także wśród największych światowych producentów oraz dystrybutorów alkoholi: francuskie Belvedere (poprzez polską spółkę Sobieski Dystrybucja) i Pernod Ricard, amerykańskie CEDC, cypryjski SPI GROP (Stolicznaja), a także rodzime Polmosy z Siedlec i Lublina oraz Bols i Alti Plus. Do due diligence po miesiącu dopuszczono Bolsa, Sobieskiego, Polmos Lublin i CEDC. Po drodze CEDC przejęło Bolsa, więc na placu boju zostały trzy firmy.

Mniej więcej w tym czasie MSP przeprowadziło ofertę publiczną. Magia ofert spó- łek skarbu państwa spowodowała, że 32,1 proc. akcji rozeszło się na pniu. Redukcje w transzy dla inwestorów indywidualnych przekroczyły 95 proc. Cóż z tego, skoro wyśrubowana cena nie pozwoliła na zarobek w debiucie (kurs spadł o 2,8 proc.).

Prawdziwa rozgrywka toczyła się jednak o kontrolny pakiet 61 proc. akcji. Pod koniec maja wyłączność negocjacyjną otrzymał Sobieski Dystrybucja, ale natychmiast zaprotestowali przedstawiciele załogi producenta Żubrówki, walczący o jak najlepsze warunki socjalne. Sprzymierzeńcem załogi stał się Zygmunt Wrzodak, poseł LPR, który nawoływał z trybuny sejmowej do zaprzestania „przestępczej prywatyzacji Polmosów”. W szczególności sprzeciwiał się sprzedaży udziałów Sobieskiemu, który — jego zdaniem — dążył do monopolizacji rynku spirytusowego w Polsce. Poseł straszył prokuraturą i ABW, tymczasem dwaj główni oferenci prześcigali się w obietnicach (patrz ramka), a MSP niczym wytrawny pokerzysta podbijało stawkę.

Ostatecznie z pojedynku z tarczą wyszło CEDC, choć cena, jaką za to zapłaciło (146,5 zł za akcję, w sumie ponad 1 mld zł), w zgodnej opinii analityków została uznana za bardzo wysoką. Oprócz pakietu socjalnego, Amerykanie zobowiązali się, że Polmos przez pięć lat nie zmieni charakteru działalności i nie sprzeda znaków towarowych. Obiecali także dodatkowe inwestycje wysokości 77,5 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu