Walka o wpływy przybiera na sile

opublikowano: 06-07-2017, 22:00

Kandydatura Małgorzaty Zaleskiej na wiceprezesa nadzoru odsłania kulisy kolejnego starcia na linii Mateusz Morawiecki — Adam Glapiński. Na szali leży zasięg władzy szefa NBP oraz akceptacja dla nowego prezesa GPW

Tytuł doktoratu „Ryzyko kredytowe — regulacje ostrożnościowe”, habilitacja też z bankowości, trzy lata w fotelu prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, potem przez sześć lat w zarządzie NBP. Merytorycznie kandydaturze prof. Małgorzaty Zaleskiej do fotela szefowej nadzoru nad sektorem bankowym nie można niczego zarzucić. Wzorowe CV psuje tylko epizod z wotum nieufności rady nadzorczej Towarowej Giełdy Energii (TGE).

Nominacja
prof. Małgorzaty Zaleskiej do Komisji Nadzoru Finansowego, niezależnie od jej
kompetencji i zastrzeżeń związanych z brakiem absolutorium będzie wypowiedzenie
otwartej wojny wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu (na górze) przez prof.
Adama Glapińskiego, szefa NBP.
Wyświetl galerię [1/2]

CASUS BELLI:

Nominacja prof. Małgorzaty Zaleskiej do Komisji Nadzoru Finansowego, niezależnie od jej kompetencji i zastrzeżeń związanych z brakiem absolutorium będzie wypowiedzenie otwartej wojny wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu (na górze) przez prof. Adama Glapińskiego, szefa NBP. Fot. Marek Wiśniewski

— Nie jest to pierwszy przypadek, że menedżer nie otrzymuje absolutorium z niejasnych powodów. W przypadku prof. Zaleskiej sytuacja jest o tyle dziwna, że spędziła w spółce raptem kilka miesięcy. Dodatkowo sprawa dziwnie wygląda w związku z pozytywną oceną, jaką otrzymała niedawno od rady nadzorczej GPW — mówi znajomy prof. Zaleskiej, wspierający jej kandydaturę. Bagatelizuje sprawę braku absolutorium, podnosząc kwalifikacje byłej szefowej giełdy do kierowania nadzorem bankowym. Przyznaje jednak, że wątpliwości wobec kandydatury ma Adam Glapiński, prezes NBP. — Są argumenty za i przeciw — mówi nasz rozmówca.

Czyściec wojenny

— To nie mieści się w głowie — stwierdza jeden z byłych bankowców na wieść o pomyśle na nowego wiceprezesa Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), mając w pamięci kilkutygodniowy „czyściec”, jaki kandydatom do zarządów funduje rygorystyczna KNF, z miejsca odrzucając tych bez absolutorium. Małgorzata Zaleska, choć na GPW rządziła zaledwie kilkanaście miesięcy, to na warszawskim parkiecie zostawiła po sobie trwały ślad, dający niektórym podstawy do nie najlepszej oceny.

— To za jej kadencji odeszło wielu menedżerów, a przyszło sporo nowych, z których część dostała na koniec sowite nagrody. Własne księstwa w jakimś stopniu budowali jednak wszyscy jej poprzednicy. To, co miało wpływ na jej odwołanie, to nie tylko kwestia wojny na górze, na linii Mateusz Morawiecki — Adam Glapiński. To także m.in. brak wypracowania dobrej strategii rozwoju, kwestie zarządcze w TGE, kluczowej spółce w grupie GPW, oraz fatalne relacje z radą giełdy — mówi nasz rozmówca, twierdząć, że nie przypomina sobie sytuacji, w której menedżer bez absolutorium za pracę w spółce nadzorowanej przez KNF miał jakiekolwiek szanse na pracę w zarządzie jakiejkolwiek spółki spod parasola KNF, a co dopiero w samej KNF. — Nie komentujemy doniesień o charakterze nieoficjalnym — mówi tylko Jacek Barszczewski z KNF.

Trójka z ambicjami

Główna zainteresowana podobno jeszcze nie podjęła decyzji, czy wystartuje po stanowisko w nadzorze. Historia z prezesurą giełdy sporo ją kosztowała, również wizerunkowo. Ryzyko, że drzwi do KNF ktoś zatrzaśnie jej przed nosem, istnieje, mimo wsparcia prezesa Glapińskiego i Marka Chrzanowskiego, przewodniczącego KNF. Cała trójka ma na wizytówkach więcej stopni naukowych niż senat niejednej prywatnej uczelni. Wszyscy znają się doskonale z pracy w Kolegium Zarządzania i Finansów SGH: Marek Chrzanowski w styczniu tego roku obronił tam habilitację, Małgorzata Zaleska jest profesorem zwyczajnym, a Adam Glapiński nadzwyczajnym. Poparcie dwóch najważniejszych osób na rynku finansowym może jednak nie wystarczyć. Formalnie kandydatów na swoich zastępców wskazuje przewodniczący KNF, a decyzję podejmuje premier. Tu pojawia się kolejny wątek w tej dość skomplikowanej rozgrywce. Od momentu objęcia prezesury NBP Adam Glapiński zaczął lobbing na rzecz włączenia nadzoru bankowego w struktury banku centralnego. Na początku tego roku miał być gotowy poselski projekt, przygotowany przez klub PiS, integracji nadzoru finansowego. W marcu na Forum Bankowym Adam Glapiński mówił, że projekt jest już w Sejmie. Sprawdziliśmy w Komisji Finansów Publicznych — nie ma go tam.

Palec premiera

Z naszych informacji wynika, że premier Beata Szydło początkowo miała neutralny stosunek do pomysłów prezesa NBP, jednak w toku frakcyjnych rozgrywek w rządzie zorientowała się, że oddając KNF w ręce NBP, rezygnuje z istotnej prerogatywy, jaką jest wskazanie przewodniczącego KNF. — Sprawa została rozegrana bardzo zręcznie. Premier stwierdziła, że połączenie jest rzeczą ważną, na tyle ważną, że powinien się nią zająć rząd i powinien to być jego projekt, a nie posłów. Zlecenie przygotowania ustawy trafiło do podlegającego Mateuszowi Morawieckiemu resortu finansów, któremu raczej nie zależy na wzmacnianiu pozycji szefa NBP — mówi jeden z naszych rozmówców. Dla Adama Glapińskiego ewentualna obstrukcja w sprawie wchłonięcia KNF ma znaczenie wtórne, ponieważ pozostaje on w pełnej komitywie i porozumieniu z szefem nadzoru Markiem Chrzanowskim. — Wejście do komisji protegowanej prezesa Glapińskiego byłoby fatalną informacją dla Mateusza Morawieckiego, gdyż można spodziewać się, że nie będzie mógł liczyć na jej specjalną pobłażliwość. Spraw do załatwienia z szefową nadzoru natomiast będzie miał mnóstwo, począwszy od zatwierdzania kandydatów na kluczowe stanowiska po zatwierdzanie planów finansowych i kontrole — mówi jeden z naszych rozmówców.

Czy mocny prztyczek dla swojego zastępcy, w zamian za rezygnację z desygnowania swojego człowieka w KNF, to wystarczający argument dla Beaty Szydło, żeby przystać na kandydaturę prof. Zaleskiej? Opierając się na zasadzie: wrogowie mojego wroga są moimi przyjaciółmi, od kilku miesięcy działa taktyczny sojusz szefowej rządu i Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości. Według naszych informacji, przystąpił do niego również prezes NBP.

— Żadne decyzje jeszcze nie zapadły. Materia jest delikatna z komunikacyjnego punktu widzenia, bo brak absolutorium kładzie się cieniem na kandydaturze. W sprawie tak ważnej kandydatury musi wypowiedzieć się Nowogrodzka — twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Miks w scenariuszu

Historia byłej prezes GPW i jej absolutorium ma dwa odcienie. Najpierw rada GPW przed czerwcowym walnym rekomendowała akcjonariuszowi reprezentującemu skarb państwa głosowanie za nieudzieleniemjej skwitowania. Wykonujące głosy Ministerstwo Finansów zdecydowało inaczej — Małgorzata Zaleska dostała absolutorium za pracę na GPW.

— Stronnictwo Mateusza Morawieckiego w tym przypadku nie chciało podążać drogą, którą idą inne wpływowe osoby z obecnego rządu, szafujący brakiem skwitowań: od PZU po np. PKP. Chodziło o pokazanie dobrej woli przy nowym rozdaniu na warszawskim parkiecie, gdzie wpływy odzyskać miało Ministerstwo Finansów — twierdzi jedna z osób będących blisko Mateusza Morawieckiego. Jednak niecałe dwa tygodnie później, podczas posiedzenia rady nadzorczej TGE, scenariusz z absolutorium przybrał inne zakończenie. W tajnym głosowaniu nadzór TGE (składający się w dużym stopniu z osób związanych z obecną radą i zarządem giełdy) nie udzielił skwitowania Małgorzacie Zaleskiej i Pawłowi Dziekońskiemu, zasiadającym w 2016 r. w zarządzie TGE. Powody?

— Tu był miks merytoryki i polityki, choć Ireneusz Łazor, wcześniejszy wieloletni prezes TGE, do dziś nie dostał skwitowania. Sytuacja w TGE jest trudna i to nie jest tylko efekt zmian rynkowych — ocenia jeden z byłych menedżerów giełdy.

Widmo rozrywki

TGE to spółka bardzo istotna z punktu widzenia grupy GPW, przynosząca obecnie prawie 40 proc. jej przychodów. Za poprzedniego zarządu — po podatkowej wolcie — musiała oddać fiskusowi niemal 80 mln zł, a w kasie TGE było wówczas zaledwie kilkanaście milionów złotych. Spółka ratowała się kredytami i pożyczkami. Problem w tym, że rada giełdy do niemal ostatniej chwili nie była informowana o tym m.in. przez Małgorzatę Zaleską i Pawła Dziekońskiego. Obecnie obroty na TGE spadają w tempie 15-30 proc. co miesiąc, na horyzoncie majaczy konkurencja m.in. z Niemiec. W tym samym czasie, wobec scenariusza awansu Małgorzaty Zaleskiej, majaczy widmo powtórki z rozrywki: niemal otwartej wojny o wpływy na GPW. Realny jest scenariuszz w którym była prezes GPW będzie zasiadać we władzach nadzorcy decydującego o akceptacji nowego prezesa i wiceprezesa GPW. A w takich procesach, jak dowodzi historia Rafała Antczaka, merytoryka łatwo miesza się z polityką. Na tym samym froncie toczy się też spór o REIT-y. Nieprzypadkowo właśnie teraz publika poznała nowe nastawienie prezesa NBP do idei wprowadzenia do polskiego prawa funduszy REIT. Adam Glapiński przestrzega przed tego typu rozwiązaniem, tymczasem Mateusz Morawiecki regularnie podkreśla, że REIT-y są jednym z jego priorytetów i kluczowych obietnic dla rynku kapitałowego na 2017 r. Choć obecnie wygląda na to, że obaj najwięcej zajęć mają na odcinku ministerstwa wojny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Walka o wpływy przybiera na sile