Środowe posiedzenie Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku dobitnie uświadomiło uczestnikom rynku, że Fed mocno wierzy w siłę trwającego ożywienia. Tylko naprawdę głębokie załamanie koniunktury może spowodować, że amerykańskie władze monetarne zejdą ze ścieżki prowadzącej do normalizacji polityki. Chwilowe wytracenie impetu przez gospodarkę USA, spowodowane najsurowszą od dekad zimą, zgodnie z naszymi oczekiwaniami nie okazało się do tego wystarczające. Zresztą klika ostatnich wskaźników makroekonomicznych okazało się wyższych od prognoz. W rezultacie indeksy mierzące poziom zaskoczenia publikacjami na tle rynkowych szacunków zaczęły po silnym tąpnięciu odbijać.
Połączenie ukazania przez władze bardziej jastrzębiego oblicza i wychodzenia gospodarki z letargu powodować będzie wzrost dochodowości długu USA. Rentowność dziesięciolatek niechybnie skieruje się do bariery 3,0 proc. Będzie to oczywiście wspierać dolara, w szczególności do walut emerging markets oraz dolara kanadyjskiego i australijskiego. Nasz model bazujący na sytuacji na rynkach długu, który uwzględnia różnicę dochodowości pomiędzy USA i Niemcami oraz poziom premii za ryzyko na rynkach peryferyjnych Eurolandu jeszcze przed posiedzeniem FOMC, przy zdecydowanie niższych poziomach dochodowości obligacji USA wskazywał na znaczne przewartościowanie euro do dolara. Jednak dopóki Europejski Bank Centralny nie będzie skłonny do poluzowania polityki pieniężnej, euro wspierane korzystną sytuacją w bilansie płatniczym i wygasaniem kryzysu zadłużeniowego powinno pozostawać relatywnie stabilne.