Wampir uczy samodzielności

Julia Kafka
opublikowano: 2000-02-21 00:00

Wampir uczy samodzielności

Warszawska restauracja Nautilus, którą firmuje Wojciech Jagielski, przypomina prowadzony przez niego talk-show „Wieczór z Jagielskim” (kiedyś — z wampirem). Jest interesująca, ale gościa czeka wiele niespodzianek, z którymi trudno sobie poradzić.

Nie wiem, komu mogłabym polecić tę restaurację. Lokal nie epatuje wytwornością. Panuje w nim swobodna atmosfera. Z drugiej strony, ceny nie należą do niskich. Restaurację warto odwiedzić raczej z grupą znajomych niż z partnerem w interesach. Efektownym, choć ostatnio ogranym elementem wystroju jest akwarium. Lokal jest mało przytulny i gwarny.

Obsługa pozostawia gościom pole do popisu. Kelnerzy ograniczają się do wskazania kierunku, w którym należy się udać, by zająć stolik. Prośba o popielniczkę pozostaje bez odzewu, zaś po kilku próbach nawiązania kontaktu wzrokowego z kelnerką konieczna stała się wycieczka do baru.

Zdecydowanie mocnym punktem kuchni Nautilusa są zupy. Smakowała mi cebulowa z tostem serowym, niezła jest grzybowa. Natomiast zupa węgierska nieco od nich odstaje. Jeśli chodzi o dania główne, dość przyzwoity jest pstrąg z grilla i befsztyk.

Aby ostatecznie ocenić sprawność załogi Nautilusa, zrobiłam mały test. Opróżniłam kieliszek wina i czekałam na reakcję kelnerki. Wynik niezły — siedem minut. Gdy wszystko zmierzało do szczęśliwego końca, zdarzyło się coś, co sprawiło, że poczułam się jak przyparty do muru gość talk-show.

Kelnerka, po ustaleniu w trakcie porządkowania stołu, że płacę kartą i będzie mi potrzebna faktura VAT, zażądała... abym się przygotowała (nie wyjaśniła jednak, do czego). Tak znakomitej puenty, kompletnie zbijającej gościa z pantałyku, nie powstydziłby się sam mistrz Jagielski.