Warbud skarży się na taśmy z PZPN

Emil Górecki
opublikowano: 2011-12-07 00:00

Firmy zaangażowane w przetarg na budowę siedziby piłkarskiego związku twierdzą, że nie było nieprawidłowości

„A z siedzibą, rozmawiałeś z nim? (…) Jak coś, to ja bym załatwił. (…) Powiem ci, jakie chodzą ceny: od 5 do 10 proc.” — to słowa rozmowy z szefem Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) zarejestrowane przez ukrytą kamerę, które rzuciły cień na przetarg na budowę siedziby futbolowej organizacji.

Jednak Centralne Biuro Antykorupcyjne nie uznało taśm za wystarczający dowód, by o przestępstwie zawiadomić prokuraturę. Prokurator generalny Andrzej Seremet skierował sprawę do zbadania Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Ta na razie śledztwa nie wszczęła.

— Wiedzieliśmy, że ten kontrakt będzie bardzo silnie obserwowany. Medialne doniesienia o tym, że na taśmach mowa o budowie siedziby, bardzo biją w nasz wizerunek i prowokują do zadawania nam pytań, na które nie znamy odpowiedzi — mówi Wojciech Gerber, członek zarządu Warbudu — spółki, która przetarg wygrała.

Taśmy są datowane na styczeń 2010 r., kiedy PZPN żadnych inwestycji nie prowadził. Przetarg na budowę siedziby został ogłoszony 4 października 2010 r., a Warbud ofertę złożył miesiąc później.

Bez podejrzeń

Na krótkiej liście zaproszonych do przetargu znalazły się jeszcze cztery firmy: Mostostal Warszawa, Polimex-Mostostal, Unibep i WAN. Ich przedstawiciele nie mieli podstaw, by podejrzewać nieprawidłowości.

— Kryteria oceny oferty były uznaniowe, trudno mieć pretensje do rozstrzygnięcia, bo każda firma przystępująca do przetargu z góry wiedziała, jakie są reguły. Dodatkowo sposób oceny nie był jawny — takie są reguły działania federacji. Ale nie odczuwałem jakiejkolwiek presji ze strony PZPN czy kogokolwiek innego. Wydawało się, że gra jest czysta — mówi Jarosław Popiołek z Mostostalu Warszawa.

Jego oferta opiewała na 41,2 mln zł netto. — Ocenić rozstrzygnięcie może tylko ten, kto ma wszystkie karty w ręku, czyli PZPN. Znam tylko własną ofertę, uważam, że była dobra, ale nie mogę ocenić czy najlepsza. Widocznie nie. Nie mam żadnych przesłanek, żeby twierdzić, że przetarg nie był uczciwy — mówi Lechosław Mituła ze spółki WAN, która wystartowała w konsorcjum z firmą Modzelewski i Rodek.

— Nie mam żadnych uwag do tego przetargu — dodaje Jan Mikołuszko z Unibepu. Przedstawiciele Warbudu także nie znają kryteriów oceny. Twierdzą, że prezentacja projektu przed szefami PZPN przebiegała w mało przyjaznej atmosferze. Oferta Warbudu nie była najtańsza — opiewała na 46 mln zł plus VAT.

— Dlaczego wygrała? Kluczowym elementem była propozycja, że to my sfinansujemy w całości koszty wybudowania siedziby, a PZPN zapłaci nam dopiero po jej odbiorze, czyli w drugiej połowie 2013 r. Mało prawdopodobne, żeby któryś z naszych konkurentów mógł zaproponować takie rozwiązanie — tłumaczy Wojciech Gerber.

Dwa pisma

Niektórzy z naszych rozmówców przyznają jednak, że o PZPN dobrego zdania nie mają. Jedna z firm, która stanęła do przetargu, o tym, że siedziby PZPN nie zbuduje, została powiadomiona dwukrotnie i z różnych źródeł. Jedno z pism podpisał Zdzisław Kręcina (były sekretarz generalny związku), drugie — prezes Grzegorz Lato. W jednym informowano, że przetarg został unieważniony,w drugim — że trwa, jednak adresat, nie znalazł się na krótkiej liście.

— W tym czasie na mieście zaczęły się rozchodzić różne plotki. Dostałem prywatny sygnał z władz PZPN, że sprawa przetargu nie jest jasna. Nie wiedziałem jednak, o co chodziło — mówi prezes tej spółki.

Siedziba PZPN miała powstać na warszawskim Wilanowie do końca 2013 r., ale termin jej oddania może się przesunąć w związku z odwołaniem Zdzisława Kręciny. Będzie miała siedem kondygnacji i ponad 11 tys. mkw. powierzchni. Umowa z wykonawcą została podpisana w lipcu 2011 r.