WARSZAWIACY MAJĄ TUPET

Markiewicz Tadeusz
04-12-1998, 00:00

WARSZAWIACY MAJĄ TUPET

Stołeczni menedżerowie w oczach kolegów z innych ośrodków

ZANIKAJĄCY HORYZONT: Warszawiacy koncentrując się na swojej karierze zapominają o celu ostatecznym, jakim jest dobro firmy — zauważa Piotr Obraniak, dyrektor personalny firmy Sonda ze Zduńskiej Woli. fot. Małgorzata Pstrągowska

Zdaniem menedżerów z innych ośrodków, warszawiacy dużo energii wkładają w autoprezentację i potrafią się doskonale „sprzedać” pracodawcy. W pracy nie ma co liczyć na to, że przyznają się do swych porażek: będą je trawić jedynie w towarzystwie własnego laptopa.

— Warszawiacy „sprzedając się” są często bardziej agresywni niż fachowcy z innych regionów. Wynika to głównie z większej konkurencji na tamtejszym rynku pracy, która zmusza niejednokrotnie do pewnej przesady przy prezentacji swojego doświadczenia zawodowego. Chcąc się z nimi porozumieć i ich poznać, należy przebić się przez kreowaną przez nich maskę autoprezentacji. Tacy pracownicy zbyt dużo czasu i energii poświęcają na budowę własnego wizerunku — mówi Piotr Obraniak, dyrektor personalny firmy Sonda ze Zduńskiej Woli.

Według niego, podstawowa różnica między warszawiakami, a pracownikami z innych miast polega na opanowaniu przez tych pierwszych sztuki sprzedawania swojej wiedzy i doświadczeń.

— Zdarza się, że świetne pierwsze wrażenie, jakie zbudujemy sobie na bazie analizy CV i pierwszej rozmowy selekcyjnej, okaże się błędne. W przypadku kandydatów z innych regionów rzadziej mamy do czynienia z tak wysokimi umiejętnościami z zakresu PR, zdarzają się nawet przypadki bagatelizowania własnych, niekwestionowanych osiągnięć — zauważa Piotr Obraniak.

Krzysztof Folta z wrocławskiej firmy handlowej TIM spotyka na swej drodze ludzi z otoczenia giełdy i finansów. Z jego obserwacji wynika, że warszawiacy mają większy tupet.

— Wydaje im się, że gdy są z Warszawy, to zrobią wrażenie. Tymczasem zapominają, że nie jest ważne, skąd się pochodzi, ale to, co się sobą reprezentuje — uważa Krzysztof Folta.

Piotr Górski, prezes gdańskiej firmy Grupa A 5, spotykający się przede wszystkim z członkami zarządów dużych polskich korporacji, nie zauważył istotnych różnic w umiejętnościach dobrego zaprezentowania się.

— Ludzie na wysokim szczeblu nie różnią się tak między sobą. Największe rozbieżności dotyczą tu średniego szczebla — tłumaczy Piotr Górski.

U mnie wszystko świetnie

Witold Krajewski, zajmujący się w łódzkim oddziale firmy konsultingowej Ernst & Young rekrutacją, podkreśla, że w Warszawie ma swą siedzibę więcej firm niż w Łodzi. Kultura tych pierwszych jest zbliżona do modelu organizacji zachodnich. Panujący w nich styl pracy przybiera charakter obowiązującej w stolicy normy. Zauważył również, że tutejsi absolwenci w porównaniu z łódzkimi rówieśnikami mają znacznie lepiej skrystalizowaną wizję swej kariery. Wynika to z większych możliwości na warszawskim rynku pracy, w porównaniu z innymi regionami. Również Piotr Obraniak dostrzega w Warszawie standardy podobne do amerykańskich. Jego zdaniem, Amerykanie w pracy dopuszczają swoich kolegów do informacji dotyczących jedynie własnych sukcesów. Swoje porażki trawią najwyżej w towarzystwie najbliższego laptopa.

— Szybkie kariery i olbrzymie tempo pracy powodują ciągłą obawę, że na przykład przyznanie się do kłopotów rodzinnych może być odebrane jako zagrożenie dla efektywności i zaowocować zwolnieniem z pracy. Firmy prowincjonalne pozwalają na nieco większą swobodę w typowo polskim narzekaniu na wszystko, a jednocześnie tempo ich pracy jest mniejsze — podkreśla Piotr Obraniak.

Piotr Górski zdaje sobie sprawę z tego, że biznesmenów wyższego szczebla, z którymi prowadzi interesy, charakteryzuje bardziej globalne postrzeganie swej organizacji.

— Ludzie ci posiadają światowe kontakty i w związku z tym mogą sobie pozwolić na szersze spojrzenie. Są elastyczni, a jednocześnie przywiązani do przedsiębiorstwa i potrafią patrzeć na nie z dystansu — zauważa z satysfakcją Piotr Górski.

Warszawski krój

Warszawa postrzegana jest jako zagłębie specjalistów, zwłaszcza tych działających w sektorach finansowo-bankowym i zarządzania.

Większość rozmówców próbując przywołać, czego się od warszawiaków nauczyła, wskazuje na wiedzę merytoryczną.

— Warszawiacy są rewelacyjni pod względem punktualności, fachowości i łatwości komunikacji. Ci, którzy przetrwali „wyścig szczurów”, mają wszczepiony gen pracoholizmu i skuteczności. Nie ma potrzeby uczenia ich tego od zera — dzieli się swymi obserwacjami Piotr Obraniak.

Dyrektor Sondy podkreśla, że różnice te będą się coraz bardziej zacierać — ze względu na częstsze kontakty i praktyki biznesmenów w stolicy oraz fakt, że zagraniczne firmy coraz chętniej zakładają swe przedstawicielstwa poza jej obrębem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Markiewicz Tadeusz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / WARSZAWIACY MAJĄ TUPET