Kolejny rząd i kolejny termin prywatyzacji warszawskiego parkietu. Wczoraj Michał Chyczewski, wiceminister skarbu, przedstawił harmonogram pierwszego etapu transakcji. Jeszcze przed wakacjami do Komisji Nadzoru Finansowego trafi prospekt Giełdy Papierów Wartościowych, a oferta odbędzie się na przełomie września i października.
— Jeśli wszystko pójdzie sprawnie, akcje zadebiutują na giełdzie 14 października —mówi Wojciech Stankiewicz, przedstawiciel konsorcjum doradzającego resortowi.
Do wybranych
W ofercie publicznej znajdzie
się 19 proc. akcji GPW, a blisko 29 proc. skierowane zostanie do wybranych
inwestorów.
— Będą nimi zaproszone instytucje, najaktywniejsze na rodzimym rynku i najbardziej przyczyniające się do jego rozwoju — mówi wiceminister.
Chodzi o takie domy maklerskie i banki prowadzące działalność maklerską, które w ostatnich dwóch latach miały minimum 3-procentowy udział w obrotach akcjami, obligacjami i instrumentami pochodnymi na GPW. Spośród funduszy emerytalnych i inwestycyjnych prawo udziału w ofercie otrzymają te, których aktywa netto będą wynosić co najmniej 3 proc. całej branży. Według skarbu, kryteria te dziś spełnia 35 podmiotów z 25 grup kapitałowych.
Dalej nie wiadomo
Po transakcji udział
skarbu w akcjonariacie skurczy się z 99 proc. do 51 proc. Drugi etap
prywatyzacji rozpocznie się najwcześniej rok po pierwszym. Minister nie
precyzuje jednak, jak docelowo wyglądać ma akcjonariat. Nie wyklucza żadnej
opcji, w tym aliansu z inwestorem branżowym.
— Wszystko zależy od tego, jak wyglądać będzie rynek kapitałowy, jakie będą potrzeby GPW i jakie wtedy dostrzegać będziemy korzyści z konkretnych rozwiązań. Przesądzanie już dziś, jak za kilka lat wyglądać będzie akcjonariat giełdy, byłoby ryzykowne — mówi Michał Chyczewski.
— Przedstawienie szczegółów tylko dla pierwszego etapu rozczarowuje — komentuje Tadeusz Aziewicz, szef sejmowej Komisji Skarbu Państwa.
— Resort musi się zdecydować już teraz, czy wariant
z inwestorem branżowym jest pożądany czy nie. Jeśli nie, przydałoby się nałożyć
blokady na możliwość sprzedaży akcji przez instytucje, żeby w miesiąc po
prywatyzacji nie okazało się, że ktoś już zebrał od nich kilka czy kilkanaście
procent walorów GPW i szykuje się do wrogiego przejęcia — dodaje dr Andrzej
Fierla ze Szkoły Głównej Handlowej.