Czytasz dzięki

Warto rozważyć zmianę dostawców energii

Barbara Warpechowska
opublikowano: 03-04-2015, 00:00

Rynek Prąd to też towar. Co miesiąc kilkanaście tysięcy klientów zmienia dostawcę energii. To jednak niedużo. Mogłoby znacznie więcej

Od wielu lat każdy użytkownik energii może zmienić dostawcę. Firmy, zwłaszcza duże, bardzo szybko nauczyły się poruszać na wolnym rynku energii. Przetargi, zmiana dostawców, negocjacje warunków przynosiły znaczne korzyści.

Mające wiele oddziałów lub placówek, przy okazji cięcia kosztów działalności, zaczęły centralizować zakupy. Zamiast osobnego dostawcy w każdym regionie kupują energię od jednej firmy, co pozwala im uzyskać znaczne rabaty. Samorządy zaczęły tworzyć grupy zakupowe zapewniające duże oszczędności.

Zaledwie 2 procent

Najwolniej zmiany następują u odbiorców indywidualnych. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki (URE), cała tzw. grupa taryfowa G, dla której ceny detaliczne zatwierdza prezes URE, liczy około 15,4 mln odbiorców, z czego około 14 mln stanowią gospodarstwa domowe.

Od początku liberalizacji rynku energii elektrycznej, czyli od lipca 2007 r. (firmy od 2005 r.), zmiany sprzedawcy energii elektrycznej dokonało 308,2 tys. gospodarstw domowych. To niewiele, bo ponad 2 proc. Daleko nam do Niemców czy Brytyjczyków. W Niemczech co roku dostawcę zmienia ponad 2 mln odbiorców (5 proc. gospodarstw domowych), a w Wielkiej Brytanii — 5 mln (18 proc. gospodarstw). Dlaczego Polacy trzymają się swoich dostawców? Rachunek za prąd to jeden z większych wydatków w domowym budżecie.

Dzięki odpowiedniej dla nas umowie możemy sporo zaoszczędzić lub przepłacić. Tym bardziej że w Polsce po uwzględnieniu siły nabywczej ludności energia elektryczna jest droga. Według danych Eurostatu więcej od nas za prąd płaci się tylko na Cyprze, Węgrzech, Słowacji i w Niemczech.

Co prawda tegoroczne podwyżki oznaczają średni wzrost rachunków o 1-2 zł miesięcznie dla odbiorców grup taryfowych G. Prezes URE w grudniu 2014 r. zatwierdził taryfy dystrybutorom energii elektrycznej oraz tzw. sprzedawcom z urzędu, którzy sprzedają energię odbiorcom w gospodarstwach domowych.

Opłata handlowa

Porównując oferty, nie można skupiać się jedynie na cenie energii. Prognozowane

Najkorzystniejsze jest negocjowanie warunków cenowych częściej — np. raz na 2-3 lata, zamiast podpisywania umowy na 5 lat.

zyski wydają się być bardzo duże. Zdarzyć się może tak, że nowy sprzedawca, oferując atrakcyjną cenę energii czynnej, dokłada opłatę handlową, której do tej pory odbiorca nie płacił. Na dodatek firmy ustalają jej wysokość w dowolny sposób, utrudniając wyliczenie faktycznej korzyści. Opłata handlowa to stały koszt, który płaci się głównie przy umowach terminowych z lokalnymi sprzedawcami bądź po zmianie dostawcy prądu. URE nie pozwala na ich pobieranie przy umowach na czas nieokreślony w umowach lokalnych dostawców (PGE, Enea, Energa, Tauron), wyjątkiem są RWE i Tauron GZE. — Opłata handlowa nie powinna być wyższa niż 2-3 zł miesięcznie. W przeciwnym razie może skasować oszczędności wynikające z niższej ceny energii — podkreśla Michał Suska, prezes firmy doradczej Energomix i ekspert ds. efektywności energetycznej BCC. Zwraca też uwagę, że niektórzy sprzedawcy stosują bardzo niską stawkę w pierwszym roku lub kilku miesiącach, a w późniejszym okresie ceny są dużo wyższe niż w standardowych cennikach sprzedawców

z urzędu. Najkorzystniejsze jest negocjowanie warunków cenowych częściej — np. raz na 2-3 lata, zamiast podpisywania umowy na 5 lat. Argumentem za podpisaniem tak długiej umowy byłoby utrzymanie stałej niskiej ceny przy wyraźnie rosnących cenach na rynku, ale na to na razie się nie zapowiada, dopóki URE zatwierdza ceny taryfowe największych dostawców. Standardowe gospodarstwo, które zużywa 2 MWh rocznie, czyli około 170 kWh miesięcznie, płaci około 42 zł netto za energię czynną u swojego dostawcy zgodnie z ustaloną przez URE taryfą (obecnie wynoszącą ok. 0,255 zł/kWh — na terenie PGE, ENEA, Tauron i ENEA).

Można zyskać

Z analizy Energomiksu wynika, że obecnie, niezależnie od lokalnego sprzedawcy, najkorzystniejsze są oferty firm Tradea, Multimedia lub Energetycznego Centrum. Dopłacić będzie trzeba, jeśli wybierzemy ofertę Energie 2, Polskiej Energetyki Pro, Enigi i Energy Match. Niejednokrotnie nawet ponad 20 zł miesięcznie. Pozostałe wielkości zależą od aktualnego dostawcy.

Wybierając ofertę Polkomtela, który dla klientów posiadających pakiet Smart Dom proponuje stawkę 0,249 zł/kWh, oszczędności zależą od miejsca zamieszkania. Mieszkańcy Warszawy podlegający pod RWE (cena 0,2762 zł/kWh i opłata handlowa 4,29 zł na miesiąc przy rozliczeniu 6-miesięcznym) zyskają więcej niż mieszkający w Pruszkowie i korzystający z dostaw PGE. W pierwszym przypadku w portfelu zostanie o 18 proc. więcej, w drugim — tylko 2 proc. więcej. Wiele osób przed zmianą dostawcy powstrzymuje konieczność płacenia dwóch odrębnych faktur — za dystrybucję i rzeczywiste zużycie. Michał Suska spodziewa się, że ten problem zniknie w ciągu najbliższych miesięcy. Standardem staną się kompleksowe rozliczenia, na jednej fakturze. Dzięki niej będziemy mogli łatwiej obliczyć nasze faktyczne oszczędności, a rozliczenia będą wygodniejsze (takie oferuje już np. Polkomtel i Orange). Zmiana sprzedawcy energii elektrycznej może przynieść oszczędności. Należy jednak starannie porównywać oferty. Aby nie dać się nabrać ma marketingowe sztuczki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane