Warto wysłać pieniądze w podróż

Grzegorz Nawacki
11-03-2010, 00:00

Patriotyzm w inwestowaniu nie jest wskazany. Więcej zarabia się na innych giełdach niż na warszawskiej.

Dzięki inwestowaniu na rynkach zagranicznych można więcej zarobić i zmniejszyć ryzyko – przekonują eksperci

Patriotyzm w inwestowaniu nie jest wskazany. Więcej zarabia się na innych giełdach niż na warszawskiej.

Ponad 47 proc. wzrósł indeks WIG w 2009 r., a więc na polskich akcjach można było nieźle zarobić. Tylko nieźle. Dużo więcej zyskali ci, którzy zdecydowali się na inwestycje na zagranicznych giełdach. Eksperci nie mają wątpliwości, że warto szukać zysków za granicą.

— Przynajmniej ostatnie miesiące pokazują, że choć zyski, które można osiągnąć w Polsce, są dobre, to najbardziej zyskowne były rynki w różnych częściach świata. Przynajmniej 20-25 proc. portfela akcyjnego powinno się lokować na zagranicznych rynkach. Warto podzielić pieniądze na kilka regionów geograficznych — mówi Paweł Majtkowski, główny analityk Expandera.

Będziemy słabsi

To, że warszawska giełda jest słabsza, to nie przypadek.

— Giełda w Argentynie przebiła już historyczne szczyty, a naszej do tego jeszcze bardzo dużo brakuje. Nawet w naszym regionie są giełdy, które przynoszą dużo większe zyski niż GPW. I wszystko wskazuje

na to, że to zjawisko będzie się utrzymywało, przynajmniej w tym roku. Ogromna podaż akcji m.in. ze strony skarbu państwa, szacowana na ponad 25 mld zł, sprawia, że inwestorzy gromadzą pieniądze i nie kupują lub nawet sprzedają akcje. Poza tym przeszliśmy łagodnie przez kryzys, a to oznacza, że nasza gospodarka nie odbije tak dynamicznie jak w innych krajach. Perspektywy i stopy zwrotu pokazują, że warto inwestować za granicą — przekonuje Łukasz Bugaj, analityk Xelion. Doradcy Finansowi.

Ale potencjał wyższego zarobku to nie jedyny powód, dla którego warto wysłać pieniądze w zagraniczną podróż.

— Ograniczanie się do polskiego rynku to duże ryzyko — taki inwestor jest uzależniony tylko od sytuacji w jednym kraju. Ulokowanie pieniędzy na kilku rynkach automatycznie zmniejsza ryzyko. Warto inwestować za granicą, tym bardziej, że dzięki szerokiej ofercie funduszy stało się to już bardzo proste — dodaje Paweł Majtkowski.

Skoro gdzie indziej jest tak dobrze, to dlaczego inwestorzy nad Wisłą są tak przywiązani do GPW? Według danych Analiz Online aktywa funduszy akcji zagranicznych zarządzanych przez TFI to około 9 mld zł, a zarządzanych przez zagraniczne instytucje to 2,75 mld zł.

— Do niedawna oferta i promocja funduszy inwestujących za granicą była skromna. To się zmieniło, krajowe TFI poszerzyły ofertę, a zagraniczne instytucje wyszły z ofertą do tych, którzy inwestują w złotym, a nie walucie — uważa Łukasz Bugaj.

Stawiać na gigantów

Gdzie zatem szukać zysków?

— Chiny i Indie oraz Ameryka Południowa mają dobre perspektywy. Wprawdzie te rynki mają już spore wzrosty za sobą, ale wciąż tkwi w nich potencjał. Warto poszukać rynków, które mocno ucierpiały w kryzysie i jeszcze tak mocno nie odbiły — tak było np. na Łotwie, na której można było ostatnio bardzo dużo zarobić. Tak może być w przyszłości w Grecji, Hiszpanii czy Portugalii, które teraz cierpią, ale jeśli uda im się ominąć rafy, to będą miały szanse na wzrosty. Trzeba uważać na fundusze inwestujące w naszym regionie. Często bardzo znaczną część portfela lokują w Polsce, a więc ich wynik jest związany z GPW — mówi Paweł Majtkowski.

Analityk Xeliona sugeruje jeszcze większą egzotykę.

— Kraje BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny) stały się modne 10 lat temu i inwestorzy z USA i Zachodniej Europy są tam od dawna. Ale skala tych gospodarek czy wciąż dużo niższy dochód per capita dają podstawy do dalszego wzrostu. Pojawiają się już nowe gwiazdy. Teraz perełkami stają się zupełnie nieznane do niedawna rynki, m.in. Meksyk, Nigeria czy inne kraje afrykańskie — wskazuje Łukasz Bugaj.

Najlepiej obserwować, co się dzieje w światowych gospodarkach.

— Jeśli stosuje się strategię "kup i zapomnij", to korzyści z inwestowania za granicą są ograniczone. Ale jeśli inwestor obserwuje, co się dzieje na rynkach, i wybiera najlepsze, przenosząc się między funduszami, to może liczyć na dodatkowy zarobek — mówi Paweł Majtkowski.

Trzeba też uważać na pułapkę.

— Jeśli inwestujemy w złotym, to wciąż ważne są kursy walut, bo mogą bardzo istotnie wpłynąć na wynik funduszu. Zdarza się tak, że dany rynek rośnie, a inwestor tego nie odczuwa, bo zysk został zjedzony przez wahnięcie kursu — ostrzega Paweł Majtkowski.

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fundusze / Warto wysłać pieniądze w podróż