Wartości papierkiem lakmusowym

Norbert Kilen
opublikowano: 2006-10-11 00:00

Niestety, znów się okazało, że nie należymy do pionierów najnowocześniejszych rozwiązań w biznesie. Nie chodzi już nawet o innowacyjne technologie wymagające milionowych inwestycji, ale o metody zarządzania, do wdrożenia których nie trzeba wcale dużych pieniędzy. Przykład? Od lat na świecie jedną z najpopularniejszych idei jest tzw. zarządzanie przez wartości, czyli odwoływanie się przy podejmowaniu istotnych decyzji w firmie do listy kilku podstawowych pojęć — priorytetowych zagadnień. Wstępne wyniki badań przeprowadzonych w tym roku w kilkunastu krajach przez ECCO Network pokazują jasno, że po to skuteczne narzędzie sięga tylko co piąta z największych firm w naszym kraju.

Kiedy zobaczyłem wyniki badania, w pierwszej chwili bardzo chciałem interpretować je na korzyść polskich przedsiębiorców. Może są po prostu skromniejsi od zagranicznych kolegów? Może postanowili na przykład wstrzymywać się od deklaracji firmowych wartości, bo nie chcą, by ktoś odniósł wrażenie, że przypisują sobie cechy, których, w swoim mniemaniu, nie mają?

Po dłuższym zastanowieniu byłem jednak zmuszony odrzucić tę tezę jako nieuzasadnioną. Oczywiście, jest możliwe, że obserwując deklaracje etyczne amerykańskiego Enronu i jego późniejszy upadek polscy przedsiębiorcy zniechęcili się do odwoływania do powszechnie uznawanych wartości. Ale czy rzeczywiście wystawiałoby im to dobre świadectwo? Myślę, że prawda jest dużo bardziej prozaiczna. Szefowie firm w Polsce borykają się z tak wieloma barierami formalnymi i organizacyjnymi, że na doskonalenie metod zarządzania po prostu nie mają czasu.

Najgorsze jednak, że niski wskaźnik wykorzystania wartości jako instrumentu zarządzania to tylko papierek lakmusowy pokazujący ogólny poziom organizacji polskich firm. Od lat wydawcy książek o zarządzaniu narzekają, że wśród ich czytelników więcej jest studentów niż aktywnych menedżerów. Organizatorzy szkoleń przyznają z kolei, że najłatwiej zachęcić menedżerów do edukacji, posługując się „straszakiem”, na przykład wizją zmian przepisów.

Nie mogę się też oprzeć przykremu wrażeniu, że mali i średni przedsiębiorcy w Polsce dużo rzadziej przejmują się zawiłościami zarządzania i marketingu niż ich zagraniczni koledzy czy menedżerowie z dużych koncernów. A szkoda, bo akurat w ich wypadku czas poświęcony na poznanie nowych rozwiązań z tych dziedzin mógłby przynieść najbardziej spektakularne efekty.