Warzywa na okrągło

AGNIESZKA RODOWICZ
28-09-2017, 22:00

Po 25 latach zarządzania firmami w różnych branżach Jan Jungst postanowił zrobić coś dla środowiska, zdrowia i… podniebienia. Za cel postawił sobie stworzenie całorocznego ogrodu, z którego rodzina 2+2 miałaby codziennie sałatę, kilka pomidorów i trochę ziół.

Jan Jungst wychował się w rodzinie buddystów. Wegetariańskie jedzenie już w dzieciństwie było dla niego normą. Szybko się zorientował, że postępująca industrializacja żywności, czyli jej masowa i tania produkcja powoduje, iż nie może być dobra ani zdrowa.

Wyświetl galerię [1/5]

Fot. Marek Wiśniewski

— Po latach pracy w różnych branżach zająłem się zarządzaniem firmami działającymi w sektorze odnawialnych źródeł energii. Budowałem na przykład jedną z pierwszych w Polsce elektrowni produkujących prąd z odnawialnych źródeł. Zdałem sobie sprawę, że można jednocześnie zarabiać i robić coś pożytecznego — wyjaśnia Jan Jungst. Postanowił już zawsze zajmować się takimi przedsięwzięciami.

Pomidor pod ręką

Kilka lat temu wpadł na pomysł Vegi — niedużego, przydomowego, całorocznego ogrodu.

— Z trzech powodów. Pierwszym była obserwacja trendów w polskim społeczeństwie, które zaczęło biegać i zdrowiej jeść. Drugim — industrializacja i anonimowość produkcji żywności, czyli to, że nie wiadomo, skąd pochodzą produkty, jaką drogę pokonały do sklepu, jak długo leżały w chłodni lub na sklepowej półce. Bo nawet ekologiczne warzywa mogą stracić od 30 do 50 proc. wartości odżywczych, jeśli dłużej poleżą. Chciałem się temu przeciwstawić, sprawić, by ludzie mogli jeść świeżo zerwane z krzaka pomidory przez cały rok — wyjaśnia Jan Jungst, właściciel i prezes firmy Vegi. Poza tym miał znajomych w USA, których syn był alergikiem. Jego ojciec zbudował więc przydomową szklarnię, by mieć świeże, niepryskane warzywa. To zainspirowało Jana Jungsta, który z kilkuosobowym zespołem stworzył pierwszy model Vegi. Nad jej kształtem pracowali projektanci form przemysłowych i specjaliści od uprawy warzyw i owoców w szklarniach.

— W 18 miesięcy stworzyliśmy całkowicie zautomatyzowany ogród, w którym przez cały rok można uprawiać warzywa i zioła na domowy użytek — mówi Jan Jungst, który od roku pracuje tylko nad udoskonalaniem pomysłu. Wraz z zespołem wygrał konkurs Impact Poland dla innowacyjnych start-upów, organizowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Nagrodą było 180 tys. zł dotacji.

— Poza tym przedsięwzięcie finansowałem częściowo z własnych pieniędzy i z kapitału zalążkowego od prywatnych inwestorów. Dotychczas zainwestowaliśmy około miliona złotych — zdradza Jan Jungst. Za tę kwotę opracowano prototyp, prowadzono roczne testy, stworzono stronę internetową i platformę e-commerce, wyprodukowano cztery modele testowe, stworzono urządzenia i aplikację do sterowania Vegi.

— Wraz z naukowcami z SGGW przeprowadziliśmy też analizę gatunków i odmian roślin, które w naszym klimacie sprawdzą się najlepiej. Naszym założeniem jest, by klient miał codziennie świeże warzywa i pewność, że wyrosły bez chemicznych środków ochrony roślin — deklaruje Jan Jungst. — Chronimy je, stosując metody biologiczne — wyjaśnia Jakub Garnis, dr nauk rolniczych, specjalista od ogrodnictwa, członek zespołu Vegi.

Na balkon i do ogrodu

Całoroczny ogród ma cztery wersje: o architekturze klasycznej, nowoczesnej i węższe do ustawienia na balkonie lub tarasie. Głównym materiałem jest aluminium, konstrukcja pokryta jest poliwęglanem komorowym. Podłogę stanowią betonowe płyty, obciążające konstrukcję, która nie jest na stałe związana z gruntem. Dodatkowym wyposażeniem może być drewniana podłoga, która ociepla wnętrze, także wizualnie, oraz kompostownik, do którego można wrzucać zielone odpady, zamieniane przez dżdżownice kalifornijskie w humus do nawożenia roślin. Wewnątrz ogród podzielony jest na strefę roślin wyższych (np. pomidory, papryka) i niższych (np. zioła), by nie trzeba było się schylać. Można również zwiększyć powierzchnię uprawy, wykorzystując ściany. Żeby zainstalować ogród, potrzebny jest dostęp do prądu i wody w niewielkiej odległości.

— Do doświetlania roślin używamy lamp sodowych przystosowanych do upraw ogrodniczych, ale wdrażamy już energooszczędne rozwiązania, wykorzystujące technikę diod LED, dające najlepsze światło dla roślin, a jednocześnie przyjemne dla użytkownika cieplarni — wyjaśnia Andrzej Brodzki, specjalista techniki szklarniowej, członek zespołu Vegi.

— Dobierając wyposażenie szklarni, wzięliśmy pod uwagę to, że będą w niej przebywali ludzie. Dlatego światło lamp przypomina słoneczne — dodaje Jakub Garnis.

Szklarnię można podłączyć bezpośrednio do ujęcia wody albo zainstalować 60-litrowy zbiornik uzupełniany mniej więcej raz w tygodniu. Podlewanie odbywa się automatycznie, podobnie jak utrzymywanie określonej temperatury i ilości światła. Parametry ustawia się zależnie od pory roku lub życzeń klienta.

— Można w ten sposób przystosować Vegi do uprawy roślin z różnych stron świata, np. azjatyckich czy śródziemnomorskich — wyjaśnia Jan Jungst. W 2016 r. zimą temperatura w Vegi nie spadła poniżej 16°C w nocy i 20°C w dzień, mimo że na zewnątrz bywało -23°C. — W zeszłym roku w styczniu zbieraliśmy świeże pomidory, sałatę i zioła. Były o wiele smaczniejsze od dostępnych na rynku. Choć oczywiście nie dorównają pomidorom malinowym zerwanym w sierpniu z krzaka. Cudów nie ma — mówi Jan Jungst.

Zielona rączka pomoże

Oferta Vegi składa się z trzech elementów. Najpierw budowana jest szklarnia. Trwa to osiem tygodni od podpisania umowy, ponieważ Vegi są robione na zamówienie. — Unikamy określenia szklarnia, ponieważ wielu osobom nie najlepiej się kojarzy — wyjaśnia Jan Jungst. Podczas budowy z zamawiającym kontaktuje się Zielona Rączka (absolwent uczelni rolniczej, pasjonat ogrodnictwa) i ustala, jakie gatunki roślin mają się znaleźć w ogrodzie Vegi.

— Dla wielu osób będzie to jednocześnie strefa relaksu i być może posadzą w niej kwiaty, a nie tylko rośliny użytkowe. A ktoś inny będzie chciał mieć jak najwięcej jedzenia — mówi Jan Jungst. Ostatnim krokiem jest uzyskanie dostępu do platformy e-commerce, na której można kupować rośliny i akcesoria.

— Ciągle szukamy nowych odmian, które ułatwią klientom uprawę. Na przykład samopylnych pomidorów, które nie potrzebują zapylania ręcznego czy obecności owadów zapylających — opowiada Jakub Garnis. Dzień po zmontowaniu Vegi podłączane są urządzenia, a w ciągu tygodnia pojawiają się rośliny, które mogą mieć już zawiązane owoce, jakie po 2-3 tygodniach będą się nadawały do jedzenia. Są sprowadzane ze sprawdzonych gospodarstw na tzw. ścianie wschodniej i z okolic Grójca.

— Po roku testowania wiemy, że większość klientów nie chce uprawiać warzyw od nasionka. Chcą mieć dojrzałe i dojrzewające pomidory, które zjedzą w kilka tygodni. Dlatego Zielona Rączka odwiedza klientów raz w tygodniu. Podczas dwugodzinnej wizyty uzupełnia wodę, oczyszcza rośliny z uschniętych części, dodaje nawóz, kontroluje urządzenia techniczne i ustawia je pod nowe warunki, dokonuje rekompozycji roślin, sugeruje też, które trzeba dokupić. Klient może to zrobić przez platformę e-commerce, a podczas kolejnej wizyty Zielona Rączka je przywozi. Przede wszystkim jednak dokonuje przeglądu zdrowia roślin. Utrzymanie ich w zdrowiu bez używania chemicznych środków ochrony, co jest naszym założeniem, jest najtrudniejszym zadaniem — wyjaśnia Jakub Garnis, pełniący w Vegi rolę szefa działu Zielonej Rączki.

— Dlatego sugerujemy, by przez rok przejść naukę obsługi szklarni pod opieką Zielonej Rączki. Potem można się zdecydować na samodzielną obsługę Vegi, co wymaga 2-4 godzin w tygodniu lub dalej korzystać z naszych usług — deklaruje Jan Jungst. Część zużytej ziemi wraca do producenta roślin, na wielki kompostownik, a część można użyć ponownie w Vegi lub w ogrodzie. Ale trzeba wiedzieć, czym ją wzbogacić i jakie rośliny zasadzić.

— To zaleta Zielonej Rączki, że można się od takiej osoby dowiedzieć ciekawych rzeczy. Zatrudniamy specjalistów z wiedzą i doświadczeniem. Można z nimi porozmawiać o rozmaitych sprawach dotyczących ogrodnictwa. Mogą też pełnić rolę edukatorów całej rodziny. Jedna z naszych klientek, pochodząca z Chin, podkreśla, że między innymi dlatego korzysta z naszych usług, by jej dzieci mogły się spotykać z Zieloną Rączką i poznawać tajemnice roślin — opowiada Jan Jungst.

Przyszłość na zachodzie

Do końca 2017 r. wersja tarasowa Vegi ma kosztować 25 tys. zł netto, a wolnostojąca 30 tys. zł. Po nowym roku ceny wzrosną o 5 tysięcy. Zestaw roślin, zależnie od konfiguracji, to wydatek 2-3 tys. zł. Usługa Zielonej Rączki kosztuje 499 zł miesięcznie. Wydatki na wodę i prąd wynoszą koło 130 zł miesięcznie. Firma sprzedała 15 ogrodów, z czego pięć już zamontowano. Po dwóch latach pracy zespół Vegi dostrzegł inne możliwości zastosowania dla ich ogrodów. Przede wszystkim mogą być całorocznymi pracowniami przyrodniczymi w szkołach.

— Pierwsza taka szklarnia została zainstalowana pilotażowo w szkole moich dzieci w Warszawie. Pracujemy teraz nad stworzeniem programu edukacyjnego i znalezieniem pieniędzy unijnych na sfinansowanie takich pracowni przyrodniczych dla szkół — mówi Jan Jungst. Drugą ścieżką rozwoju ma być współpraca z firmami z branży ogrodniczej i instytucjami badawczymi, które potrzebują inkubatorów do badań. Trzecia, na razie w fazie koncepcji, to sieć warzywniaków — małych sklepów ze świeżymi owocami, warzywami i ziołami. Zespół innowacyjno-technologiczny Vegi pracuje też nad wersją ogrodu do domu w postaci zielonej ściany formatu plakatu do uprawy warzyw i ziół.

— Naszymi klientami mogą być też restauracje i gospodarstwa agroturystyczne. Polska jest pierwszym rynkiem, na który wchodzimy, ale szansę na rozwój będziemy mieli w Niemczech, Austrii czy Skandynawii — bogatych krajach europejskich, gdzie ludzie mają większą wiedzę o różnicy między naturalnym a przemysłowym jedzeniem, a odsetek osób posiadających domy z ogrodami jest dużo wyższy. Od drugiego półrocza 2018 r. chcemy zacząć ekspansję na rynki zagraniczne — zapowiada Jungst. Vegi jest jedyne na świecie. Właściciel zadbał o ochronę praw autorskich, zastrzeżenie wzorów użytkowych i znaków graficznych. Firma zaczyna przynosić dochód, a Jan Jungst zakłada, że pod koniec tego roku przestanie do niej dokładać.

— Czekają nas jednak kolejne inwestycje w związku z rozwojem. Pracujemy nad wersją Vegi z turbinką wiatrową, panelami fotowoltaicznymi i pojemnikiem na deszczówkę, by jeszcze bardziej wykorzystać odnawialne źródła energii. I cały czas prowadzimy badania nad tym, by i roślinom, i ludziom było z Vegi lepiej — podsumowuje Jan Jungst. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA RODOWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Warzywa na okrągło