Wąskie gardło transportowe grozi blokadą e-transakcji

Tomasz Puchalski
opublikowano: 2001-09-27 00:00

Wąskie gardło transportowe grozi blokadą e-transakcji

Rozwój transakcji internetowych przysparza kłopotów firmom transportowym. Dlaczego? Z uwagi na łatwy i szybki sposób składania zleceń oraz oczekiwania zleceniodawców na równie szybkie dostarczenie zamówionych dóbr. Jednak Internet może się przyczynić do większej efektywności samego procesu transportu.

Zarówno rynek e-commerce, czyli najprościej mówiąc sprzedaż towarów i usług przez Internet, jak e-business, czyli wykorzystywanie mediów elektronicznych do zarządzania relacjami z klientem oraz współpracy z dostawcami, znajduje się w Polsce we wstępnej fazie rozwoju. Nawet w porównaniu z Unią Europejską, która w niewielkim stopniu wykorzystuje istniejące możliwości, wypadamy w tej dziedzinie blado. Wystarczy powiedzieć, iż w Europie jeszcze w 1998 roku handel elektroniczny praktycznie nie istniał, a szacunkowy obrót bussines to consumer wyniósł 40-50 mln USD, co daje1-1,5 USD na1 mieszkańca, podczas gdy w USA na osobę przypadało około 30 USD.

Ponad granicami

Handel elektroniczny przekracza granice państw i łączy dostawców oraz ich odbiorców w skali globu. W tej sytuacji zwiększa się znacznie możliwość wyboru najlepszego dostawcy towarów i usług. Ma to istotny wpływ na tradycyjny rynek, pobudza rozwój konkurencyjności proponowanych produktów i usług (w tym usług logistycznych i transportowych). Długoterminowe powiązania handlowe pomiędzy przedsiębiorstwami mogą stać się mniej atrakcyjne w sytuacji, gdy pojawiają się nęcące propozycje realizacji zamówień. Wiele dużych firm tworzy swoje rynki handlu elektronicznego, np. TP SA-Market Planet, lub — jak te mniejsze — korzysta z ogólnie dostępnych platform handlowych, np. oferowana przez Getin-eMarket. Jedną z głównych funkcji w łańcuchu dostaw w procesie e-handlu jest dostarczenie towarów zamówionych on-line. W związku z tym, że liczba zamówień złożonych przez Internet może wzrosnąć niepomiernie z uwagi na łatwość ich składania, mogą powstać trudności z przetransportowaniem na czas tych towarów do zamawiającego. W tej sytuacji transport staje się wąskim gardłem dla rozwoju handlu elektronicznego, szczególnie w sektorze B2B. Ponadto, przypuszczalnie wzrośnie liczba małych przesyłek. Powstają poważne problemy dla wszystkich uczestników łańcucha dostaw, w tym operatorów usług logistycznych i transportowych, gdyż muszą oni sobie w takiej sytuacji zagwarantować opłacalność swoich usług. Istnieje groźba, że usługi transportowe nie podołają temu wyzwaniu. Takie zjawisko wystąpiło już w Stanach Zjednoczonych przy realizacji zamówień w okresie świątecznym — zamawiane przed świętami przesyłki trafiały do adresatów długo po Nowym Roku.

Polska specyfika

Na razie handel elektroniczny napotyka w Polsce tradycyjne bariery. Główną jest powszechny brak zaufania do bezpieczeństwa przesyłu danych, co rodzi obawy przed płaceniem kartą płatniczą. Istotne jest również negatywne podejście do wszelkich form sprzedaży wysyłkowej (tylko 20 proc. społeczeństwa kiedykolwiek skorzystało z tej formy zakupów, 5 proc. za pośrednictwem Internetu). Dodatkowo, ze względu na niską akceptację sprzedaży bezpośredniej, przez Internet kupowane są towary o niskiej wartości, takie jak książki, drobne sprzęty gospodarstwa domowego i płyty CD. Ryzyko ich nieotrzymania oraz odczuwalne ryzyko zdalnej transakcji jest niskie. Widać więc, że Polacy nie ufają tej formie sprzedaży i mają niski poziom komfortu kupowania towarów w sposób inny niż przy ladzie sklepowej. Istnieje już niezliczona liczba witryn WWW oferujących towary, jednak ich obroty w większości wynoszą zaledwie kilka tysięcy złotych miesięcznie. W najbliższych latach w krajowym handlu elektronicznym zaczną dominować transakcje B2B. Główne korzyści wynikające z B2B to przede wszystkim redukcja kosztów łańcucha dostaw w wyniku obniżenia kosztu realizacji procesu dostaw i zakupu oraz obniżenia kosztów samego zakupu (wymuszanie zakupów u stałych dostawców i powiązanie wolumenu zakupów z upustami). To z kolei powoduje zwiększenie przychodów i obniżenie kosztów obsługi klienta, gdyż lepiej rozumiemy jego potrzeby, znacznie usprawniamy komunikację marketingową, przy okazji też ułatwiamy sobie szybkie dotarcie do nowych klientów oraz rynków. Najlepszym przykładem jest bankowość internetowa, gdzie koszt jednostkowej obsługi klienta jest nieporównywalnie niższy niż w normalnym banku.

Tomasz Puchalski

Instytut Produktywności IDG Polska