Kłopoty wydobywcze z początku roku nie pomniejszają optymizmu zarządu Polskiej Grupy Górniczej (PGG), jeśli chodzi o poziom wydobycia w całym 2016 r. Największa polska firma górnicza chce wydobyć ponad 32 mln ton węgla, mimo że do końca czerwca 2016 r. produkcja wyniosła 14,5 mln ton.

— Ten poziom w pełni zaspokoi zapotrzebowanie krajowej energetyki, która zużywa ponad 14 mln ton, oraz tych firm ciepłowniczych, z którymi PGG współpracuje od lat [zużywają 5 mln ton rocznie — red.] — mówił Tomasz Rogala, prezes PGG. Kto nie ma na koncie tak długiej współpracy, będzie musiał prawdopodobnie sięgnąć po eksport. Tak było zresztą dotychczas. Nowi klienci PGG to ci, którzy dotychczas importowali — albo ze względu na niższą cenę, albo ze względu na wymagania dotyczące parametrów węgla. Dziś zagraniczny węgiel jest droższy od krajowego, więc pojawił się w kraju dodatkowy popyt.
Import nadal będzie się pojawiał i PGG postuluje, by zajęły się nim spółki skarbu państwa, np. Węglokoks. Dotychczas była to domena wyłącznie prywatnych firm. PGG trudno dodatkowy popyt zaspokoić, o czym branża mówi od kilku miesięcy. Wynika to z cięcia inwestycji. W minionych latach, kiedy firma była de facto bankrutem, nie inwestowała w nowe ściany. Wolała ratować płynność. Z 60 ścian wydobywczych w 2014 r. zostały jej dziś 43. Teraz PGG ma plan odbudowy mocy, by na koniec roku ścian było 48. W tym roku przeznaczy na to 890 mln zł, czyli dwa razy więcej niż rok temu.
— Nawet jeżeli zrealizujemy ten plan tylko w 80 proc., to i tak zapewni nam to nie tylko odtworzenie frontów wydobywczych, ale także rozwój — mówi Piotr Bojarski, wiceprezes ds. produkcji. Na półmetku roku PGG podała, że ma dodatni wynik finansowy wobec 268 mln zł straty w zeszłym roku (jeśli ujmiemy łącznie kopalnie PGG i dawnego KHW). Wcześniej zarząd zapowiadał, że w całym roku osiągnie 400 mln zł zysku netto, teraz nie odnosi się do tej prognozy.