Węgry miękną podnaciskiem rynków

Marek Wierciszewski
opublikowano: 2011-12-05 00:00

Najbardziej kontrowersyjny premier Europy Środkowej może być zmuszony do zmiany polityki. To także wskazówka dla rządu Donalda Tuska

Po objęciu władzy na Węgrzech Viktor Orban postawił sobie za cel zmniejszenie długu bez zaciskania pasa przez społeczeństwo. Czas pokazał, że pogodzenie ognia z wodą jest niemożliwe.

Inwestorzy w opozycji

Od objęcia stanowiska premiera w zeszłym roku polityka Viktora Orbana była mocno krytykowana przez ekonomistów. Nowy rząd nałożył kryzysowy podatek na sektor bankowy, branżę energetyczną, telekomunikacyjną i handel detaliczny. Zmusił banki do wzięcia na siebie strat, jakie walutowi kredytobiorcy ponieśli na osłabieniu forinta. Jednak najbardziej głośną i kontrowersyjną decyzją było praktyczne znacjonalizowanie zasobów zgromadzonych na kontach w funduszach emerytalnych.

Teraz premier może być zmuszony do wycofania się z obranego kierunku zmian. I nie skłoniła go do tego opozycja w parlamencie — w którym premier ma konstytucyjną większość — ale coraz większa presja ze strony rynków, agencji ratingowych, a przede wszystkim Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW). Zdanie tej ostatniej instytucji jest na Węgrzech coraz ważniejsze.

Rok temu premier Orban zapewniał, że pomocy MFW jego kraj nie potrzebuje. Od tego czasu jednak kurs euro w forintach bije rekordy, a notowania instrumentów zabezpieczających przed niewypłacalnością kraju poszybowały do 645 punktów bazowych. — Węgry muszą szukać porozumienia z MFW — komentuje Marc Chandler, główny strateg rynku walutowego w firmie inwestycyjnej Brown Brothers Harriman & Co.

Agencje wskazują oślą ławkę

Poważnym ostrzeżeniem była zeszłotygodniowa obniżka ratingu przez agencję Moody’s do poziomu śmieciowego. To bolesny cios. Węgrzy cieszyli się ratingiem inwestycyjnym przez ostatnich 15 lat. Pozostałe dwie wielkie agencje utrzymują oceny długu węgierskiego na poziomie inwestycyjnym, ale grożą obniżką. S&Pmoże na to zdecydować się już w lutym.

— Węgry potrzebują zarówno planu ożywienia gospodarki, jak i poduszki bezpieczeństwa — przyznaje minister gospodarki Węgier Gyorgy Matolcsy. Bez niej kraj znad Dunaju może długo nie pociągnąć. W ostatnich trzech miesiącach Budapeszt był zmuszony odwołać dwie aukcje papierów skarbowych, zmniejszył też ilość obligacji oferowanych na ośmiu kolejnych przetargach. Pożyczając na 10 lat, rząd musi płacić inwestorom już ponad 9 proc. rocznie.

Dlatego, choć oficjele zapewniają, że Węgry nadal będą finansować deficyt na rynku, kraj zaczął zabiegać o porozumienie z MFW. Pomogą w tym plany cięcia wydatków o 3 mld EUR rocznie, a także zapowiedzi podwyższenia od przyszłego roku podatku obrotowego, akcyzy i VAT.

To jednak dopiero pierwsze sygnały zmiany polityki, która zaprowadziła Węgry na inwestycyjną oślą ławkę. Jak bowiem twierdzi agencja Fitch, droga do osiągnięcia porozumienia wciąż jest jednak daleka. Na razie austriackie banki, które ucierpiały na populistycznej polityce premiera Orbana, podliczają straty. Niektóre grożą nawet wyjściem z węgierskiego rynku. Jak twierdzą, nie jest dla nich dostatecznie atrakcyjny. Oby polski rząd wyciągnął lekcję z węgierskiego przypadku odpowiednio wcześnie. W ostatnich latach zbyt często jego działania (a zwłaszcza zaniechania) przypominały te popełnione nad Balatonem.