Wejście PKN na giełdę budzi kontrowersje

Marek Matusiak
opublikowano: 1999-10-08 00:00

Wejście PKN na giełdę budzi kontrowersje

POWSTANIE MOLOCHA: Minister skarbu państwa Emil Wąsacz stał się przypadkowym akuszerem przy powoływaniu PKN. Czy będzie miał szczęśliwą rękę? fot. Borys Skrzyński

Polski Koncern Naftowy istnieje zaledwie kilka tygodni, a jego akcje mają wkrótce zostać dopuszczone do obrotu publicznego — debiut na warszawskiej GPW, zgodnie z zapowiedzią przedstawicieli resortu skarbu państwa, powinien nastąpić w drugiej połowie listopada. Jak na polskie warunki jest to tempo wręcz rewelacyjne. Siłą rzeczy nasuwa się pytanie, dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź nie jest prosta ze względu na brak jednoznacznej oceny tego zjawiska.

Z RZĄDOWEGO punktu widzenia przyspieszenie prywatyzacji PKN jest niezwykle istotne. Wiadomo, w jakiej sytuacji znajduje się budżet państwa, a tym razem wszystkie środki ze sprzedaży akcji mają tam trafić. Zasilenie budżetu to jednak tylko jedna strona medalu. Druga jest bardziej spektakularna — gdyby PKN nie wszedł teraz na giełdę, byłby to pierwszy rok, w którym nie zostałaby sprywatyzowana w drodze oferty publicznej żadna istotna spółka skarbu państwa.

TEMPO PRZYGOTOWAŃ więc nie dziwi. Choć także w przypadku PKN rząd ma wyraźne kłopoty z koordynacją swoich działań. Z jednej strony, za pieniądze państwowe zaczęła się kampania reklamująca niezwykle prężny koncern i emisję jego akcji, z drugiej zaś — Leszek Balcerowicz, wicepremier i minister finansów, w połowie sierpnia zgłosił do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta wniosek o zbadanie zasadności kolejnej podwyżki cen paliw. Tymczasem analitycy branży dobrze wiedzieli, że PKN podwyższa ceny ze względu na gwałtowny wzrost cen ropy i obciążenia akcyzą.

Z POWODU blisko 20 podwyżek cen w tym roku koncern naftowy nie cieszy się społeczną sympatią. Istnieją uzasadnione — choć formalnie rzecz biorąc nie można tego stwierdzić — przesłanki do nazywania PKN monopolistą, wykorzystującym swoją pozycję. Ten negatywny obraz może zaważyć na decyzjach inwestorów.

NAJWAŻNIEJSZE jednak jest to, że koncern naftowy tak naprawdę jeszcze nie istnieje. Mimo złożenia prospektu emisyjnego i wykreślenia CPN z rejestru handlowego, nie nastąpiło jeszcze rzeczywiste połączenie CPN i Petrochemii. Oczywiście wiadomo, jakim majątkiem dysponuje koncern, nieznana jest jednak jego struktura organizacyjna i efektywność zarządzania. W tej sytuacji mamy do czynienia ze sprzedawaniem prawdziwego kota w worku.