Weterynarze na arabskim szlaku

Arabia Saudyjska może stać się krajem, który będzie płynął polskim mlekiem i miodem.

Nieodkryty kraj — tak o Arabii Saudyjskiej zgodnie mówią nasi eksperci ds. żywności. Być może tę niekorzystną dla polskich firm opinię niedługo będzie można zweryfikować. Na razie szlak przecierają weterynarze.

fot. Bloomberg
Zobacz więcej

fot. Bloomberg

— Niedawno odbyło się kilkudniowe spotkanie w Arabii Saudyjskiej, m.in. w sprawie przepisów dotyczących dopuszczenia naszych zakładów do eksportu mleka i produktów mleczarskich, ryb i produktów rybnych, a także miodu i produktów pszczelich. Jesteśmy blisko ustalenia świadectw zdrowia dla tych produktów — mówi Jarosław Naze, zastępca głównego lekarza weterynarii.

Zmarnowany czas

Negocjacje toczą się także w sprawie dopuszczenia polskiego drobiu i wołowiny. Dla naszych zakładów mięsnych byłaby to wielka szansa. Byłaby, ale blokują ją przepisy.

— Z punktu widzenia naszych producentów to przecież konieczność uboju halal, a ten został zakazany od 2013 r. Wcześniej sprzedaż produkowanej w ten sposób wołowiny i drobiu rosła dynamicznie. Rynki arabskie to nie tylko lepsze marże, ale również po prostu dobre miejsce zbytu, którego bardzo potrzebujemy. Nie jesteśmy w stanie wykorzystać naszych mocy produkcyjnych w wołowinie, bo nie mamy gdzie ulokować tego mięsa — twierdzi Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. Rynkom arabskim szczegółowo przyglądał się Konspol.

— Mieliśmy już praktycznie dopięte kontrakty do Omanu, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich na wysoko przetworzone produkty drobiowe za 5 mln USD miesięcznie. W związku z zakazem wielomiesięczna praca poszła na marne. Jesteśmy przekonani, że to bardzo ciekawe rynki — społeczeństwa są bogate, chcą jeść dobrze i zdrowo — opowiada Kazimierz Pazgan, prezes Grupy Konspol.

O zmianę przepisów i dopuszczenie uboju rytualnego walczą związki rolników. Przygotowały obywatelską inicjatywę ustawodawczą. Przetwórcy, którzy uważają, że ubój zdelegalizowano z pogwałceniem prawa, złożyli już zażalenia na poziomie europejskim i krajowym. Na razie nie ma jednak żadnych rozstrzygnięć. Zdaniem Witolda Choińskiego, z wejściem na rynek saudyjski powinniśmy się pośpieszyć.

— Kraj ten powoli wycofuje się w ogóle z jakiejkolwiek produkcji roślinnej i hodowlanej z powodu deficytu wody. Powinniśmy więc na ten rynek pchać się teraz, bo za chwilę miejsce zajmą inne kraje — dodaje Witold Choiński.

Szanują nawet EURO 2012

Najwięksi gracze już tam są — przyznaje Antoni Mielniczuk, szef działającej od kilku tygodni Polsko-Saudyjskiej Izby Gospodarczej (PSIG). — Od wielu lat z uporem maniaka powtarzam polskim przedsiębiorcom, że nie ma bardziej niedocenionego rynku eksportowego niż Arabia Saudyjska. Najwięksi międzynarodowi gracze są tam od dawna, a nas zupełnie nie widać. To kraj, który wytwarza 25 proc. PKB wszystkich krajów arabskich, a większość jedzenia importuje. Do tego Polska ma tam bardzo dobry wizerunek — szanują naszą historię, cud gospodarczy, a nawet EURO 2012 — opowiada Antoni Mielniczuk. Nasi czołowi mleczarze przyznają, że w tamtą stronę na razie nie zerkali. A powinni — przekonuje Antoni Mielniczuk.

— Polscy producenci mieli dotychczas komfortową sytuację. Większość eksportowali na rynek UE, dobrze rozwijała im się sprzedaż na Wschód. To uległo zachwianiu. Dlatego warto spojrzeć szerzej — zbudować pozaunijną i wschodnią nogę biznesu, np. arabską. Zwłaszcza że wejście do Arabii Saudyjskiej oznacza dostęp do innych krajów regionu — uważa szef PSIG.

— Co ciekawe, polskie produkty w wersji proszkowanej już tam zapewne trafiają, ale przez pośredników z Francji czy Holandii — dodaje Edward Bajko, szef Spomleku.

Relacje to podstawa

Jarosław Naze opowiada, że podczas wizyty Saudyjczycy interesowali się również polskimi owocami i warzywami.

— W sieci lokalnych delikatesów są dwa rodzaje jabłek. A my mamy kilkadziesiąt i status największego eksportera na świecie. Małe opakowanie truskawek kosztuje 50 zł, a kilogram jabłek 9 zł. Podobnie mały wybór i wysokie ceny są na półce z warzywami — dodaje Antoni Mielniczuk.

Dlaczego nas tam jeszcze nie ma? — Dotychczas na misjach w Arabii Saudyjskiej pojawiali się albo mali przedsiębiorcy, albo tacy, którzy nie przykładali wystarczającej wagi do zbudowania relacji. To kraj, w którym najpierw musimy się spotkać, potem polubić, następnie sobie zaufać, a dopiero później rozmawiać o biznesie. Bez 4-5 wizyt się więc nie obejdzie — opowiada szef PSIG.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Weterynarze na arabskim szlaku