Widzialna ręka państwa

Tadeusz Markiewicz
19-12-2005, 00:00

W ostatnich dniach nasi urzędnicy, posłowie i ministrowie próbują udowodnić, że powiedzenie Jeana Rigaux „Dla rządu przed wyborami ważny jest wyborca. Po wyborach drożeje wszystko inne” jest nieprawdziwe. A to za sprawą walki o ceny, w której orężem pozostaje... ich słowo.

Najpierw premier i minister skarbu pohukiwali na rafinerie (zresztą dość skutecznie), by obniżyły marże. Potem nadzór bankowy zaczął martwić się o rodaków, którzy zaciągają kredyty we frankach szwajcarskich. Cóż bowiem poczną, gdy złoty zacznie tracić na wartości? Posłowie też nie mogli pozostać bierni. Artur Zawisza, skądinąd jeden z najbardziej prorynkowych parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości, zapytał rząd, co zamierza zrobić z nadmiernie rosnącymi na święta cenami. Kilka dni później Henryk Gołębiewski, poseł SLD, zaalarmował, że PKO BP szykuje się, by podnieść swoim klientom prowizje. I zadał oczywiście pytanie, co rząd (który kontroluje przecież PKO BP) zamierza z tym fantem zrobić?

Coraz częściej niewidzialną rękę rynku zastępuje widzialna ręka państwa. Czy warto? Nie. Jeśli na stacjach Lotosu czy Orlenu będzie drogo, to kierowca pojedzie na tańszą stację bezobsługową. Jeśli złoty zacznie tracić, to kredytobiorca przewalutuje pożyczkę. Jeśli sklep podniesie ceny, to klient pójdzie do jego konkurenta. Jeśli bank podnie- sie prowizje, to mu podziękuje. Słowa Goethego: „Najlepszym rządem jest ten, kto nas uczy rządzić się samym” nie straciły na aktualności. I o tym przypominamy na Gwiazdkę...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Widzialna ręka państwa