Więcej obowiązków, mniej świadczeń

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2020-05-21 22:00

Pracodawcy nadal zatrudniają, ale na dużo gorszych warunkach niż przed kryzysem.

Choć mimo pandemii rekrutacje trwają, pracodawcy wyczuli okazję, by ciąć dodatki pozapłacowe i podwyższać oczekiwania wobec kandydatów — wynika z raportu „Rynek pracy w czasie COVID-19” opracowanego przez firmę doradczą Grant Thornton. W kwietniu przedsiębiorcy w jednym ogłoszeniu oferowali aplikantom średnio 4,9 różnych zachęt, np. kart sportowych i abonamentów medycznych. To o jeden punkt mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (5,9).

Z jednej strony nie brakuje ofert zatrudnienia, z drugiej — zwolnienia i obniżki wynagrodzeń stały się faktem. Według danych CBOS 27 proc. polskich rodzin straciło w związku z koronawirusem jedną z możliwości zarobkowania. Bardziej zagrożone czują się kobiety (33 proc.) niż mężczyźni (21 proc.). Najczęściej o utracie pracy w takiej lub innej formie mówią osoby deklarującenajniższe dochody na osobę (do 999 zł — 45 proc.), a także negatywnie oceniające swoje warunki materialne (52 proc.). Obecna sytuacja potwierdza powiedzenie, że zanim gruby schudnie, chudy umrze. Negatywnych skutków pandemii doświadczają głównie osoby, których pozycja na rynku nawet w dobrym czasie była słaba. Ale czy na pewno? Badania Grant Thornton dowodzą, że ostatnio najwięcej zatrudnia się sprzedawców sklepów spożywczych, magazynierów i dostawców oraz budowlańców. Tymczasem dla tzw. białych kołnierzyków, elity zawodowej i zarobkowej okresu prosperity, nastał dużo gorszy okres.

— Nabory wprawdzie nie ustały, ale dotyczą one tylko niektórych grup. Znacząco spadł popyt na pracowników umysłowych, a wzrosło zapotrzebowanie na pracowników fizycznych, co jest następstwem odpływu siły roboczej z Ukrainy — zwraca uwagę Piotr Wielgomas, prezes firmy doradztwa personalnego Bigram.

Sondaż zrealizowany przez Business Centre Club (BCC) i 4 Business & People (4BP) nie pozostawia złudzeń: jeśli sytuacja w gospodarce szybko się nie poprawi, nastąpią kolejne redukcje kosztów pracowniczych. Cięcia zmiennych składników wynagrodzenia (dodatki i premie) deklaruje 41 proc. ankietowanych, a obniżkę płac zasadniczych — 23 proc. respondentów. Ze skrócenia czasu pracy w kwietniu skorzystało co czwarte przedsiębiorstwo. W kolejnych miesiącach taką decyzję może podjąć 30 proc. podmiotów.

— Firmy dopasowują zatrudnienie do aktualnego popytu, licząc na zwiększone obroty w najbliższej przyszłości. Ewentualne redukcje to ostateczne rozwiązanie. Realizowane są one w oparciu o ocenę dotychczasowych efektów pracy — wskazuje Katarzyna Lorenc, ekspert BCC ds. rynku pracy i prezes 4BP. Trudno wszystkich pracodawców oskarżać o złą wolę — gdy jedni zwietrzyli okazję, by oszczędzić na pracownikach, drudzy robią to z braku innego wyjścia.