Mimo zuchwałej kradzieży producent luksusowych dóbr zarobił w ubiegłym roku 2,1 mln zł. W tym roku będzie lepiej. Wiadomo — UE...
Wittchen, największy polski producent branży luksusowych produktów skórzanych, wypracował w ubiegłym roku 2,1 mln zł zysku netto. Nieznacznie spadły przychody firmy (z 42 do 40 mln zł). Nie był to jednak efekt słabszego popytu na produkty, lecz kradzieży części zakontraktowanego asortymentu.
— We wrześniu 2003 r. skradziono nam 45 tys. par rękawiczek. Był to bardzo duży cios dla naszej firmy, bo towar został zakontraktowany i zabudżetowany. Musieliśmy interwencyjnie sprowadzić towar, aby zrealizować zamówienia. Na szczęście styczeń 2004 r. był bardzo pomyślny dla naszej firmy: udało się odzyskać część skradzionego towaru, także obrót był wyższy niż zakładaliśmy w budżecie — twierdzi Monika Mirecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Wittchena.
Firma zakłada, iż w tym roku uda jej się wypracować 3 mln zł zysku, a przychody wzrosną o niespełna 10 proc. Lepsze wyniki mają odzwierciedlić strategię spółki, która zakłada sukcesywny wzrost sprzedaży we własnych salonach firmowych kosztem sklepów obcych oraz wprowadzanie do oferty nowych linii produktowych (m.in. obuwia). Wittchen ma obecnie 10 własnych krajowych placówek plus salon w Moskwie. W końca tego roku ruszą jeszcze cztery sklepy w kraju. Docelowo ma ich być 20-25.
Skórzana firma z niecierpliwością oczekuje przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Dla producenta oznacza to niższe stawki celne oraz możliwość lepszego penetrowania nowych rynków sprzedaży.
— Planujemy rozszerzyć nasze działania eksportowe — do tej pory prowadzone głównie na rynku rosyjskim. Wraz z otwarciem granic zdecydowanie łatwiej będzie nam otwierać salony firmowe w stolicach miast europejskich – zapowiada Monika Mirecka.
Wittchen jest współwłaścicielem fabryki w Chinach, gdzie szyje m.in. teczki, torby i portfele.