Wiedza bezużyteczna

Marcin Bołtryk
opublikowano: 14-02-2018, 22:00

Firmy nie wykorzystują dostępnych lub już posiadanych narzędzi do ograniczania kosztów flot

Według bada nia zrealizowanego na zlecenie Carefleet, 40,6 proc. właścicieli małych i średnich firm (MSP) stosuje met ody ograniczające koszty niewłaściwego wykorzystania przez pracowników służbowych pojazdów. Najpopularniejszym sposobem jest monitoring stylu jazdy kierowców za pomocą systemu GPS. Stosuje go 60 proc. ankietowanych, którzy deklarują, że podejmują jakieś działania. Marginalną rolę odgrywają natomiast rozmowy edukujące z kierowcami oraz kary i nagrody za nieekonomiczną i niebezpieczną jazdę. I to jest zła wiadomość.

Większa świadomość

Nadmierna eksploatacja samochodów służbowych to problem wielu firm, w dodatku znacząco wpływa na efektywność wykorzystania floty i koszty jej użytkowania. Dlatego już nie tylko korporacje i duże przedsiębiorstwa, ale coraz częściej również podmioty z sektora MSP wprowadzają rozwiązania, które mają pomóc eliminować ponadnormatywne zużycie pojazdów, np. monitoring stylu jazdy.

— Częstą przyczyną stłuczek i wypadków komunikacyjnych są sami kierowcy, którzy nie przestrzegają przepisów ruchu drogowego, nie dostosowują prędkości do warunków panujących na drodze i nieodpowiednio eksploatują pojazdy. W takich przypadkach dzięki możliwości precyzyjnego odczytu czasu i miejsca zdarzenia oraz prędkości przed i w trakcie kolizji systemy monitorowania mogą być wykorzystywane do oceny stylu jazdy kierowcy i weryfikacji okoliczności wypadku. Statystyki potwierdzają, że kierowcy objęci elektronicznym nadzorem GPS jeżdżą wolniej, płynniej, a także łagodniej ruszają i hamują — twierdzi Ilona Ochęduszko, dyrektor departamentu kluczowych klientów w Carefleet. Wśród najpopularniejszych rozwiązań wykorzystywanych przez firmy, które w badaniu deklarowały, że stosują metody ograniczające ponadnormatywną eksploatację służbowej floty, jest też tworzenie polityki flotowej (36,3 proc. wskazań).

— Polityka samochodowa jest istotna nie tylko ze względu na zarządzanie firmowym majątkiem znacznej wartości, ale przede wszystkim z uwagi na bezpieczeństwo użytkowników aut na drogach. Ważne, aby nie był to jedynie martwy, jednorazowy dokument. Polityka flotowa musi ewoluować, a jej zapisy nadążać za zmianami prawno-podatkowymi i działaniami w firmie — mówi Ilona Ochęduszko. Jeśli chodzi o tworzenie polityki flotowej, to wyjątek stanowią mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające od 1 do 9 pracowników. Opracowało ją zaledwie 7,5 proc. badanych z tej kategorii, którzy deklarowali, że stosują metody ograniczające zużycie floty. Dla porównania: w małych firmach jest to 42,9 proc., a w średnich 45,8 proc.

Rozpoznanie bez leczenia

Zdaniem Sylwestra Pawłowskiego, eksperta do spraw bezpieczeństwa flot i szefa Safety Logic, wszystko wskazuje na to, że małe i średnie firmy lubią tracić pieniądze. Można tak uznać, przyglądając się wynikom badania. Większość firm nie podejmuje bowiem żadnych działań, które mogłyby ograniczyć koszty floty i poprawiły bezpieczeństwo. A te, które zdecydowały się na takie działania i wydatki, zadziwiają brakiem konsekwencji. Wydają pieniądze na telemetrię i nic nie robią z wiedzą. którą te systemy im dostarczają.

— Wygląda to tak, jakby celem samym w sobie był tylko montaż urządzenia. A to przecież dopiero początek. Ponad 60 proc. firm, które zamontowały GPS, deklaruje, że monitorują styl jazdy kierowców. Dlaczego więc tylko 8 proc. monitoruje trasy i zużycie paliwa? Dlaczego tylko 14 proc. szkoli kierowców, skoro monitoring pozwala określić dziedziny deficytowe? Czyżby nie mieli deficytów? Ale skoro tak, to po co GPS i wydatek na telemetrię? — zastanawia się Sylwester Pawłowski. Jego zdaniem, brak polityki flotowej i regulacji dotyczących użytkowania samochodów w firmie — również do celów prywatnych — to podstawowy błąd.

— Szczególnie, jeśli mamy urządzenia, które mogą wykazać liczbę kilometrów biznesowych i prywatnych, pokazać brak regulacji czasu pracy kierowców niezawodowych. W razie wypadku może się okazać się, że firma miała dostęp do danych i nic nie zrobiła, aby ograniczyć ryzyko jego wystąpienia. Wiedziała, że kierowcy byli zmęczeni, łamali przepisy drogowe, stwarzali ryzyko agresywną jazdą i nic z tym nie zrobiła — mówi szef Safety Logic. Zaledwie 2 proc. firm prowadzi z kierowcami rozmowy o stylu jazdy. A to przecież najtańsza i najprostsza metoda poprawy bezpieczeństwa. — To badanie pokazuje, że nie chodzi o brak pieniędzy na podnoszenie bezpieczeństwa. Chodzi wyłącznie o nieumiejętne ich wydawanie — podsumowuje Sylwester Pawłowski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Wiedza bezużyteczna