Billbird zamierza w tym roku pobić Pocztę wielkością sieci, w której będzie można opłacić rachunki. Do końca roku ma mieć 10 tys. punktów.
W ubiegłym roku Billbird, spółka zarządzająca siecią VIA Moje Rachunki, zwiększył liczbę placówek o 700 punktów — do 5 tys. W tym roku zamierza podwoić sieć.
— Celem firmy jest powiększenie w tym roku liczby placówek do około 10 tys. Będziemy więc dysponowali siecią większą niż Poczta Polska — deklaruje Paula Rettinger, dyrektor marketingu Billbird.
Tylko gotówka
Spółka, która w 100 proc. należy obecnie do Polcardu, największego na rynku centrum rozliczeniowego transakcji kartami, nie ukrywa, że zależy jej na przejęciu jak największej części rynku masowych płatności. Punkty otwiera w hipermarketach, sklepach osiedlowych, a nawet placówkach Totalizatora Sportowego. Umożliwia w ten sposób dokonywanie codziennych płatności w kasach w momencie robienia zakupów. Obecnie sieć placówek realizuje ponad 1 mln operacji miesięcznie.
— W przyszłości chcielibyśmy umożliwić klientom płacenie za rachunki w kasach marketów za pomocą karty. Jednak obecnie zwiększyłoby to prowizję o około 1,5 zł, więc na razie jest to mało opłacalne dla klientów — wyjaśnia Paula Rettinger.
Niższe prowizje
— Zdajemy sobie sprawę z konkurencji, jaką stwarza Billbird czy firmy pośrednictwa finansowego, które też walczą o rynek drobnych płatności. Sadzę, że klient wybiera punkt opłat, kierując się ceną. Dlatego w tym roku obniżyliśmy opłatę za wpłatę na rachunki w bankach o 1 zł — do 2,5 zł. Ponadto klienci mają zaufanie do Poczty Polskiej i Banku Pocztowego. Wreszcie połowa z ponad 8,3 tys. naszych placówek położona jest na terenach wiejskich, gdzie nasza konkurencja nie dociera — mówi Marcin Anaszewicz, rzecznik Poczty Polskiej.
Jednak mimo obniżek oferta PP nadal jest droga. VIA Moje Rachunki deklaruje, że maksymalna opłata za przelew wynosi 1,99 groszy, a pośrednicy oferują ją często za 99 groszy.