Większość zwykła czy kwalifikowana?

opublikowano: 10-03-2021, 20:00

Krajowy Plan Odbudowy (KPO) skierowany został do konsultacji, które władcy kraju uważają za prawdziwe i rzeczowe, natomiast parlamentarna opozycja oraz władze wielu jednostek samorządu terytorialnego – za fikcyjne i niemerytoryczne.

W tym kontekście coraz bardziej nabrzmiewa problem ratyfikowania przez Polskę udziału w solidarnym zadłużeniu się państw Unii Europejskiej. Będzie ono głównym źródłem sfinansowania tzw. instrumentu poepidemicznej odbudowy i zwiększenia odporności UE. Instrument wart jest 672,5 mld EUR, z tego na nasz KPO ma przypadać około 58 mld EUR.

Jeszcze niedawno wydawało się, że obstrukcja Solidarnej Polski nie zagraża w Sejmie ratyfikacji. I bez 19 szabel przystawki Zbigniewa Ziobry, a także 11 mandatów Konfederacji zanosiło się na przytłaczającą większość około 420 głosów. Ponieważ jednak proeuropejska opozycja stawia rządowi PiS różne warunki, zaczyna się szczegółowe liczenie głosów. Niedługo polem kolejnego starcia stanie się problem zapisany w tytule. Chodzi o przepisy art. 90 Konstytucji RP. Na podstawie umowy międzynarodowej Polska może przekazywać na zewnątrz kompetencje organów państwowych w niektórych sprawach, ale ustawa o ratyfikacji takiej umowy wymaga zarówno w Sejmie, jak też potem w Senacie większości 2/3 głosów (liczonej od obecnych, nie od pełnych składów izb). W absolutnie najważniejszych sprawach ustawę może zastąpić referendum. Sam sposób wyrażania zgody na konkretną ratyfikację uchwala Sejm bezwzględną większością głosów. Kryteria uznania przekazywanych daną umową kompetencji państwa za szczególnie ważne są jednak czysto ocenne.

W dziejach III RP ze ścieżki referendalnej skorzystaliśmy tylko raz w 2003 r., gdy chodziło o ratyfikację akcesji do UE. Wtedy uwzględnienie woli społeczeństwa, a nie samego parlamentu było tzw. oczywistą oczywistością. Zdarzała się także powszechna zgoda klasy politycznej na postawienie w Sejmie i Senacie wysokiej poprzeczki 2/3 głosów dla innych bardzo ważnych ratyfikacji – przystąpienia Polski w 1999 r. do NATO oraz zaakceptowania w 2008 r. reformującego UE traktatu z Lizbony. Proceduralna zgoda wynikała z okoliczności, że głosowania nad tymi ustawami kończyły się ogromnym zapasem nad podwyższonym progiem.

W Sejmie dwie flagi nie różnią się wielkością, ale nadrzędność państwowej nad unijną jest oczywistością – to samo dotyczy m.in. rozliczeń finansowych RP z UE. Fot. KS / Łukasz Błasikiewicz

Zdarzyła się jednak w 2013 r. ratyfikacja, która do tej pory wzbudza spory. Polska nie jest członkiem Eurolandu, ale wtedy przystępowała do stabilizującego walutę euro tzw. paktu fiskalnego. Ówczesna opozycja, czyli głównie PiS, żądała w Sejmie kwalifikowanej większości 2/3 głosów, której rząd PO-PSL nie był w stanie zebrać. Przeforsowano zatem większość zwyczajną, ówczesna marszałek Ewa Kopacz bez żadnego głosowania proceduralnego po prostu stwierdziła, że… tak uważają konstytucjonaliści. Za ratyfikacją głosowało znacznie więcej posłów, niż wynosiła większość bezwzględna, ale na osiągnięcie progu 2/3 nie było szans. Przypominam tamtą sporną ratyfikację, dotyczącą również polsko-unijnych finansów, ponieważ wkrótce temat progu głosów wymaganego w Sejmie (Senat będzie musiał swój tryb podporządkować) stanie się nową odsłoną starcia o KPO.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane