Większy ruch w parkach logistycznych

Emil Górecki
opublikowano: 2012-10-16 00:00

Fundusze muszą uzupełniać portfele o magazyny. W Polsce mają teraz z czego wybierać.

Szykuje się rekordowy rok pod względem transakcji sprzedaży parków logistycznych w Polsce. Według najbardziej optymistycznych szacunków, w całym 2012 r. wartość zakupów na tym rynku może sięgnąć nawet 350 mln EUR.

Analitycy Cushman & Wakefield oszacowali wartość zeszłorocznych transakcji na 165 mln EUR, a w 2010 r. — 215 mln EUR.

— Obecnie w negocjacjach i w trakcie due diligence są znaczące transakcje. Ponieważ ich zamykanie trwa dziś dłużej, to część z nich prawdopodobnie będzie liczyła się do statystyk przyszłego roku. Myślę, że za wcześnie na szacunki — mówi Piotr Mirowski z działu inwestycyjnego Colliers International. Dlaczego na rynek trafia tak duża liczba inwestycji magazynowych i logistycznych?

— Deweloperzy chcą się częściowo zdelewarować. Przejrzeli portfele i wybrali aktywa, które są im zbędne. Dla niektórych funduszy, które są właścicielami magazynów, kończy się okres inwestycyjny. O popyt bym się nie martwił. Wiele funduszy nieruchomościowych musi ulokować w segmencie logistycznym część zebranych pieniędzy.

Dotychczas w Polsce nie mieli zbyt wielu okazji — mówi Radosław Krochta, członek zarządu Millennium Logistic Parks (MLP). Od początku roku na rynku logistycznym zawarte były transakcje sprzedaży o łącznej wartości około 130 mln EUR. Największa — warta prawie 100 mln EUR — została zamknięta w kwietniu. Fundusz Hines odkupił od Prologisu portfel 11 budynków — m.in. w Warszawie i na Śląsku.

W zeszłym tygodniu została sfinalizowana kolejna transakcja między tymi podmiotami. Za 20 mln EUR właściciela zmienił park w Sosnowcu. Na stołach negocjacyjnych leżą kolejne oferty — m.in. Prologisu, Segro, Panattoni i MLP. — Dziś sprzedać można tylko parki logistyczne w dobrych lokalizacjach, ze stabilnymi przepływami i długimi umowami najmu. Magazyny klasy B są niepłynne, bo potencjalnemu inwestorowi będzie bardzo trudno dostać finansowanie — mówi Piotr Mirowski.