TOMASZ TELUK
prezes Instytutu Globalizacji
Wimię ochrony środowiska UE wdraża regulacje służące firmom z krajów o najsilniejszej pozycji politycznej. Jeśli słyszymy o „zrównoważonym rozwoju” czy „przeciwdziałaniu zmianom klimatu”, możemy być pewni, że chodzi o korzyści wąskich grup interesów. Przykładem mogą być biopaliwa, wśród których dominują produkty niemieckie i francuskie. Wytwarzane są z rzepaku i soi, a poprzez ekologiczne praktyki protekcjonistyczne unijny rynek zamyka się przed produktami z surowców bardziej wydajnych — olejów palmowych czy trzciny cukrowej. Tymczasem przetwarzanie oleju palmowego zapewnia redukcję emisji dwutlenku węgla o 30 proc. większą niż rzepaku, a cena biopaliwa jest porównywalna.
Unia postawiła przed sobą ambitny cel wytwarzania do 2020 r. aż 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych.
Jeśli ekologiczne intencje polityków są szczere, na rynku biopaliw powinny zostać zachowane zasady wolnej konkurencji. W przeciwnym razie UE czeka kosztowny spór na forum Światowej Organizacji Handlu.