Wielka awantura w JSW

Rada nadzorcza górniczej firmy zaczęła pracę w czwartkowe południe i odwołała dwóch wiceprezesów. Do sali weszli górnicy, domagając się anulowania dymisji.

Prezes zachował stanowisko, ale odwołano dwóch zastępców. Protesty związkowców nie skłoniły rady do zmiany decyzji.

O napięciach związanych z zaplanowanym na czwartek posiedzeniem rady nadzorczej Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) pisaliśmy we wczorajszym wydaniu „PB”. Porządek posiedzenia przewidywał przeprowadzenie zmian w zarządzie, a na środowej konferencji prasowej górnicze związki zawodowe mówiły o obawie, że stanowisko straci ceniony przez nich prezes Daniel Ozon.

Ostatecznie prezes zachował stanowisko, ale stracił dwóch zastępców. Rada nadzorcza górniczej firmy zaczęła bowiem pracę od odwołania dwóch wiceprezesów — Artura Dyczkę i Jolantę Gruszkę. Ważyły się też losy wiceprezesa Tomasza Śledzia, ale zanim doszło do głosowania nad jego odwołaniem, związkowcy weszli do sali i przerwali obrady nadzoru.

Dymisje z pikietą w tle

Związkowcy pikietowali przed siedzibą JSW od rana. Rozeźliło ich m.in. to, że rano otrzymali z Ministerstwa Energii zapewnienie, że do końca kadencji (czyli do czerwca) zmian w zarządzie JSW nie będzie, a po południu rada ruszyła z dymisjami. W atmosferze awantury, relacjonowanej obszernie przez media lokalne, związkowcy domagali się anulowania dymisji wiceprezesów. Halina Buk, przewodnicząca rady nadzorczej JSW, argumentowała zaś, że zarząd miał naruszać zasady ładu korporacyjnego.

„Nie przedstawiono nam jakichkolwiek argumentów i okoliczności uzasadniających podjęcie takich uchwał. Powyższe działania nie służą dobru spółki i negatywnie wpływają na jej funkcjonowanie i dalszy rozwój” — napisali w oświadczeniu czterej członkowie rady nadzorczej z wyboru załogi.

Ostatecznie rada nadzorcza nie cofnęła dymisji i zakończyła posiedzenie. „Przewodnicząca Halina Buk wychodziła w asyście policji, przeciskając się przez szpaler związkowców gwiżdżących i krzyczących: „hańba”, „złodzieje”, „pisowska mafia” czy „tchórzowska mafia” — tak relacjonowała to Polska Agencja Prasowa.

Gotówka kusi

JSW to spółka skarbu państwa, nadzorowana przez Ministerstwo Energii. Wydobywa węgiel koksujący, którego globalne ceny są ostatnio wysokie, co przekłada się na wysokie zyski spółki. Strategia Daniela Ozona zakłada przeznaczenie zysków na specjalny fundusz stabilizacyjny, który ma być skarbonką z pieniędzmi na trudne czasy. Związki zawodowe temu pomysłowi przyklaskują, mając w pamięci kryzysowe dla spółki lata 2014-15.

W skarbonce jest już 1,8 mld zł. Nieoficjalne informacje wskazują, że Ministerstwo Energii chętnie znalazłoby sposób na wykorzystanie tych pieniędzy do finansowania inwestycji w energetyce, np. budowy bloku węglowego w Ostrołęce. Daniel Ozon miał się tym pomysłom sprzeciwiać, stąd konflikt.

Zarząd JSW liczy w tej chwili cztery osoby, przy czym wiceprezes Robert Ostrowski wkrótce opuści spółkę, bo od 1 marca będzie prezesem PGE GiEK, wytwórczego ramienia PGE. Spokój kadrowy może spółkę nadal omijać. Kadencja wszystkich członków zarządu kończy się w czerwcu 2019 r., więc spekulacje na temat nowego rozdania kadrowego są bliskie. Spokojowi nie sprzyjają też wybory: europejskie odbędą się wiosną, a parlamentarne jesienią.

Sugestywne materiały zamieszczają w sieci dziennikarze obecni w siedzibie JSW:

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: GRA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wielka awantura w JSW