Wielka strata z awanturą w tle

Mariusz Zielke
opublikowano: 2005-09-30 00:00

Kontrakt przyniósł już 68,5 mln zł strat. Budimex chce jego renegocjacji, PPL nic o tym nie wie, a rada nadzorcza żąda wyjaśnień.

W kwietniu 2006 r. Budimex ma oddać do użytku wart 200 mln USD terminal II na Okęciu. Jak się uda, będzie szampan i oklaski, ale czy na pewno zasłużone? Dla konsorcjum wykonawców (Budimex, Ferrovial Agroman i Estudio Lamela) jego realizacja to na razie pasmo strat (około 185 mln zł). Budimex przyznaje, że rozbudowa Okęcia uszczupliła jego wyniki o 68,5 mln zł. Na razie, bo analizy trwają.

Informacja o stratach przemknęła bez rozgłosu w notach do raportu rocznego. Nie ma się czym chwalić. Tym bardziej że z projektem wiąże się sporo kontrowersji. Najwyższa Izba Kontroli (NIK) wskazywała uchybienia, a konkurenci Budimeksu protestowali i przestrzegali, że będzie musiał dopłacić.

Bałagan można byłoby zamieść pod dywan, ale w maju na posiedzeniu rady nadzorczej (RN) Ryszard Jach, jeden z jej członków powołany z rekomendacji Commercial Union (CU), zażądał od zarządu pisemnej informacji na temat kontraktu. No i się zaczęło, bo pozostałym członkom wystarczały zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą. Posiedzenie przerodziło się w burzliwą wymianę zdań, rada w końcu desygnowała komitet audytu do badania, a jego wynik pozostaje wielką zagadką.

Zdrowie na budowie

Informacja o wynikach kontroli miała zostać przekazana RN na posiedzeniu w końcu września 2005 r. Posiedzenia nie zwołano, natomiast Budimex zwołał walne, które ma dokonać… zmian w radzie. Nikt nie ukrywa, że chodzi o Ryszarda Jacha.

— Informację, że wkrótce w radzie już mnie nie będzie, z zadowoleniem przekazał mi prezes Michałowski. Jako niezależny członek RN pełnię obowiązki, dbając o interes spółki i wszystkich akcjonariuszy. Zasady dobrych praktyk zobowiązują nie tylko mnie, ale także pozostałych członków RN do uzyskania od zarządu informacji o katastrofalnym kontrakcie. Chciałem zidentyfikować ryzyko i sposoby zarządzania nim. W obawie przed dalszymi stratami i spadkiem wartości akcji uznałem, że w interesie spółki leży poznanie przyczyn tak niekorzystnych wyników, a zdawkowe, ustne strzępy informacji zarządu są dalece nieprzekonujące. Jak widać, tej informacji mam nie uzyskać — mówi Ryszard Jach.

Co zarząd ma do ukrycia w związku z kontraktem? Marek Michałowski, prezes Budimeksu, twierdzi, że nic. Ale gdy pytamy o wyniki z realizacji tego projektu, mówi oględnie:

— Realizacja jest w trakcie, więc trudno to ocenić. Nie pamiętam dokładnie, jaki jest obecny stan. Nie spodziewam się katastrofy. Specjalnych korzyści też nie — przyznaje szef giełdowej spółki.

Po szczegółowe wyniki odsyła nas do dyrektora finansowego.

Wynik z realizacji terminalu II? Marcin Węgłowski, członek zarządu i dyrektor finansowy, nie pamięta, musi zerknąć do raportu, po czym potwierdza — 68,5 mln zł straty. Tyle przypada na Budimex, który ma 37 proc. w konsorcjum wykonawców (w sumie jest to ponad 185 mln zł straty). Ale wszystko jest pod kontrolą.

— Skąd tak duża strata?

— Podpisaliśmy umowę w dolarach, a od tego czasu kurs mocno spadł. W 2002 r., w momencie podpisania umowy, dolar kosztował ponad 4 zł, teraz prawie o złotówkę mniej. Jak przeliczymy, to wychodzi, że konsorcjum dostanie prawie 200 mln zł mniej w złotych, niż zakładaliśmy — mówi dyrektor finansowy.

— Nie ubezpieczaliście się od ryzyka kursowego?

— Kontrakt na terminal był nietypowy. Realizowany etapowo, najpierw projekt, potem realizacja. Na etapie projektu nie można było dokładnie określić przepływów pieniężnych. Ubezpieczenie od ryzyka kursowego nie mogło być w pełni efektywne — mówił Marcin Węgłowski.

Ryszard Jach jest oburzony.

— To chyba żart. W pisemnej prezentacji RN zapewniano o standardzie zabezpieczania kontraktów budowlanych. To właśnie te transakcje „trzymały” wynik finansowy Budimeksu w 2004 r. Nie mieści mi się w głowie, że akurat terminal II był narażony na ryzyko kursowe — mówi nasz rozmówca.

Tajemnicze negocjacje

Dyrektor finansowy i przewodniczący rady nadzorczej Budimeksu przekazali nam informację, że spółka stara się renegocjować kontrakt.

— Spółka jest w sporze z inwestorem (czyli z Przedsiębiorstwem Państwowym Porty Lotnicze — PPL). Wiadomo, że dolar spadł. Inwestor powinien to zrozumieć — mówi Stanisław Pacuk, przewodniczący rady nadzorczej Budimeksu.

Nie wiadomo, kiedy zakończą się negocjacje. W PPL nic o nich nie wiedzą.

— Spór? Pierwsze słyszę. Nie ma mowy o renegocjowaniu ceny — mówi Edyta Mikołajczyk, rzecznik PPL.

Obiecuje popytać. Dzień później otrzymujemy odpowiedź, z której wynika, że PPL nie zamierza renegocjować kontraktu.

„Obie strony zdają sobie sprawę z tego, że powyższy kontrakt może być trudny dla konsorcjum z punktu widzenia finansowego, zarówno wskutek różnicy kursów dolara w chwili podpisania kontraktu i obecnie, jak również z powodu znaczącego wzrostu cen: stali, paliw i materiałów budowlanych. Konsorcjum uważa, że może ponieść stratę — nie uzyskując spodziewanego zysku, która uzasadnia roszczenie o podniesienie ceny kontraktowej. Mimo że PPL rozumie stanowisko konsorcjum, nie może przychylić się do wniosku, ponieważ wiążą nas zapisy kontraktu” — napisała Edyta Mikołajczak, rzecznik PPL.

— To w pełni potwierdza zasadność moich żądań informacji o kontrakcie — mówi Ryszard Jach.

Czy je uzyska? Walne ma go odwołać 25 października. Posiedzenia RN jeszcze nie wyznaczono. Ryszard Jach sam więc zażądał zwołania posiedzenia do 10 października.

— Otrzymaliśmy taką informację. Posiedzenie zostanie zwołane i wszyscy członkowie rady uzyskają informacje zebrane przez komitet audytu — mówi Stanisław Pacuk.

Niewygodny radny

W Budimeksie inwestorem strategicznym jest hiszpańska grupa Ferrovial, która kontroluje 60 proc. akcji, wyznacza większość członków rady i popiera zarząd spółki. Pozostałe 40 proc. należy do inwestorów giełdowych, z których 5 proc. przekroczył tylko Commercial Union, największy polski fundusz emerytalny. To on rekomendował Ryszarda Jacha do rady nadzorczej. Teoretycznie więc CU może sprzeciwić się zmianom w radzie, choć to nic nie zmieni (wystarczą głosy Ferrovialu, żeby odwołać każdego członka rady). Konflikt z CU nie będzie jednak dobry dla wizerunku Budimeksu.

— Nie będzie żadnego konfliktu. Z tego, co wiem, CU na najbliższym walnym chce zgłosić swojego kandydata do rady — mówi Marek Michałowski.

— CU zapewnia mnie o poparciu dla moich działań, wyrażając nadzieję, że w trosce o interesy wszystkich akcjonariuszy będę nadal sprawował nadzór nad Budimeksem — twierdzi Ryszard Jach.

W nadesłanym do nas oświadczeniu CU w pełni poparł działania Ryszarda Jacha, dodając, że „akcjonariusze spółki z niepokojem obserwują niski poziom rentowności zawieranych kontraktów.”