Wielka szarża Daniela Obajtka

Prezes Energi wytoczył przeciwko wiatrakom ciężkie działa: chce unieważnić umowy na zakup certyfikatów. Wzbudził na przemian: śmiech i zdumienie

O nowym pomyśle na niechciane umowy Energa poinformowała wczoraj. Zarząd postanowił wytoczyć powództwa sądowe i uzyskać unieważnienie 22 umów, w ramach których Energa kupowała od farm wiatrowych zielone certyfikaty. Przyczyną unieważnienia, według zarządu grupy, ma być fakt, że umowy zawarto bez przetargów opartych na prawie zamówień publicznych. Pewności Energa nie ma, ale w komunikacie napisała, że „istnieje wysokie prawdopodobieństwo nieważności umów”.

WALKA Z WIATRAKAMI:
Wyświetl galerię [1/2]

WALKA Z WIATRAKAMI:

Daniel Obajtek jest prezesem Energi od marca 2017 r. Do sektora wiatrowego przykłada dużą wagę, a o jego nieprawidłowościach chętnie opowiada w mediach. Podpisana niedawno nowelizacja ustawy o OZE największe korzyści przyniosła właśnie gdańskiej grupie. Marek Wiśniewski

Uderzenie nawet w PGE

Nie udało nam się wczoraj znaleźć prawnika, który potrafiłby objaśnić argumentację zarządu Energi. Większość potrzebowała więcej czasu lub na szybko wskazywała, że przed laty zakup zielonych certyfikatów nie był objęty prawem zamówień publicznych. W tym czasie zielonymi certyfikatami handlowano już na Towarowej Giełdzie Energii, więc robienie przetargów na te same instrumenty poza parkietem nie wydaje się logiczne. „Innowacyjne” — ocenił argumenty Energi jeden z prawników. Niektórzy wskazywali, że unieważnienie umowy oznacza, że strony oddają sobie pieniądze.

W przypadku wieloletnich umów na zakup zielonych certyfikatów byłaby to operacja karkołomna. Energa odmawiała wczoraj dodatkowych komentarzy, na dziś zaplanowała bowiem konferencję. Oszacowała jedynie, że unieważnienie umów da jej w 2018 r. około 110 mln zł korzyści. Co na to inwestorzy? Kilka umów z Energą mają farmy wiatrowe PGE, czyli spółki siostrzanej, bo też kontrolowanej przez skarb państwa. Nasi rozmówcy z PGE przekonują, że firma poczeka na rozwój wypadków. Co ciekawe, PGE — jako podmiot kupujący certyfikaty — prowadzi podobny spór z Eneą, też państwową firmą. Na wniosek o stwierdzenie nieważności umowy — jak Energa — PGE jednak się nie zdecydowała, a sprawa jest „normalnie” w sądzie.

Invenergy nie czuje się winne

Wśród prywatnych kontrahentów wiatrowych Energi jest m.in. polsko-amerykańskie Enerco, którego udziałowcem jest Invenergy, największy amerykański inwestor w branży OZE. Invenergy pozwał ostatnio Energę i domaga się od niej 32 mln zł odszkodowania za to, że Energa, zdaniem inwestora, nie wywiązała się ze zobowiązań wynikających z wyroku Sądu Najwyższego. Enerco obserwuje na razie nowe posunięcie Energi z dystansem.

— Po pierwsze, nie dostaliśmy jeszcze żadnego powiadomienia. Po drugie, argumentacja wydaje nam się dziwna. Po trzecie, zawieraliśmy umowy w dobrej wierze i z nich się wywiązaliśmy, sprzedając energię i zielone certyfikaty. Gdyby okazały się nieważne, to nie my będziemy temu winni — podkreśla Tomasz Podgajniak, prezes Enerco.

Problemem Enerco, podobnie jak pozostałych inwestorów, będzie utrata przychodów na czas ewentualnego procesu sądowego. Z komunikatu Energi wynika bowiem, że przestaje kupować i płacić.

Prezes z pasją

W najnowszym posunięciu Energi czuć rękę Daniela Obajtka, który jest prezesem Energi od marca 2017 r. Sektor wiatrowy szybko okazał się jego priorytetem i podszedł do niego z pasją. Podpisana niedawno nowelizacja ustawy o OZE, odnosząca się do opłaty zastępczej, zyskała nawet miano Lex Energa, bo największe korzyści przyniosła właśnie gdańskiej grupie, a największe straty — inwestorom wiatrowym. Dlaczego umowy z wiatrakami tak bolą Energę? Bo początkowo na nich zarabiała, a dziś traci pieniądze. W pierwszych latach ceny zielonych certyfikatów na giełdzie były wyższe od tych w umowach (stałych), więc Energa była zadowolona. W ostatnich latach doszło jednak do zniżki, a państwowe firmy energetyczne zaczęły myśleć nad wyplątaniem się z niewygodnych kontraktów. Pierwszy był Tauron, który chciał w tym celu zlikwidować spółkę zależną PKH, która była stroną umów.

Zły czas dla wiatraków

Od wyborów parlamentarnych w 2015 r. klimat inwestycyjny w sektorze farm wiatrowych się pogorszył. Rząd wprowadził lub planuje wprowadzenia zmian legislacyjnych, takich jak ustawa odległościowa, nowe przepisy podatkowe, a także nowy wzór opłaty zastępczej, który całkowicie zmienia warunki kontraktów długoterminowych na zakup certyfikatów. Rząd uzasadnia te zmiany koniecznością uporządkowania rynku zielonych certyfikatów, a także nadmiernie rozwiniętej, zdaniem przedstawicieli rządu, branży wiatrowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Wielka szarża Daniela Obajtka