Wielki brat spóźnia się na wysypiska

opublikowano: 10-03-2019, 22:00

Jest ustawa, nie ma rozporządzenia o monitoringu. Przemysł i firmy gospodarujące odpadami komunalnymi boją się podwójnych kosztów

Nowe wymogi dotyczące monitoringu dla firm, które składują, przetwarzają lub produkują odpady, to: po pierwsze — przeregulowanie, po drugie — karanie uczciwych przedsiębiorców, a po trzecie — zmuszanie ich do nieekonomicznego wydatkowania pieniędzy, zarówno publicznych, jak i prywatnych — mówią jednym chórem przedsiębiorcy.

Ministerstwo Środowiska, które w ubiegłym roku błyskawicznie
zareagowało na problem płonących składowisk śmieci, forsując nowelizację ustawy
o odpadach z dnia 20 lipca, dziś jest „ofiarą własnego sukcesu”. Chcąc walczyć
z patologiami na rynku, uderzyło w uczciwe firmy — twierdzą przedsiębiorcy,
którzy na przepisach nie pozostawiają suchej nitki.
Zobacz więcej

TRUDNA USTAWA:

Ministerstwo Środowiska, które w ubiegłym roku błyskawicznie zareagowało na problem płonących składowisk śmieci, forsując nowelizację ustawy o odpadach z dnia 20 lipca, dziś jest „ofiarą własnego sukcesu”. Chcąc walczyć z patologiami na rynku, uderzyło w uczciwe firmy — twierdzą przedsiębiorcy, którzy na przepisach nie pozostawiają suchej nitki. Fot. Anatol Chomicz-Forum

Przyjęta w lipcu 2018 r. nowelizacja ustawy o odpadach jest wymierzona w patologie na rynku odpadów komunalnych i miała szybko „ugasić” pożary wysypisk. Od 22 lutego 2019 r. wprowadziła obowiązek monitoringu wszystkich magazynów (miejsc, gdzie odpady są tymczasowo przechowywane) i składowisk (czyli np. wysypisk śmieci). Problem w tym, że wymogi techniczne systemów monitoringu określi dopiero akt wykonawczy — rozporządzenie Ministra Środowiska (MŚ) w sprawie wizyjnego systemu kontroli miejsca magazynowania lub składowania odpadów. Do dzisiaj go nie ma. Przedsiębiorcy znają jedynie projekt, który oceniają jako bardzo restrykcyjny. Sytuacja wydaje się patowa, ustawa odwołuje się do rozporządzenia, którego nie ma, a resort — w odpowiedzi na wątpliwości i przesyłane przez przedsiębiorców pytania — informuje, że obowiązują ich zapisy ustawy.

Patowa sytuacja

— Resort środowiska złapał firmy w pułapkę. System monitoringu miał spełniać wymagania określone w rozporządzeniu, więc mamy dzisiaj chaos związany z tym, co i jak powinno być zamontowane — mówi Daniel Chojnacki, radca prawny kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Dodaje jednak, że z formalnego punktu widzenia MŚ ma słuszność — przedsiębiorców obowiązują przepisy ustawy — i właśnie to powoduje konsternację.

— Firmy pytają kancelarie prawne wprost, co jest mniej ryzykowne — montowanie kamer i ponoszenie kosztów, czy ich niemontowanie. To jest trudna sytuacja, bo przedsiębiorcy muszą podjąć decyzję o wydaniu dużej sumy pieniędzy. Czekając na rozporządzenie, wprowadzają więc nowe systemy monitoringu, ale w bardzo ograniczonym zakresie, starają się zamontować dosłownie „cokolwiek”, np. pojedyncze kamery. W ten sposób minimalizują ryzyko sankcji grożących w przypadku niespełnienia wymogów ustawy, ponieważ dają ewentualną podstawę do odstąpienia od kary lub złagodzenia jej do najniższego poziomu — mówi Daniel Chojnacki.

Podwójne koszty

— Wciąż nie doczekaliśmy się finalnej wersji dokumentu. To bardzo niekomfortowa sytuacja. Szacujemy, że sumaryczny koszt obowiązku wprowadzenia wizyjnego systemu kontroli dla wszystkich przedsiębiorstw w kraju podlegających ustawie to wydatek ok. 3,5 mld zł — mówi Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, czyli przemysłu, o którym potocznie mówi się „energożercy”.

To kwota znacząco wyższa od podanej w Ocenie Skutków Regulacji, w której MŚ koszty zamontowania nowych systemów monitoringu szacuje na 280 mln zł. Niektóre firmy mówią wprost, że wydatki poniosą podwójnie.

— Od 22 lutego obowiązuje nas wymóg prowadzenia systemu monitoringu wizyjnego i musimy się do tego dostosować. Zdajemy sobie jednak sprawę, że kiedy pojawi się rozporządzenie, będziemy musieli dostosować zakłady po raz drugi. Te wymagania w praktyce oznaczają ogromne koszty — mówi Karol Wójcik, przedstawiciel Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Dodaje, że inwestycje w monitoring spełniający restrykcyjne wymagania będą musiały wpłynąć na ceny zagospodarowania odpadów, a to przełoży się ostatecznie na koszty ponoszone przez mieszkańców i właścicieli nieruchomości, np. szpitali czy biurowców.

Wielki brat

Kolejny problem związany z projektem rozporządzenia to wymóg udostępniania monitoringu online. Miałby on być udostępniany w czasie rzeczywistym kontrolerom z wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska.

— Zgodnie z art. 25 ustawy o odpadach, który daje delegację do wydania rozporządzania, ma ono precyzować wymogi techniczne dla prowadzenia wizyjnego systemu i udostępniania zapisu odpowiednim służbom, ale nie ma mowy o zasadach udostępniania monitoringu online. Komisja Prawnicza RCL wprost pisze o przekroczeniu delegacji ustawowej. Wprowadzony jest kolejny sposób kontroli nieprzewidziany w ustawie, to znaczy kontrola permanentna — mówi Karol Wójcik.

Obawia się, że w związku z zapisami w projekcie rozporządzenia, zagrożone są tajemnice przedsiębiorstw.

a2bc4ae2-8c2e-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Samorządu
Newsletter o inwestycjach i finansach lokalnej administracji.
ZAPISZ MNIE
Puls Samorządu
autor: Aleksandra Rogala
Wysyłany raz w tygodniu
Aleksandra Rogala
Newsletter o inwestycjach i finansach lokalnej administracji.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Nie wiemy, co, kiedy, przez kogo i po co jest podglądane. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której nierzetelny pracownik będzie wynosił dane i dostarczał konkurencji know-how — mówi Karol Wójcik.

Absurdy ustawy

Wśród przedsiębiorców objętych wymogami ustawy i przewidzianych przez nią rozporządzeń są nie tylko firmy z branży gospodarki odpadów komunalnych, ale też przemysł — przedsiębiorstwa, działające w oparciu o tzw. pozwolenia zintegrowane, np. z branży papierniczej, metalowej, budowlanej czy chemicznej, w tym duże spółki z udziałem Skarbu Państwa. W ich przypadku odpady są efektem ubocznym produkcji lub są wykorzystywane jako surowiec, np. makulatura. Przedsiębiorcy od dawna postulują, żeby wyłączyć ich spod przepisów nowelizacji. Wytykają ustawie absurdalne zapisy.

— Do kosztów wprowadzenia monitoringu należy dodać koszty innych wymogów, np. zadaszenia miejsc składowania odpadów. Dla branży papierniczej to absurdalny wymóg. Przykład? Magazynowana przez nas na świeżym powietrzu makulatura jest w formie zbelowanej, co stanowi swoiste zabezpieczenie np. przed ingerencją gryzoni i rozprzestrzenianiem odpadów. Składowanie makulatury w zadaszonych pomieszczeniach jest zbędne z punktu widzenia technologicznego i nie przynosi pozytywnych rezultatów ekologicznych. Wskazaliśmy przedstawicielom ministerstwa też kilka innych przykładów odpadów, w przypadku których przepisy są nieracjonalne. Prosili nas o dalsze informacje, liczymy, że uwzględnią nasze uwagi — informuje Janusz Turski, dyrektor generalny Stowarzyszenia Papierników Polskich.

On również zwraca uwagę na duże koszty związane z inwestycjami w monitoring magazynów i składowisk odpadów, a także na związany z tym spadek konkurencyjności polskich firm. Uważa, że walka z patologiami na rynku, którą podjął resort środowiska, jest słuszna — chodziło przede wszystkim o szybkie rozwiązanie problemu płonących wysypisk — ale niepotrzebnie odbije się na uczciwych przedsiębiorcach. O zapisach ustawy, mówi, że są „histeryczne”.

— Doceniamy intencje resortu, który starał się sprostać oczekiwaniom vox populi i szybko rozwiązać problem. Obawiam się jednak, że nie oszacowano konsekwencji społecznych i gospodarczych nowelizacji — mówi Janusz Turski.

Jego zdaniem niewykluczone, że niektóre firmy będą zmuszone optymalizować koszty pracy, np. redukując etaty. Ustawowe wymogi zablokują wydatki niektórych gałęzi przemysłu na usprawnienie procesów technologicznych, w tym na wdrażanie bardziej ekologicznych rozwiązań.

— Skumulowane koszty, jakimi jesteśmy obciążani, zarówno z powodu wymogów unijnych, jak i krajowych, np. wynikających z nowego Prawa wodnego czy rosnących cen energii, są coraz większe. Dokładanie nam kolejnych, nieracjonalnych zobowiązań sprawi, że staniemy się mniej konkurencyjni w stosunku do firm z całej Europy — mówi Janusz Turski.

Mało kontroli, dużo przepisów

Firmy i prawnicy uważają, że rynek odpadów jest dzisiaj przeregulowany.

— Główny problem to nieefektywność systemu kontroli, a nie złe przepisy. Inspekcja Ochrony Środowiska powinna dostać nie tylko szersze uprawnienia formalne, ale też mieć zagwarantowane fundusze na dodatkowe etaty i zasoby. Przeszkoleni inspektorzy mogliby pomóc efektywnie walczyć z patologiami, szarą strefą i pożarami — uważa Daniel Chojnacki.

Wytyka też inne błędy lipcowej ustawy.

— Problem płonących wysypisk został zauważony, przyjęto bardzo szybko bardzo złe przepisy. Złe z punktu widzenia podejścia do tematu i precyzji sformułowań. Na etapie rozporządzeń charakter przepisów jest bardzo restrykcyjny, ponieważ dotyczą one wszystkich firm, które mają jakikolwiek związek z odpadami. Wiele tych przepisów jest czystą abstrakcją z punktu widzenia celu, jaki sobie postawiono. Te regulacje powodują, że skupiamy się na tym, żeby złapać podpalacza składowiska śmieci, a nie na tym, żeby nie dopuścić do podpalenia. Wymóg rozpoznawania twarzy przez system monitoringu wymusza kamery wysokiej technologii, a więc stosunkowo drogie. Resort powinien raczej wymagać zamontowania kamer termowizyjnych, które potrafią zidentyfikować źródło ognia — uważa Daniel Chojnacki. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy