Wielki popyt na banknoty

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 22-12-2020, 20:00

Ilość gotówki w obiegu w Polsce rośnie dużo szybciej niż w innych krajach – czy to zachodnich, czy w regionie. Powody są dwa: strach i zerowe stopy procentowe.

W październiku i listopadzie ilość gotówki w obiegu w Polsce wzrosła łącznie o 4,6 proc., do 304 mld zł. To duży wzrost, choć bez porównania mniejszy niż w marcu i kwietniu, kiedy przybyło łącznie 20,6 proc. Gotówka stanowi już niemal 18 proc. zasobów pieniądza w gospodarce (w ich skład wchodzą jeszcze rachunki i depozyty w bankach), podczas gdy w strefie euro czy USA jest to ok. 10 proc.

Na czarną godzinę:
Na czarną godzinę:
W tym roku Polacy chętniej niż inne nacje trzymają pieniądzie w portfelu. Czują się bezpieczniej, a na trzymaniu ich w banku trudno dziś zarobić.

W ogólnym rozrachunku rok przyniósł rekordowy wzrost popytu na banknoty i monety. W listopadzie było ich w obiegu aż o 36 proc. więcej niż przed rokiem. Dla porównania wartość fizycznych dolarów w obiegu wzrosła w tym czasie o 15 proc., euro o 11 proc., forintów o 13 proc., a czeskich koron o 10 proc. Polska wyróżnia się zatem na tle innych krajów.

Jak wyjaśnić ten fenomen? Wzrost popytu na gotówkę to częściowo efekt strachu – ludzie rzadziej wychodzą z domu, bojąc się wirusa, i chcą mieć zapasy płynności. Bardzo ważny jest też efekt spadku stóp procentowych. W Polsce stopy spadły do zera, co sprawia, że tzw. alternatywny koszt trzymania gotówki jest bardzo niski. W innych krajach stopy są albo minimalnie wyższe (np. czeski PRIBOR i węgierski BUBOR są wyższe niż polski WIBOR), albo relatywnie nie spadły tak bardzo. Możliwe też, że w Polsce szybciej rośnie szara strefa.

Czy wzrost ilości gotówki może wywołać inflację? Tu raczej należałoby spojrzeć na ogólną ilość pieniądza. Wszędzie rośnie ona teraz w mniej więcej podobnym tempie 10-20 proc. rocznie, co wynika ze wzrostu zadłużenia publicznego. To prowadzi niektórych ekonomistów do wniosku, że czeka nas bardzo wysoka inflacja. Ja się z tym jednak nie zgadzam. Duża ilość pieniądza może doprowadzić do przejściowo podwyższonej inflacji, jeżeli ludzie zaczną na szeroką skalę realizować popyt odłożony z okresu epidemii. To będzie nieunikniony koszt kryzysu. Żeby jednak przełożyło się to na trwały i bardzo wysoki wzrost cen, potrzebny byłby jeszcze całkowity spadek zaufania do waluty i zdolności banku centralnego do obrony jej wartości. Oczywiście mogę sobie to wyobrazić, ale nie sądzę, by obecnie ryzyko było duże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane