Wielkie cięcia wielkich pensji

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2017-01-25 22:00

Rząd kazał — tniemy pensje. Od razu czy można poczekać? Nad tym głowią się państwowe spółki. Do stracenia są nawet miliony

Podwyżki się nie odmawia, ale propozycja obniżki pensji może owocować dymisją. Zwłaszcza gdy kosa trafi na zamożnego i pewnego siebie. Dlatego w kilku państwowych firmach korytarzowe rozmowy kręcą się wokół tego, kto i kiedy nadchodzące cięcia pensji przyjmie, a kto tego nie zrobi. Korytarze huczą od dwóch dni m.in. w PKN Orlen, którego akcjonariusze przegłosowali cięcia wynagrodzeń na walnym zgromadzeniu 24 stycznia.

TEŻ STRACI:
TEŻ STRACI:
O obecnej pensji Wojciecha Jasińskiego, prezesa Orlenu, wiemy tyle, że przez pół grudnia 2015 r. zarobił 69 tys. zł. W ujęciu rocznym dałoby to ponad 1,6 mln zł, a do tego należałoby doliczyć premię. Jeśli zostanie wybrany na nową kadencję, zarobi mniej, bo maksymalnie 1,58 mln zł rocznie, w tym premia.
Grzegorz Kawecki

— Trwają ustalenia co do tego, kiedy wprowadzić nowe zasady — przyznaje jeden z naszych rozmówców zbliżony do spółki. Termin ma znaczenie, skoro obecny prezes PKN Orlen zarabia ponad 1,6 mln zł rocznie. To wyliczenia oparte na informacji, że przez połowę grudnia 2015 r. zarobił 69 tys. zł, bez premii, która u poprzednika miała wartość niemal drugiej pensji. Według nowych zasad, może liczyć maksymalnie na 1,58 mln zł, łącznie z premią. Oznacza to spadek wynagrodzenia mniej więcej o połowę.

W maju czy już?

Orlenowska uchwała jest standardowa i mówi o widełkach: od 7 do 15-krotności przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw (czyli od 30 do 66 tys. zł miesięcznie) i maksymalnie drugie tyle w formie premii. To wielkie cięcie nie tylko dla prezesa. Dla przykładu, Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes ds. finansowych, otrzymał od Orlenu w 2015 r. ok. 3 mln zł, czyli ok. 250 tys. zł miesięcznie. Sławomir Jędrzejczyk jest też częstym obiektem kadrowych spekulacji. Jest wiceprezesem Orlenu od 2008 r., przetrwał powyborcze zmiany w spółce i cieszy się dobrą opinią. Teoretycznie, gdyby odmówił obniżki, mógłby liczyć na sowitą odprawę jeszcze na starych zasadach. Próbą ochrony Orlenu przed utratą menedżerów był, zdaniem naszych rozmówców, ruch Nationale Nederlanden, który na walnym zaproponował utrzymanie dotychczasowych pensji zarządu. Wniosek przepadł.

— Uważamy, że wynagrodzenie zarządu powinno uwzględniać wielkość spółki, rodzaj prowadzonej działalności i generowane przez nią przepływy finansowe. W przypadku Orlenu uznaliśmy, że warto wystąpić z propozycją innej uchwały, biorąc pod uwagę fakt, że kapitalizacja spółki wynosi 35 mld zł, a jej zysk EBITDA LIFO [zysk operacyjny z uwzględnieniem amortyzacji i zapasów — red.] wyniósł w 2016 r. ponad 9 mld zł — mówi Ewa Radkowska-Świętoń, wiceprezes Nationale Nederlanden PTE. Rada nadzorcza Orlenu może jednak poczekać ze zmianami do końca kadencji zarządu, bo ta upływa w maju 2017 r.

— Za wdrożenie nowych zasad wynagradzania odpowiada rada. Logika nakazuje poczekać do końca kadencji zarządu i powołać nowy, już na nowych zasadach — zauważa nasz rozmówca zbliżony do spółki. Emocje budzi też fakt, że nowe zasady wynagradzania muszą objąć wszystkie spółki z grup kapitałowych kontrolowanych przez skarb państwa. Dla Orlenu, ale także dla innych giełdowych firm, może to oznaczać korektę pensji np. w zarządach spółek zagranicznych, w których ekspaci cieszą się atrakcyjnymi pensjami. Perspektywa tych korekt menedżerów nie zachwyca. W Orlenie można usłyszeć, że dobre oferty przychodzą m.in. od firm kontrolowanych przez Michała Sołowowa. Ostatnio do Synthosu przeszedł były szef Orlenu Deutschland.

Nie licz na pensję Lovaglio

W innych spółkach skarbu państwa cięcia budzą nie mniejsze emocje. Np. prezes Tauronu, którym od 15 listopada jest Filip Grzegorczyk, zarabia mniej niż reszta zarządu. Miał pecha, przyszedł do firmy prawie rok po kolegach. Mimo to nie narzeka, bo sam — jako wiceminister — nowe regulacje przygotował. Problem jednak w tym, że akcjonariusze Tauronu przegłosowali nowe zasady wynagradzania już 15 grudnia. Czy pensje kolegów Filipa Grzegorczyka zostały zmienione? Słychać sprzeczne informacje.

— Menedżerowie mają rozmaite kontrakty, więc nowe zasady są wdrażane, ale nie wszyscy zostali nimi objęci — usłyszeliśmy od osoby pracującej w Tauronie.

— Jeszcze nie — odpowiedziała nam krótko inna osoba z tej samej firmy. O emocjach wokół wynagrodzeń słychać też w PZU i PKO BP. W tej pierwszej firmie próbę już podjęto, ale walne zgromadzenie zostało przerwane, zanim akcjonariusze zajęli się tą sprawą. W PKO BP o walnym jeszcze nie słychać. W obu tych grupach dyskutuje się o przypadku np. Pekao, którego obecny prezes Luigi Lovaglio słynie z astronomicznych zarobków (w 2015 r. zainkasował 13,2 mln zł). Bank trafi w tym roku do grupy PZU, więc pensja prezesa ucierpi. Zdaniem naszych rozmówców, ta perspektywa już dziś utrudnia PZU rekrutację do zarządu przejmowanej spółki.

Na omijanie przyjdzie czas

Przepytani przez nas prawnicy wskazują, że nowe przepisy dotyczące wynagrodzeń mają luki i kiedyś będzie można je omijać.

— Nie od razu, bo dziś nastroje są inne. Kominówka też na początku była ściśle przestrzegana — zauważa prawnik związany z jedną z wielkich grup kapitałowych. Luką miałoby być m.in. to, że nigdzie nie napisano, że wynagrodzenie podstawowe i premia mają być jedynymi składnikami wynagrodzenia menedżera. Zdaniem prawnika, można więc dołożyć do tego np. wartościowe ubezpieczenie lub mieszkanie czy szkołę dla dzieci dla menedżera wysłanego za granicę.