Wielkość strat TP SA pozostaje tajemnicą
Karty chipowe zmniejszą liczbę oszustw
Instrukcje, jak telefonować za darmo, można znaleźć na wielu serwerach internetowych. Krąży na ten temat wiele plotek, jednak podobno część z nich jest prawdą. Sądząc po ostatniej akcji zablokowania niektórych telefonów publicznych, skala nadużyć jest duża. Aby zmniejszyć straty spowodowane przez oszustów, TP SA wprowadziła karty chipowe.
W Internecie bez trudu znaleźliśmy informacje, dzięki którym można ponoć rozmawiać przez telefon za darmo. Autorzy tych publikacji korzystają z bezpłatnych serwisów internetowych i są oczywiście anonimowi, dlatego nie szczędzą epitetów narodowemu operatorowi. Z kolei przedstawiciele TP SA nie chcą ujawnić, jak duże straty ponosi ich firma z tytułu oszustw.
— Nasza firma działa w warunkach rynkowych, dlatego nie leży w naszym interesie informowanie o wielkości strat spowodowanych przez oszustów — mówi Bogdan Markiewicz z TP SA.
Łyżką i zapalarką
Jeden z amatorów pogawędek na koszt TP SA posługujący się pseudonimem AnGel dzieli się trzema sposobami na gratisowe dzwonienie z budek telefonicznych, czyli tzw. phreak. Są to powszechnie znane metody oszukiwania starszych modeli telefonów publicznych, polegające na fizycznej ingerencji w mechanizmy aparatów łyżką bądź zapalarką kuchenną. Trzeci sposób polega na korzystaniu z generatora tonów przy telefonach na żetony podłączonych do centrali tonowej. Skala, na jaką wykorzystywano wyżej wymienione metody, zmusiła TP SA do zablokowania funkcji wybierania zera we wszystkich nieodpornych telefonach. W ten oto sposób ponad 30 proc. telefonów publicznych obsługuje tylko połączenia lokalne.
— Uważam, że tą sprawą powinien zająć się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta — uważa Tomasz Maciszewski, szef działu telekomunikacji w Instytucie Rynku Elektronicznego.
Magia magnesu
Jeszcze innym sposobem na oszukanie telefonów publicznych jest ponoć podrabianie kart magnetycznych.
Podobno najlepiej namagnesować paski z magnetofonów szpulowych, przegrywając zawartość nowej karty na taśmę. Najłatwiej wykorzystać do tego stary magnetofon szpulowy, lub urządzenie nagrywające podłączone do komputera. Pracownicy biura prasowego TP SA dementują te informacje, twierdząc, że zabezpieczenia wprowadzone w kartach drugiej generacji bardzo utrudniają ten proceder. Jednakże pragnący zachować anonimowość technik z TP SA mówi, że podrabianie kart telefonicznych jest niezwykle proste. Dlatego dziwi się on stosunkowo małym wykorzystaniem słabostek kart magnetycznych.
Chip na złodzieja
Aby uchronić się przed nadużyciami, TP SA wprowadziła karty elektroniczne. O kartach chipowych mówiło się od kilku lat, jednak dopiero od początku tego roku będzie można z nich korzystać na terenie całego kraju. Telekomunikacja twierdzi, że karty akceptuje już 8 tys. automatów samoinkasujących, czyli niespełna 10 proc. ogólnej liczby aparatów. Do końca roku ma ich być 30 tys. sztuk. Mowa tutaj o nowych, srebrnych telefonach, które do tej pory akceptowały jedynie karty magnetyczne. Sytuacja ta nie ulegnie zmianie, ponieważ będą one nadal obsługiwać tego typu karty. Produkcją kart zajmuje się sam operator. Są one wytwarzane w Ośrodku Techniki Optotelekomunikacyjnej TP SA w Lublinie. Zakład specjalizuje się w produkcji kabli światłowodowych, a teraz także chipowych kart telefonicznych. W ubiegłym roku firma zdobyła certyfikat serii ISO 9002 na produkcję tych wyrobów.