Wielton, producent naczep i przyczep, kupił aktywa znajdującej się w upadłości włoskiej spółki Compagnia Italiana Rimochi.
— Przejęliśmy dwie grupy aktywów: marki Merker, Viberti i Cardi, oraz maszyny i urządzenia. Z tymi trzema brandami jesteśmy w stanie zdobyć 15-20 proc. włoskiego rynku, na którym rocznie sprzedaje się 8,5 tys. naczep i przyczep. Maszyny, w tym najnowocześniejszą lakiernię, przeniesiemy do Wielunia. W ciągu dwóch lat podwoimy moce produkcyjne do 16 tys. sztuk, a docelowo możemy osiągnąć 25 tys. sztuk — mówi Mariusz Golec, prezes Wieltonu.
Firma liczy, że pod względem produkcji i sprzedaży stanie się trzecią spółką w Europie. Dziś jest piątą.
— Długoterminowo nie wykluczamy zatrudnienia nowych pracowników, ale dopiero analizujemy szczegóły — mówi prezes Wieltonu zatrudniającego w polskiej fabryce 1250 osób.
Rozmowy we Włoszech trwały ponad 1,5 roku, ale Wielton już w tym roku założył tam spółkę zależną, wynajął prawa do korzystania z marek Merker, Viberti i Cardi i uruchomił sieć sprzedaży, serwisu i montaż. Za brandy Wielton zapłacił 2,2 mln EUR, a za maszyny i urządzenia — 2,4 mln EUR plus VAT. Spółka miała 20 proc. tej kwoty wkładu własnego, resztę zapewniło konsorcjum Banku BGŻ BNP Paribas i Banku Gospodarstwa Krajowego. Podobny model finansowania zastosowano w maju przy przejęciu francuskiej spółki Fruehauf, która ma 40 proc. udziałów w segmencie naczep we Francji.
— To transakcja za 16 mln EUR. Kupiliśmy prawie 64,5 proc. udziałów, a reszta zostanie przejęta w ciągu 2,5 lat. Fruehauf zatrudnia 500 osób i ma nowoczesny zakład, a przejęcie spółki od razu dało nam 11 tys. sztuk rocznej sprzedaży. Planujemy długofalowe partnerstwo. Francuzi mają dwa sztandarowe produkty — kurtynę i furgon.
Ten ostatni znakomicie uzupełni naszą ofertę. My mamy 60 produktów, które będziemy wspólnie sprzedawać we Francji — zapowiada Mariusz Golec.
Teraz firma chce się skoncentrować na integracji.
— To będzie druga rewolucja technologiczna w naszej firmie. Do pierwszej doszło w latach 2005-06, gdy wprowadziliśmy procesy automatyzacji. Liczę, że druga pchnie firmę do przodu — wierzy Mariusz Golec. © Ⓟ