Wiem, że chcą się mnie pozbyć ... i tak zrobili

Katarzyna Jaźwińska
31-03-2003, 00:00

W piątek rada nadzorcza Grupy Stoczni Gdynia odwołała ze stanowiska prezesa Janusza Szlantę i powołała na jego miejsce Włodzimierza Ziółkowskiego, który wcześniej był szefem SSE Tczew. To krok w kierunku renacjonalizacji — oceniają ekonomiści i politycy.

W czwartkowym wydaniu „PB” Janusz Szlanta, prezes Grupy Stoczni Gdynia, przyznał, że zdaje sobie sprawę z możliwości odwołania. I były to prorocze słowa. W komunikacie po piątkowym posiedzeniu rady nadzorczej (RN) napisano, że rada wyraża podziękowanie Januszowi Szlancie za jego działania, które miały przynieść wiele korzyści spółce. I w dowód wdzięczności odwołała go ze stanowiska. Na jego miejsce powołano Włodzimierza Ziółkowskiego, wcześniej prezesa Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Tczew. Do zarządu wszedł też Andrzej Czech, dotychczasowy dyrektor ds. technicznych.

Janusz Szlanta nie chce mówić o powodach dymisji. Potwierdziły się jednak doniesienia „PB” o jej politycznych przesłankach.

— Podczas posiedzenia dowiedzieliśmy się, że warunkiem udzielenia stoczni pomocy przez rząd była zmiana na stanowisku prezesa — mówi Dariusz Adamski, członek RN reprezentujący pracowników ze związku Solidarność.

— Nie mamy zastrzeżeń do pracy prezesa Szlanty. Jednak grupa większościowych akcjonariuszy, m.in. Skarb Państwa, PZU i banki, uznała, że skoro budżet ma wspierać finansowanie i restrukturyzację stoczni, konieczne jest umocowanie na stanowisku prezesa osoby, która spełni oczekiwania akcjonariuszy — mówi Bolesław Senyszyn, przewodniczący RN z ramienia Skarbu Państwa.

Dariusz Adamski podkreśla, że odpowiedzialność za los stoczni bierze obecnie Skarb Państwa. Dodaje również, że w poniedziałek zbierają się władze związku. Niewykluczone, że Solidarność rozpocznie strajk głodowy, by przyśpieszyć decyzje rządu dotyczące pomocy GSG.

Politycy, ekonomiści i przedstawiciele rynku piątkową decyzję RN odbierają jako krok w kierunku renacjonalizacji Grupy Stoczni Gdynia.

— Nie musi być ona kapitałowa. Starałem się zachować strukturę działania stoczni jako firmy prywatnej. Obecnie jednak to Skarb Państwa bierze sto procent odpowiedzialności. De iure renacjonalizacji więc nie ma. Jednak de facto można tak nazwać tę decyzję — mówi Janusz Szlanta.

Co dalej z GSG?

Robert Gwiazdowski ekspert Centrum im. A. Smitha

- Skoro rada przyjęła program przygotowany przez dotychczasowy zarząd, a odwołała prezesa, to taka decyzja nie jest logiczna. Ale przecież wcale taka być nie miała, bo decydowała polityka. Nie chcę wypowiadać się, czy odwołanie prezesa będzie miało pozytywny czy negatywny skutek dla branży. Pewne jedynie jest to, że jeśli tym sektorem będzie zarządzać państwo, to pozytywnych efektów nie należy oczekiwać.

Adam Szejnfeld szef sejmowej Komisji Gospodarki

- Janusz Szlanta udowodnił, że potrafi dowodzić statkiem w czasie burzy, omijając rafy. Oczywiście nie ma ludzi niezastąpionych, ale ta zmiana ma duże znaczenie dla przyszłości sektora stoczniowego i jego otoczenia. Należałoby zadać sobie pytanie — kto, dlaczego i w jakim celu dokonuje zmiany na stanowisku prezesa GSG. Nie od dziś wiadomo, że Skarb Państwa, który na razie jest mniejszościowym udziałowcem, ma plany zmierzające w kierunku konsolidacji. Niewykluczone więc, że ta zmiana jest zapowiedzią realizacji takiego planu.

Bolesław Januszkiewicz rzecznik H. Cegielskiego

- Wydaje się, że realizowany jest scenariusz podobny do Szczecina, czyli renacjonalizacja. Mamy nadzieję, że zmiany te spowodują przyśpieszenie decyzji rządu o pomocy dla sektora.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Wiem, że chcą się mnie pozbyć ... i tak zrobili