Próby powrotu WIG20 do zielonej strefy rynku skończyły się, jak na razie, porażką. Choć na rynku nie widać zdecydowanej dominacji sprzedających, również kupujący nie wyrywają się do akcji. Świadczą o tym obroty, które po dwóch i pół godzinie handlu przekroczyły dopiero 300 mln zł. Zapewne jest to łapanie oddechu przed kolejnym marszem na północ. Byki wyznaczyły sobie dość wymagający cel, a mianowicie zdobycie oporu na poziomie 1,9 tys. pkt.
Początek tygodnia rozpoczął się podobnie również na przeważającej większości europejskich giełd. Na naszym kontynencie w górę idą indeksy, które nie załapały się na ostatnie dynamiczne wzrosty. O godz. 11:35. najmocniej rósł bułgarski Sofix zyskujący prawie 1 proc. Na drugim biegunie znajdował się rosyjski RTS tracący blisko 4 proc.
Wśród krajowych blue chipów najmocniej w dół szły akcje GTC, które tuż po godz. 11:30. traciły ponad 6 proc. Cóż, w tylko w zeszłym tygodniu akcje dewelopera urosły o blisko 45 proc. Podaż wciąż atakowała Lotos, który szedł w dół o 6 proc. Wciąż nie milkną echa po drastycznej rekomendacji dla akcji spółki naftowej na zero. Spadkom nie opierał się również Polnord spadający o blisko 5 proc. Dalej plasował się KGHM, który oddawał 4,9 proc. mimo drożejącej na giełdzie metali w Londynie miedzi.
Na szerokim rynku podaż rzuciła na kolana spółki, które przeinwestowały w opcje walutowe. Rafako traciło blisko 30 proc., a Ropczyce ponad 22 proc. Spadkom nie opierał się również bank Millennium, który oddawał już 7,5 proc. To już kolejny dzień dynamicznej przeceny spółki, która cierpi z powodu sprzedaży feralnych produktów opcyjnych.
O godz. 11:40 WIG20 szedł w dół 2,4 proc. Spadkom nie opierały się również maluchy i średniaki. mWIG40 tracił 1,9 proc., a sWIG80 oddawał 1,4 proc.