"WIG20 poniżej 2000 pkt., a euro za 4,4 zł"

Marek Rogalski
opublikowano: 2009-12-05 19:27

Nie należy się nastawiać, że sielankowe nastroje będą dominować także w 2010 r. Do poważniejszej korekty na giełdach jest coraz bliżej - prognozuje Marek Rogalski z DM BOŚ. Dlaczego?

"O ile ten rok możemy zakończyć w okolicach 2400 pkt na WIG20, to już w I kwartale 2010 r. możliwy będzie spadek poniżej 2 tys. punktów. Będzie to powiązane ze spadkami na rynkach światowych. Flagowy indeks SP 500 może zniżkować w okolice 950 pkt. Będzie to wynikiem tzw. reality check, czyli m.in. nasilenia się obaw, jak poradzi sobie światowa gospodarka w momencie zakończenia programów stymulacyjnych i ilościowych (co rozpocznie się w II połowie 2010 r.).

Pierwszy kwartał 2010 r. przyniesie, zatem odwrót od carry trade opartych na dolarze i osłabienie złotego. Euro może podrożeć nawet do 4,40 zł. Po części nałożą się na to obawy dotyczące realizacji przyszłorocznego budżetu w kontekście zaplanowanych dużych prywatyzacji. Kolejne kwartały powinny przynieść jednak uspokojenie. Nie spodziewajmy się jednak zbyt mocnego złotego — problemy fiskalne sprawią, iż zagraniczne fundusze będą omijać Polskę i to mimo że mamy rewelacyjne odczyty PKB. W efekcie euro dopiero na koniec 2010 r. może spaść niewiele poniżej 4 zł. W dalszej części roku spekulacje oparte na carry trade pozostaną w modzie, jednak walutą bazową stanie się tutaj jen (a nie dolar). Zwłaszcza że obecnie japońska waluta jest przewartościowana.

Inwestorzy na rynkach finansowych powinni jednak nastawić się na okres dużych wahań i nagłych zwrotów akcji. W końcu 2010 r. indeks WIG20 może wrócić w okolice 2500 pkt, a SP do 1150 pkt. Lepszy w tym względzie może być rok 2011, kiedy inwestorzy zaczną dyskontować dłuższą poprawę w światowej gospodarce. Odnośnie do innych rynków, przestrzegałbym przed gorączką złota, gdyż ten rynek może czekać bolesna korekta w I półroczu 2010 r. Nie ma na razie mocnych dowodów, aby w kolejnych latach miał nas czekać wyraźny wzrost globalnej inflacji."