
Marzenie takie. Przytulny dom w niewielkiej niemieckiej miejscowości tuż obok tego fragmentu autostrady, na którym rozpędzanie się do 300 km/h nie skutkuje karą finansową. Do tego garaż pełen superaut. Supermocnych i jednocześnie luksusowych. Każde gotowe zabrać mnie, gdzie tylko chcę. Awarie? Spokojnie, warsztat jest tuż pod domem. I cały zespół inżynierów, którzy specjalnie dla mnie będą kombinowali, jak podnieść moc, udoskonalić prowadzenie i zaskoczyć wygodą. Cudo. Gdyby dodać do tego coś na wieczór – piwniczkę luksusowych win? Brzmi bajecznie. Ale to nie jest bajka. Ani moje marzenie. To Alpina.
Wymowne spojrzenie

Jeśli w obecności kogoś z przedsiębiorstwa Alpina użyjesz określenia „tuner” wobec ich firmy, zostaniesz obdarzony wymownym spojrzeniem. To wymowa à la bazyliszek. Chwilę po tym zostaniesz zaproszony na pogadankę, z której dowiesz się, dlaczego Alpina tunerem nie jest. Choć rzeczywiście od udoskonaleń zaczynała. I od maszyn do pisania.
Burkard Bovensiepen, założyciel firmy, pierwsze biznesowe szlify zdobywał pod okiem ojca. Rudolph Bovensiepen tuż po drugiej wojnie światowej założył zakład produkujący… maszyny do pisania. Nazwał go Alpina, prawdopodobnie ze względu na bliskość Alp. Alpina Buromaschinenwerke szybko stała się jednym z największych na świecie producentów przenośnych maszyn do pisania. Syn króla maszyn nie był jednak zainteresowany przejęciem schedy. A już na pewno nie tej związanej z maszynami do pisania. Chciał budować swoją historię. Motoryzacyjną. W latach 60. Alpina Buromaschinenwerke została wchłonięta przez konkurencję. Ale nie cała. Została nazwa i z tą nazwą – oraz pomysłem – ruszył w świat Bovensiepen junior.
Zachowana po biznesie ojca nazwa zaczęła się pojawiać w 1965 r. na autach BMW. Wówczas jeszcze można było o Alpinie mówić per tuner, gdyż młody konstruktor najzwyczajniej w świecie udoskonalał auta. Okazało się, że owym poprawianiem trafił w niszę. Jego oferta to modyfikowanie modelu BMW 1500. W momencie debiutu to auto uchodziło za nowoczesne, z nowoczesnym silnikiem. Mimo to zdaniem Burkarda Bovensiepena jego osiągi ograniczał mały pojedynczy gaźnik. Postanowił to naprawić. Pierwszym produktem Alpiny był duży, dwugardzielowy gaźnik Webera do BMW 1500. Dzięki zamontowaniu go auto zyskiwało 20 KM i rozpędzało się od 0 do 100 km/h w 13 s, czyli o trzy sekundy szybciej niż przed przeróbką.
Klientów szukał, wtykając za wycieraczki BMW 1500 karteczki z informacją, że wzmocni auto o 20 KM za jedyne 950 marek (auto kosztowało wówczas około 9 tys. marek). Udało się. I to na tyle, że wkrótce rozpoczął współpracę z dilerem aut BMW, który proponował klientom gotowe zestawy podnoszące moc. Zestawy dostarczał oczywiście zakład Alpina. Współpraca z BMW się zacieśniała. Na tyle, że bawarska marka zgodziła się utrzymywać swoją fabryczną gwarancję w zmodyfikowanych przez Alpinę autach, co było wyjątkiem na ówczesnym rynku tunerów.
Potem pojawiały się kolejne projekty dla kolejnych modeli BMW. Zakres modyfikacji zaczął obejmować znacznie więcej niż tylko układ zasilania silnika. Burkard Bovensiepen cały czas był mocno zaangażowany w prace i zaraził się motorsportem. Dzięki temu i wiedzy inżynierskiej założyciela niewielki tuner spod Monachium dotarł do ścisłej światowej czołówki sportu samochodowego. Za kierownicami jego aut zasiadały takie legendy, jak Niki Lauda, James Hunt czy Derek Bell. Wyścigowe Alpiny sięgały po czołowe lokaty w mistrzostwach Europy klasy GT i DTM.
Opowiadam o historii i szastam słowem tuner. Zupełnie jakbym zapomniał o wzroku bazyliszka. Ale spokojnie. Jeszcze mogę tak o Alpinie mówić. Ale już niedługo.
Własny VIN

Od mocnego zaangażowania w motorsport i coraz bardziej dynamicznego rozwoju oferty był już tylko krok do zaoferowania światu najpierw bardziej złożonych modyfikacji, a w końcu całych modeli. W 1978 r. firma pokazała światu pierwszy model marki Alpina. Był to B6 2.8 bazujący na BMW 3 serii E21. Alpina była pionierem w wielu kwestiach technicznych. W latach 70. w modelu B7 wprowadziła silnik z turbosprężarką, a w latach 80. w modelu B10 Bi-Turbo, najszybszym sedanie świata tego czasu, motor z dwiema turbosprężarkami.
Zgoda. Alpina zawsze pracowała na BMW, ale różnic było tyle (dziś Alpina ma nawet tysiąc innych części niż odpowiedni modele BMW), że w 1983 r. ze względu na zaawansowane zmiany i wysoką jakość została zarejestrowana w Niemczech jako niezależna marka. Odtąd słowo „tuner” w odniesieniu do Alpiny czasem jest faux pas, a częściej przejawem motoryzacyjnej ignorancji. Oczywiście Alpina ściśle współpracuje z BMW i nie jest tajemnicą, że bazą każdego z tych aut są podzespoły BMW. Nie jest również tajemnicą, że to z taśm fabryk BMW zjeżdżają Alpiny. To tam inżynierowie marki dostarczają zmodyfikowane podzespoły i instrukcje, tam są montowane auta. Potem trafiają do zakładu Alpiny w Buchloe, gdzie przechodzą ostateczną metamorfozę. To tu powstają tapicerki (również z tej samej skóry, którą wykorzystuje Rolls-Royce), tu powstają i są montowane elementy aerodynamiczne, wydechy i klasyczne 20-szprychowe felgi. Zakład w Buchloe to jednak znacznie więcej. Są tu hamownie i pracownie inżynieryjne. Tu opracowywane są nowe modyfikacje skrzyń biegów, silników i zawieszeń i tu są testowane. Zakład Alpina daleko wykracza poza to, co można sobie wyobrazić, myśląc „garażowa produkcja”.
Wraz z metamorfozą z auta znika też oryginalny numer VIN nadany w fabryce BMW. Zastępowany jest zupełnie nowym. Tak. Współczesne Alpiny mają dwa numery VIN, w tym jeden (ten od BMW) przekreślony. Mają też dwie gwarancję. Jedną od BMW, drugą od Alpiny. Tu docieramy do pytania – czym dziś jest Alpina. Odpowiem w punktach. Czterech.
1.Towarem limitowanym. Fabrykę w Buchloe opuszcza około 1,7 tys. aut rocznie, więc każde można traktować jako limitowaną, unikalną produkcję.
2.Na moje pytanie, czym jest Alpina, jeden z jej dyrektorów odpowiedział: „BMW M dla dżentelmenów”. Co to znaczy? Tylko tyle, że przy zachowaniu osiągów auta sportowego Alpina nie emanuje muskułami. To luksusowy samochód, czyli sportowiec, który dres zrzucił dla garnituru.
3. Uzupełnieniem oferty. Wydaje mi się, że tylko to tłumaczy obecność Alpiny na rynku. Marka uzupełnia ofertę BMW, nie kanibalizuje jej. Przykład pierwszy z brzegu: jeśli chcesz BMW M, a jednocześnie pożądasz nadwozia kombi, w BMW nic dla ciebie nie mają. Alpina ma B3 Touring. Ponad 460 KM, 700 Nm momentu obrotowego, 3,9 s od 0 do 100 km/h i 300 km/h prędkości maksymalnej. A do tego rozpieszczający luksus.
4.Zjawiskiem unikalnym w skali światowej. To małoseryjna, dopieszczona produkcja. Wyjątkowości tego typu propozycji zazwyczaj towarzyszy wyzwanie – dostęp do serwisów i pomoc w przypadku awarii. Tymczasem w Alpinie nie. To mała firma, zgoda. Ale dzięki ścisłej współpracy z BMW większość diagnoz czy nawet napraw może zostać wykonana w dowolnym serwisie BMW. Tego nie ma żadna unikalna mała marka.
Pean z winem w garści

Dla większości BMW Alpina pozostanie po prostu droższym BMW. Ich strata. To coś znacznie więcej: inny charakter, inne przeznaczenie i – a może przede wszystkim – pasja. Choć dziś w Alpinie pracuje już ponad dwustu pracowników, sieć dilerska dotarła nawet do Polski, a część modeli powstaje oficjalnie w fabrykach BMW, Alpina nie ma nic z korporacji. To dalej kameralny, rodzinny biznes prowadzony z pasją i dbałością o każdego klienta. To cały czas małoseryjna produkcja unikalnych wozów. Mnogość opcji dotyczących wykończenia wnętrza sprawia, że trudno znaleźć dwie takie same Alpiny. Dziś w ofercie są auta bazujące na BMW serii 3 (D3, B3 i B3 Touring), serii 5 (B5, D5), X3 i X4 (XD3 i XD4), serii 7 i 8 (B7 i B8) oraz X7 (XB7). Każde zbudowane według tej samej filozofii – sportowe osiągi, elegancka aparycja. Nadal, choć z racji wieku rzadziej, nad wszystkim czuwa Burkard Bovensiepen. Pasję przekazał synom, którzy aktywnie pomagają mu zarządzać firmą. Twórca Alpiny nadal mieszka w domu na terenie zakładu w Buchloe. Mieszka i często schodzi do piwniczki. Założyciel Alpina ma jeszcze jedną pasję: wina.
Zaczęło się od przywiezienia butelek win z regionalnych szczepów z miejsc, w którym Alpina wygrała wyścig. Dekady temu. Na początku lat 80. z winnego biznesu powstał oddzielny dział Alpiny zajmujący się dystrybucją win do sprzedaży detalicznej. Dziś w jego magazynie znajduje się już przeszło milion butelek, a Alpina Wine jest największym dystrybutorem luksusowych win w Niemczech. Butelki dostarcza nie tylko do domów amatorów dobrego wina, ale i do tysiąca najlepszych restauracji w Niemczech.
Właśnie przy kieliszku wyśmienitego rieslinga zastanawiam się nad przyszłością BMW Alpina. Przyszłość – wiadomo – elektromobilna. Z jednej strony przedstawiciele firmy zapewniają, że ich klienci to ostatnia grupa, która przesiądzie się na auta na prąd. Z drugiej – BMW zapowiada na połowę tej dekady wycofanie się z silników spalinowych. Być może inżynierowie Alpiny wezmą się za podkręcanie elektryków… Dziś trudno uzyskać od nich odpowiedź na to pytanie.
Z trzeciej (i już ostatniej) strony – dochodzę do wniosku, że Alpina już dziś nie powinna istnieć. W globalnym świecie liczy się efekt skali, małym producentom aut jest bardzo trudno. Tymczasem Alpina istnieje, sprzedaje i radzi sobie świetnie. Roczne obroty przekraczają 100 mln EUR. 90 proc. generuje dywizja motoryzacyjna. Do 10 proc. przykładam się ja. Właśnie idę nalać sobie drugi kieliszek.










