Wino roku jest gorszego sortu

Weronika Kosmala
opublikowano: 28-11-2018, 22:00

Nie minęła doba, a włoska Sassicaia z rocznika 2015 zdrożała o ponad 25 proc. Terapeuci wydumaliby, że musiała odreagować

Wino gatunku overnight? Wygląda na to, że toskańska Sassicaia wmiesza w swój bukiet jeszcze to zgrzytliwe określenie, poszerzając i tak już bogatą paletę niejasnych sformułowań. Wino, które ogłoszono najznakomitszym w tym roku, zasłynęło w końcu wymykaniem się formalnym definicjom — obecnie świętuje światowe zwycięstwo, wspominając młodość na niskiej półce stołowych.

Trudno o czynnik sprawniej manewrujący winiarskimi wykresami od wpływowego rankingu najlepszych win roku — tym razem za zamieszanie odpowiada magazyn „Wine Spectator”, który tak umiejętnie sączył dane, że zanim poznano pełną setkę, etykiety wieńczące listę już zdrożały. Jak podają autorzy zestawienia, ponad połowa wymienionych butelek grzeje się w prestiżowym gronie po raz pierwszy, mimo że zdecydowanie nie każda zahacza w ogóle o najwyższą cenową półkę. W ciasnym składzie pierwszej dziesiątki rankingu jest i chianti Volpaia z ceną bliską 250 GBP (1215 zł) za skrzynkę, i edycja Legacy z naklejką Dom Pérignon, dochodząca do progu 1,8 tys. GBP (8,7 tys. zł) za tuzin butelek, którym handluje się na giełdzie. Za odpowiednią porcję wina ze złotym medalem trzeba natomiast zapłacić podobny rachunek co za szampana, jednak spekulancki skok o kilkaset funtów nie zajął rynkowi nawet dwunastu godzin od publikacji listy, podają analitycy platformy Liv-ex.

Na pytanie, co zadecydowało o skierowaniu spragnionego popytu akurat w kierunku Toskanii, odpowiadają natomiast twórcy samego rankingu, płynnie powracając do obfitego bukietu okrągłego nazewnictwa: „ważna historia, która stanęła za winem” okazuje się być kryterium równie istotnym, co noty krytyków, wartość na rynku czy dostępność w obiegu. Jaka to ważna historia stanęła więc za winem roku — zapytałby Kowalski w ramach prowokacji, nie podejrzewając nawet, jak miękko jego zadziorny ton wpasuje się w sytuację. Sassicaia — opisana również nazwą Tenuta San Guido — przecierała grząski szlak tzw. supertoskanom, czyli trunkom powstającym całkowicie na przekór obowiązującym ówcześnie rygorom klasyfikacji. Użyty termin nie jest przy tym żadnym określeniem formalnym, bo supertoskany łączy właśnie świadomy wybór niższej klasy — kiedy lokalne zasady mówiły na przykład o konkretnych proporcjach odmian winogron, twórcy postępujący na bakier nawet po wskazane szczepy nie sięgali. Sassicaia powstawała początkowo w ramach eksperymentów, które w latach 40. ubiegłego wieku przeprowadzał markiz spokrewniony z rodziną Antinorich, uparcie śniąc o winie włoskim, a jednocześnie jak z Bordeaux.

Mimo że alkoholi opartych na odmianie cabernet sauvignon nie obejmowały w tamtych czasach żadne nobliwe klasy, markiz zdecydował się na uprawę, dostrzegając podobieństwa w żwirowym podłożu Toskanii i francuskiego regionu Graves. Sassicaia to wobec tego mieszanka caberneta z niewielkim dodatkiem soku z cabernet franc — nie mogła więc nie wydawać się wtedy zbyt ciężka dla rodzimych odbiorców, dlatego do prawdziwego rynkowego debiutu doszło dopiero w przewrotowym 1968 r. Warto przy tym odnotować, jak zachował się wobec gorącego z czasem popytu aparat strzegący wszystkich złamanych rygorów: z błyskiem w oku, bo żeby wydobyć wino ze wstydliwej półki stołowych, zlepiono w końcu skrót IGT — Indicazione geografica tipica — czyli po prostu nową, wygodniejszą kategorię. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Wino roku jest gorszego sortu