Gdy plan Paulsona stawał się faktem, zadrżały podstawy europejskich banków. Rykoszetem oberwała GPW — WIG20 stracił 5 proc.
Jeszcze w weekend mogło się wydawać, że zgoda amerykańskich polityków na plan Paulsona, mający powstrzymać upadek banków w USA, pozwoli choćby na odbicie na giełdach. Nic z tego. Bankowy kryzys bardzo szybko rozlewa się na cały świat. W poniedziałek znów tąpnęło na europejskich rynkach akcji. Giełdy we Frankfurcie, Paryżu i Londynie traciły od 3,5 do 5,5 proc. WIG20 poszedł w dół o ponad 5 proc., choć na otwarciu tracił około 0,4 proc. Na koniec sesji był już 100 pkt niżej.
Główną przyczyną drastycznej przeceny były nowe informacje o kłopotach europejskich instytucji finansowych. Stawki Euribor, czyli stopy procentowe, po jakiej banki udzielają sobie pożyczek, osiągnęły wczoraj najwyższy poziom w historii. Gwałtowny wzrost tych stawek odzwierciedla nie tylko skalę kryzysu zaufania między instytucjami finansowymi, ale też ogrom problemów sektora. I europejskich gospodarek, które będą musiały ratować swoje systemy finansowe.
DJ Euro Stoxx Banks, indeks skupiający akcje blisko 40 największych europejskich banków, tracił wczoraj ponad 6 proc. Wszystkie walory z jego portfela notowane były na czerwono. Dramatyzm sytuacji spotęgował Gordon Brown, premier Wielkiej Brytanii, który zapewnił, że kierowany przez niego rząd będzie pracował dzień i noc, byle tylko zapewnić stabilność systemu bankowego. Podobną determinację wykazują przedstawiciele władz pogrążającej się w recesji Irlandii. Mimo to najszybciej spadały notowania pochodzącego z Zielonej Wyspy Anglo Irish Banku.
Mocno w dół szły też notowania francusko-belgijskiej Dexii, specjalizującej się w udzielaniu pożyczek samorządom lokalnym. Powód wyprzedaży walorów to spekulacje o konieczności rychłego przeprowadzenia emisji ratunkowej. W trybie pilnym, w weekend, kwotą 11,2 mld EUR rządy Belgii, Holandii i Luksemburga reanimowały Fortis Bank. Wśród europejskich ofiar kryzysu znalazły się też niemiecki Hypo Real Estate, któremu niemieckie konsorcjum banków udzieli specjalnego kredytu na zabezpieczenie płynności, a także brytyjski Bradford Bingley. Sieć sprzedaży tego ostatniego przejmie hiszpański Santander Bank (akcje banków z Półwyspu Iberyjskiego zachowywały się relatywnie najmocniej na tle europejskich konkurentów). Portfel kredytów hipotecznych Bradford Bingley przejmie rząd Wielkiej Brytanii.
Rozwój wypadków w Wielkiej Brytanii przypomina scenariusz zza oceanu. Coraz głośniej mówi się, że tamtejsze instytucje finansowe naciskają na władze, by pomogły im się pozbyć (czytaj: by przejęły) toksyczne aktywa. Zresztą w Stanach Zjednoczonych nastroje wcale nie są lepsze. Citigroup zgodził się — oczywiście przy wsparciu instytucji federalnych — na przejęcie działalności bankowej Wachovii. Kurs akcji tej ostatniej spadał wczoraj na otwarciu sesji w USA o 90 proc.
Wyprzedaż nie ominęła też papierów polskich banków (te, przynajmniej na razie, nie sygnalizowały żadnych potrzeb kapitałowych) i ich zagranicznych podmiotów dominujących. Mocno chudły wczoraj portfele akcjonariuszy Getinu (-5,5 proc.). Pekao (-4,6 proc.). Handel akcjami Unicredit, właściciela Pekao, na giełdzie w Mediolanie zawieszono po spadku o 10 proc. BRE Bank staniał o 5,4 proc., a Commerzbank, jego akcjonariusza, przeceniono o 20 proc. Kurs PKO BP zjechał aż o 7,6 proc. Nieco mniej przeceniono BZ WBK (-6,7 proc.). na tle notowań inwestora polskiego banku, czyli AIB z Irlandii (-20 proc.), to i tak niewiele.
Kamil
Zatoński