Telefon może być takim samym celem ataku z sieci jak komputer. Pierwsze takie przypadki już się zdarzyły.
W czerwcu 2004 r. międzynarodowa grupa hakerska stworzyła Cabira — pierwszego mobilnego wirusa mogącego przenosić się między telefonami komórkowymi. W Polsce nie potwierdzono jeszcze żadnego przypadku infekcji tym wirusem.
— Nie ma żadnych danych, które pozwoliłyby stwierdzić, jaka jest skala tego zjawiska. Wiadomo tylko, że jesteśmy na początku drogi. Stworzenie robaka Cabir to próba przetestowania, czy możliwe jest przenoszenie się takich insektów pomiędzy telefonami komórkowymi. Test wypadł pomyślnie — mówi Andrzej Kontkiewicz, inżynier systemowy w Symantec Polska.
— Technologia dystrybucji wirusów w sieciach została już opanowana przez hakerów. A stąd tylko krok do prawdziwej epidemii — przekonuje Andrzej Iwan, menedżer produktu w spółce Veracomp, sprzedającej oprogramowanie antywirusowe w F-Secure.
Producenci telefonów komórkowych również podkreślają, że zagrożenie ze strony wirusów komórkowych jest realne.
— Przy tworzeniu telefonów współpracujemy z producentami programów antywirusowych. Wspólnie z producentami oprogramowania i aparatów tworzymy ogólnodostępne systemy testowania i certyfikacji oprogramowania, takie jak Symbian Signed czy Java Verifired. Od roku 2003, wspólnie z innymi producentami tej branży w ramach grupy Trusted Computing Group (TCG) pracujemy nad otwartymi standardami bezpieczeństwa — relacjonuje Jakub Pancewicz, dyrektor Nokia Poland.
Ograniczone ryzyko
Cabir próbuje przedostać się do telefonu za pośrednictwem internetu w zainfekowanym pliku. Gdy mu się to udaje, uaktywnia się podczas pierwszej instalacji, a następnie sprawdza, czy telefon ma moduł Bluetooth. Jeżeli tak, uruchamia go i jednocześnie sprawdza, czy w jego zasięgu znajdują się inne telefony korzystające z tego protokołu, a następnie wysyła do nich swoją kopię. Ciągłe uruchamianie modułu Bluetooth powoduje duże zużycie energii przez baterie. Jednak po zainfekowaniu komórki Cabir nie wyrządza żadnych innych szkód. Dlatego na razie użytkownicy telefonów komórkowych nie powinni wpadać w panikę. Przestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa minimalizuje możliwość infekcji m-wirusem.
— Ryzyko obecnie ograniczone jest jedynie do przypadku świadomej instalacji oprogramowania pochodzącego z nieznanego źródła. Dlatego nakłaniamy wszystkie osoby do kupowania lub instalowania oprogramowania tylko ze znanych i zaufanych stron. Bardzo łatwo jest ustrzec się przed atakiem, korzystając jedynie ze sprawdzonych miejsc — informuje Jakub Pancewicz.
— Jeżeli nie ma takiej potrzeby, to nie używaj Bluetooth. Jeżeli musisz, to używaj tej funkcji w trybie niepublicznym. Akceptuj oddzielnie każ- de przesyłane w tym trybie dane — radzi Andrzej Kontkiewicz.
Firmy antywirusowe na swoich stronach internetowych umieści-ły opisy działa- nia m-wirusów wraz z radami, jak je usunąć z aparatów. Pojawiły się także pierwsze programy antywirusowe. Oprogramowanie tego typu dedykowane dla telefonów komórkowych wprowadziły ostatnio do swojej oferty m.in. F-Secure, Trend Micro oraz Symantec. Aplikacje tej ostatniej firmy Nokia wprowadziła do standardowego wyposażenia trzech swoich telefonów: modeli 9500, 9300 i 6670.
Będzie gorzej
Eksperci firm antywirusowych są zgodni co do tego, że w niedalekiej przyszłości pojawią się bardziej skomplikowane i o wiele groźniejsze wirusy komórkowe. Rozwój wirusów atakujących przenośne słuchawki będzie prawdopodobnie przebiegał tak samo jak wirusów tradycyjnych.
— Możliwości rozwoju wirusów są nieograniczone, wszystko zależy od tego, co przyjdzie do głowy ich twórcom. W przyszłości mogą powstać wirusy zdolne zniszczyć system operacyjny albo konie trojańskie, które będą ściągać informacje z naszych telefonów — przestrzega Andrzej Kontkiewicz.
