Wizy pozostają polskim cierniem

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-11-06 00:00

John Kerry wypowiedział wczoraj wiele równie miłych dla Polski, co pustych merytorycznie zdań.

Wizyta amerykańskiego sekretarza stanu nie ma porównania z wizytą prezydenta USA, ale dotyczy to głównie warstwy protokolarnej, propagandowej i organizacyjnej. Bo merytorycznie się liczy, wszak sekretarz stoi kompetencyjnie wyżej niż w jakimś innym kraju minister spraw zagranicznych, jako że w USA nie ma stanowiska premiera.

John Kerry (FOT. Bloomberg)
John Kerry (FOT. Bloomberg)
None
None

John Kerry wypowiedział wczoraj wiele równie miłych dla Polski, co pustych merytorycznie zdań. Przykładem było jego spotkanie z biznesem, zorganizowane przez Amerykańską Izbę Handlową w Polsce. Głównie promował tam negocjowaną właśnie umowę o wolnym handlu między UE a USA. To faktycznie projekt historyczny, mający ogromne znaczenie również dla Polski. Nasze relacje dwustronne reguluje przestarzały już traktat z 1990 r. o stosunkach handlowych i gospodarczych, wzmocniony dodatkowym protokołem.

Możliwości polskiej gospodarki po trwających blisko ćwierć wieku przemianach są zupełnie inne niż wtedy, gdy umowę podpisywano. Notabene druga runda negocjacji UE z USA zaczyna się 11 listopada. Trudno uniknąć wrażenia, że wyjątkowe akcentowanie ich znaczenia przez Johna Kerry’ego — Warszawa była jego jedynym przystankiem w Europie — to chwyt mający zatrzeć fatalne wrażenie po amerykańskiej kompromitacji podsłuchowej.

Eksportujące w cały świat polskie przedsiębiorstwa, w tym małe i średnie, mają zdolność wchodzenia na rynek amerykański. Jednak USA wciąż znajdują się poza kręgiem zainteresowania większości naszych eksporterów i potrzeba wielu wysiłków, aby zwiększyć handlowy strumień w obu kierunkach. Problemem oczywiście jest odległość, ale nie tylko. Zwłaszcza dla drobnego biznesu barierą nadal pozostaje konieczność uzyskania amerykańskiej wizy. Często to problem bardziej psychologiczny niż realny — ale jest.

Ten palący temat znalazł się na zupełnym marginesie wizyty sekretarza stanu. Wielka szkoda, bo właśnie z jego firmy, Departamentu Stanu, wychodzą na bieżąco instrukcje dla konsulów w Warszawie i Krakowie, tworzące praktykę polityki wizowej. Odsetek odmów na polskie wnioski spadł już poniżej 10 proc., ale wciąż daleko mu do wymaganego przez amerykańskie prawo progu 3 proc. Gdyby John Kerry naprawdę chciał, mógłby wiele zmienić bez tykania nawet słowa w twardej ustawie. Jej złagodzenie obiecują nam kolejni prezydenci, zgłaszane są w Kongresie USA różne projekty, które nawet wygrywają cząstkowe głosowania, ale nic się nie zmienia.

Rzeczpospolita Polska pozostaje dla władz USA czarną owcą w Unii Europejskiej. Programem bezwizowym dawno została objęta reszta Grupy Wyszehradzkiej, a także poradzieckie republiki bałtyckie. Oprócz Polski w wizowym rezerwacie trzymani są przez Wielkiego Brata tylko trzej najmłodsi członkowie UE z Bałkanów, którzy nie zostali jeszcze przyjęci do strefy Schengen (Bułgaria, Rumunia, Chorwacja), oraz nieustabilizowany Cypr. Wobec konsekwentnie utrzymywanej dyskryminacji Polaków wszelkie deklaracje polityków o partnerstwie strategicznym czy mrzonki o tarczy antyrakietowej, która ma się zmaterializować „już” w roku 2018 — pozostają dla polskiego społeczeństwa abstrakcją.