Querton, MacroMoney, Corum, Inovo, Horizone i Crimson Armor Capital — to nazwy TFI, które niebawem mogą pojawić się na rynku. W Komisji Nadzoru Finansowego jest 12 wniosków o licencję, a wśród chętnych do wejścia w funduszowy biznes są m.in. Piotr Grabowski, Maciej Wiśniewski, Grzegorz Mielcarek, Piotr Swieboda, Maciej Jakubiec, Krzysztof Człapowski i wielu innych mniej lub bardziej znanych ludzi ze świata polskiej finansjery, którzy postanowili pójść „ na swoje”. Każdy ma swój wymarzony model działalności, ale zwykle opiera się on na tym samym założeniu: jeśli klient zarobi, to i TFI zarobi. Do tego grona chce dołączyć także Grzegorz Stulgis, większościowy akcjonariusz Alumetalu. Inwestor giełdowy planuje otworzyć własne TFI, zaoferować fundusze, którym bessa niestraszna, i zapolować na klientów z grubszym portfelem.



Powrót do korzeni
Nie jest zaskoczeniem, że za funduszowy biznes zwykle biorą się ci, którzy już w przeszłości mieli z nim do czynienia. Tak też jest w przypadku Grzegorz Stulgisa, który w latach 1996-2000 był analitykiem finansowym w Pekao Alliance TFI, a w okresie 2000-03 r., pracował jako doradca inwestycyjny w Credit Suisse Asset Management. Dziś, po latach przerwy, powraca do korzeni z nowym pomysłem na zarządzanie aktywami.
— Wniosek o zgodę na utworzenie TFI złożyłem w grudniu. Jeśli zrealizuje się pozytywny scenariusz, to proces zakończy się w ciągu 12 miesięcy. W ofercie znajdą się fundusze zamknięte o strategii absolutnej stopy zwrotu, skierowane do klientów zamożnych. Minimalna kwota wpłaty — zgodnie z ustawą — wyniesie równowartość 40 tys. EUR. Na tym etapie nie chcę ujawniać więcej szczegółów — wyjaśnia Grzegorz Stulgis.
W kolejce do portfeli inwestorów ustawił się też Krzysztof Człapowski, były członek zarządu BZ WBK TFI, odpowiedzialny m.in. za nadzór nad działem inwestycyjnym funduszy rynku nieruchomości, który we współpracy z Bartłomiejem Łepkowskim, do niedawna partnerem w Knight Frank, chce utworzyć Crimson Armor Capital TFI. Specjaliści nie ujawniają planów biznesowych, ale biorąc pod uwagę ich doświadczenie, można się domyślać, że utworzona firma będzie się specjalizować w inwestowaniu w nieruchomości. Do grubszych portfeli jeszcze w tym roku może sięgnąć także Grzegorz Mielcarek, były szef Investors TFI. Ekspert zapowiada wprowadzenie funduszy alternatywnych, a ofertę skieruje wyłącznie do inwestorów, dysponujących co najmniej 1 mln zł.
— Wniosek o licencję dla Corum TFI złożyłem w styczniu 2014r. Liczę na to, że jeszcze w tym roku dostanę zgodę na działalność — mówi Grzegorz Mielcarek.
Rynek z potencjałem
Moda na tworzenie TFI to pochodna sprzyjających otoczenia m.in. rosnących oszczędności Polaków. I choć rynek jest bardzo rozdrobniony, to zdaniem specjalistów wciąż jest miejsce na nowe podmioty, bo rośnie skłonność do inwestowania, niskie stopy procentowe, perspektywa trwałego wzrostu gospodarczego oraz powszechny niepokój o przyszłe emerytury jeszcze ten proces nasilą.
— Jest miejsce na rynku dla wielu podmiotów. Warto zwrócić uwagę, że ci, którzy startują dziś z funduszowym biznesem, nie robią tego w ciemno. Są to zwykle ludzie, którzy mają znane nazwisko, wyrobioną sieć kontaktów i celują w zamożnych inwestorów. A to daje szansę na szybszy wzrost biznesu — ocenia Tomasz Publicewicz, ekspert ds. funduszy inwestycyjnych. Przykład Marcina Szuby, byłego zarządzającego funduszem medycznym w TFI PZU, jest tego najlepszym dowodem. Jego autorska strategia w dosyć szybkim tempie przyciągnęła do portfela 240 mln zł. Jest jednak jeden szkopuł— z początkiem 2017 r. wejdzie w życie dyrektywa MIFID II. Po implementacji unijnych przepisów otoczenie dla biznesu TFI może nie być już tak łaskawe. Zdaniem Pawła Borysa, dyrektora pionu analiz i strategii PKO BP, jedną z konsekwencji zmian w prawie będzie prawdopodobnie wzrost kosztów funkcjonowania TFI. Ci najmniejsi gracze, którzy nie zdołają nabrać odpowiedniej masy, mogą mieć więc problem z utrzymaniem się na rynku.