Właściciele sięgają już nie tylko po dywidendy

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2005-07-18 00:00

Kurs ING Banku Śląskiego (ING BSK) od kilku tygodni jest słabszy od notowań konkurentów. Nie mogła tego zmienić czwartkowa informacja o wynagrodzeniu dla holenderskiego właściciela za „usługi doradztwa finansowego”. Inwestorzy pogodzili się już z tego typu kosztami. Kurs ING BSK nie zmienił się, tymczasem trwa szał zakupów akcji BZ WBK, którego inwestor stosuje podobne praktyki.

Katowicka spółka do kwietnia zapłaciła ING ponad 2 mln EUR za doradztwo. Do końca roku kwota ta wzrośnie do blisko 28 mln zł. To niewiele ponad 2 zł na akcję polskiego banku, ale będzie stanowiło ponad 4 proc. nieosobowych kosztów ING BSK. Przed rokiem wynagrodzenie wyniosło 22,4 mln zł i zjadło ponad 6 proc. zysku brutto. Taka „podwyżka” jest dziwna, zwłaszcza w kontekście wysokiej dywidendy (jej stopa to blisko 5 proc. za 2004 r.) i poprawiających się relacji inwestorskich śląskiej grupy.

W BZ WBK usługi (głównie informatyczne) irlandzkiego AIB kosztują coraz mniej. W 2004 r. nadal jednak było to 26 mln zł, czyli 4 proc. kosztów nieosobowych i 4,5 proc. zysku brutto. To jednak nic w porównaniu z 107 mln zł kosztów netto, poniesionych w ubiegłym roku przez Bank Handlowy (BHW). Stanowi to blisko jedną czwartą zysku przed opodatkowaniem, a przecież Citigroup, właściciel BHW, zainkasuje jeszcze 1,4 mld zł.

W raportach innych polskich banków nie znaleźliśmy danych o wynagrodzeniach dla zachodnich właścicieli. Pod lupę warto jednak wziąć wszelkie relacje głównych akcjonariuszy ze spółkami. Trudno ocenić oprocentowanie zobowiązań podporządkowanych, którymi inwestorzy wspierają kapitały polskich podmiotów (koszty odsetek zapłaconych KBC przez Kredyt Bank w 2004 r. przekroczyły 100 mln zł). Wątpliwości budzą też 3 mld zł inwestycji Pekao w certyfikaty depozytowe singapurskiego oddziału UniCredito w 2004 r., i to w chwili, gdy konkurenci szybko rozwijali akcję kredytową w kraju. Ciekawe, jak zachowają się inwestorzy przy oczekiwanych zmianach logo (Kredyt Bank, ING BSK, Pekao z Bankiem BPH po fuzji).

Wśród właścicieli spółek tego sektora na GPW brak Francuzów. Może to i dobrze, bo wiemy już, że Centertel będzie płacił 1,6 proc. rocznych przychodów za korzystanie z marki Orange. Polacy są mniej zachłanni. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, by prosić portugalski BCP o zapłatę za przejętą od polskiej spółki nazwę Millennium. A przecież poniósł jej koszty. Gdy bank kierowany przez prezesa Bogusława Kotta w 2003 r. wprowadzał tę markę, w budżecie musiał zarezerwować 25 mln zł.