Własna ścieżka sukcesora

Jacek Konikowski
18-02-2010, 11:50

Kiedyś: prawie reżyser, handbalista, spec od promocji, producent, menedżer. Dziś: prezes TVN. Proszę państwa, oto Piotr Walter!

Piotr Walter
Zobacz więcej

Piotr Walter

Ochroniarze w TVN już dwa razy nie wpuścili Waltera juniora do starego budynku jego własnej stacji. Nie wiedzieli, że to prezes.

— Może nie mam postury prezesa? Jakiś czas temu chciałem na moment zaparkować przed budynkiem TVN — w przekonaniu, że przecież jestem prezesem i mnie wolno. Szukałem sposobu, jak przekonać o tym strażnika. Niestety… Nie pozwolił mi zaparkować. Gdy wracałem, widocznie ktoś mu powiedział, kim jestem, bo on i inni strażnicy bacznie mnie obserwowali: czy ja to rzeczywiście ja — opowiada Piotr Walter.

Robić raban? Targać za uszy po nieporozumieniu? To nie w jego stylu! Walter tłumaczy sobie rzeczowo, że pewnie zbyt rzadko bywa w gmachu TVN.

Gabinet szefa: wielki jak lądowisko „Błękitnego 24”. Zza okna widać budynek Walterowej stacji. W środku jedną ścianę tworzą monitory — a w każdym inny kanał. Naprzeciw — automat z colą. Bierzemy po puszce, luzując krawaty, i gadamy: o telewizji, o stacji, o nim samym też.

Na luzie, z dystansem. Walter junior tak lubi.

Kariera montażysty

Piotr Walter jak tylko może unika telewizji, kamer, świateł reflektorów. Niemota? Trema?

— Nie cierpię publicznych wystąpień przed kamerami. Staram się zawracać ludziom głowę tylko wtedy, gdy mam do powiedzenia coś bardzo ważnego — twierdzi.

Mówi o sobie: „nieudany reżyser”. Fakt, pierwsze podejście do łódzkiej szkoły filmowej było pudłem. Poszedł na dziennikarstwo, ale w końcu jednak dostał się do filmówki. Myślał, że ma talent. Profesorowie jednak zweryfikowali to przekonanie. Boleśnie.

Czy nie bolało dodatkowo, że syn wybitnego ojca nie poradził sobie w pokrewnym rzemiośle? Te uśmieszki, komentarze? Nie, nie miały wielkiego znaczenia. Ale…

— To było jak uderzenie kijem bejsbolowym. Okazało się, że tylko ja wierzę w swój talent filmowy. Ale nic... Za to odkryłem w sobie dar producenta — mówi Piotr.

Po roku szkoły filmowej wyjechał do Stanów — do college’u z wydziałem filmu wideo. Po powrocie — już z dyplomem — krótko pracował jako montażysta w ITI. Po kilku miesiącach został członkiem zarządu ITI Film Studio. No tak, gwałtowny awans!

— Sytuacja była kryzysowa, bo z dnia na dzień część zarządu musiała odejść. Zostałem niejako „menedżerem mimo woli” — tłumaczy Walter.

Menedżerem, w praktyce zaś producentem: w ciągu kilku lat zrobił w ITI FS wiele reklam. Sporo dobrych, kilka — średnich. I jeden kompletny niewypał.

— Pierwsza moja zawodowa wtopa… Producentowi polskich telewizorów zaproponowałem spot, w którym długość męskiej części ciała nawiązywała do przekątnej monitora… — wspomina Walter.

Co mogą przynieść porażki? Urazy albo rzeczowe wnioski. Mówi: uczyłem się z nich, czasem dotkliwie. Choćby tego, by mówić i robić, gdy naprawdę ma się coś do zaoferowania.

W TVN zaczynał jako dyrektor autopromocji. Aż nadszedł pamiętny 6 lipca 2001 roku. Zmiana warty. Mariusz Walter odszedł z TVN. Jego miejsce zajął syn. Tego dnia Piotr Walter po raz pierwszy — i jedyny — publicznie uronił łzy.

— Nie potrafiłem dokończyć przemówienia… Przygotowałem je sobie wcześniej i wiedziałem, że będzie wzruszające. Nie sądziłem jednak, że aż tak... Nagle oczy mi się zaszkliły, musiałem przerwać. Nie byłem w stanie nic więcej wykrztusić — wspomina prezes następca.

I pierwsze komentarze: nowy wódz TVN się popłakał. Senior — hegemon, junior — mięczak.

Nie tak łatwo wejść w buty po Mariuszu Walterze.

Dziś już jednak prawie nikt nie pamięta pierwszego wrażenia, a nowi pracownicy podchodzą do podobnych opowieści z niedowierzaniem — jak do anegdoty. Bo młody prezes szybko pokazał, że jest menedżerem z wysokiej półki. Czuwał nad pierwszą międzynarodową emisją obligacji w 2003 roku. Później pod jego rządami firma debiutowała na giełdzie, gdzie cieszy się bardzo dobrą opinią inwestorów. Większość gwiazd — wizytówek TVN — zatrudniono lub wykreowano za kadencji Waltera juniora. A TVN, ze średniej wielkości stacji telewizyjnej, w której panowała atmosfera rodzinnej firmy, stał się największą w Polsce prywatną korporacją medialną.

Powiedzenie o cudzych, choć przecież rodzinnych butach pojawia się w wielu rozmowach. Na przykład:

— Piotr nie miał łatwo, bo wchodził w buty po Mariuszu Walterze, który już zrobił z TVN sprawnie działającą firmę i na dodatek był legendą telewizji. Pobiegł w tej sztafecie, umocnił TVN, firma ma silniejszą pozycję rynkową, niż gdy ją przejmował… A do tego zrobił to po swojemu, na miękko — zauważa Tomasz Lis, członek zarządu Polsatu.

Z Piotrem Walterem znają się od 23 lat. Siedem spędzili razem w TVN. Codziennie rano odwożą dzieci do tej samej szkoły.

— Prywatnie? Miły człowiek, fajny facet — dodaje.

Nawet wtedy, gdy wręczał mu wypowiedzenie z TVN?

— Moment, w którym się rozstawaliśmy, wcale nie był wkurzający. Uważałem, że była pewna logika zdarzeń, która nieuchronnie do tego prowadziła. Wkurzająca sytuacja była rok wcześniej, ale o tym nie będę mówił. Było minęło… — zarzeka się Lis.

Kurz bitewny dawno opadł, więc może choć kropla dziegciu? Tomasz Lis dłuższą chwilę boryka się z odpowiedzią.

— Co prawda, mam ironiczny stosunek do hasła „programowo najlepsi”, bo jednak pod tym względem TVN nie jest liderem — może będzie, ale nie jest — to jednak ogromna większość rzeczy się udała. Właściwie nie widzę żadnych pojedynczych porażek, firma jest korporacyjnie dobrze ustawiona i idzie do przodu. Za to należy się szacunek całemu TVN-owi i samemu Piotrowi. Oby tak dalej — życzy Lis.

Plecy Koziorożca

Gdy syn szefa firmy zostaje jego następcą, w firmowej łazience zazwyczaj pojawiają się zgryźliwe napisy w rodzaju: przez plecy do sukcesu. W TVN ściany są czyste od graffiti, a korytarze nie huczą od plotek. No, może kiedyś, gdy Piotr Walter zaczynał jako montażysta, ten i ów zazdrościł mu ojca, ale dzisiaj chyba dla wszystkich Piotr to „delfin”, „mały prezes” lub po prostu — Piotr. A Mariusz to Mariusz.

— Od sześciu lat nie byłem na ani jednym zarządzie TVN. Już po pierwszej „realizacji budżetu” widzieliśmy ze wspólnikami, że jest lepiej niż za moich czasów. A po drugiej — byliśmy przekonani, że będzie jeszcze lepiej. Dotrzymują lub przekraczają wpływy budżetowe, więc po co się mieszać? Pewnie nie uwierzycie, ale dowiaduję się o nowościach TVN w tym samym czasie, co wszyscy — mówi Walter.

I żadne „plecy” się nie liczą?

— Mam mu umyślnie robić krzywdę? I Piotrek, i ja byliśmy świadomi, że jeżeli ja będę blisko TVN, to znajdzie się wielu, którzy powiedzą: jasne, ma za sobą starego. A tu… Nie do mnie przychodzi korespondencja dotycząca TVN, nikt nie prosi mnie o pracę w TVN i nawet z KRRiT nie mam już żadnego kontaktu. Piotrek i jego zespół to już nie są kaczątka. Od dawna pływają samodzielnie — mówi obrazowo Walter symbol, czyli senior.

— Gdy trzy lata temu przeszedłem do ITI, jednym z największych zaskoczeń było to, jak bardzo Mariusz Walter odseparował się od TVN. Piotr udowodnił, że wybór jego na prezesa zarządu TVN był dobrą decyzją — potwierdza Wojciech Kostrzewa, dyrektor finansowy ITI.

— Piotr był jedyną osobą która wierzyła, że naprawdę przejmuje firmę po ojcu. My, pracownicy, myśleliśmy, że i tak stary będzie kierował firmą, Walter też w to wierzył. Stało się inaczej, Piotr stworzył silną grupę TVN, a ojciec, z tęsknoty za telewizyjnymi zabawkami — kanał TVN24 — mówi Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN.

Przymioty, praca… Gdzie tam! Wszystko jest proste: Walter junior urodził się pod szczęśliwą gwiazdą. To Koziorożec — jak Mariusz Walter i Jan Wejchert. Czyżby astrologia pomogła?

— To była kropka nad i — żartuje Wejchert i dodaje:

— Piotr nie zasiadł w fotelu prezesa z dnia na dzień, bo „tak postanowił Mariusz Walter”. To jest biznes. Przez dwa lata przygotowywał się do objęcia stanowiska, choć do końca nie było pewne, czy tak się stanie. Kandydatów było wielu.

Eee, tam… Ojciec ani trochę nie pomógł? Krew z krwi przecież.

— Podczas rozmowy kwalifikacyjnej najtrudniejsze pytania zadawał właśnie on. My, wspólnicy, długo zastanawialiśmy się, czy rzeczywiście kandydatura Piotra będzie najlepsza. Dzisiaj sądzę, że mieliśmy trochę szczęścia, bo mogło okazać się, że nawali, a wtedy ktoś rzeczywiście mógłby nam zarzucić rodzinne sympatie, tym bardziej że kilku menedżerów z najwyższej półki nas rozczarowało — mówi Wejchert.

— Piekielnie ambitny. Wyznacza sobie cel, ale robi wszystko, by go przekroczyć. Zresztą jak cały jego zespół — mówi Mariusz Walter.

— Zazdroszczę Piotrowi cierpliwości i otwartości na dyskusję. Wybrał kolegialny tryb zarządzania. Nie jest typem menedżera despoty, wydającego rozkazy. Potrafi myśleć — powiedziałbym — wielopłaszczyznowo. Ma cechy lidera, spokojnego i wyważonego, a nie typu show off. I za to go ludzie lubią i szanują. Umie przyznać się do błędów, zapytać lub poradzić się, gdy czegoś nie wie. Nie przywiązuje się do swoich pomysłów. Ale… Chyba powinien mniej brać na siebie, więcej delegować. Przydałaby mu się taka prawa ręka do spraw mniej istotnych — mówi Wojciech Kostrzewa, prezes zarządu i dyrektor generalny Grupy ITI.

— Piotr, w przeciwieństwie do ojca który wciąż czuje się dziennikarzem, jest typem meneadżera mediów, równie dobrze zna się na filmie, sztuce filmowej i telewizji jak na biznesie. Gdy mamy czołówkę programu, to idziemy zatwierdzać ją do Piotra; nie dlatego, że taką mamy procedurę, lecz dlatego, że on ma największą z nas wszystkich wiedzę telewizyjną. Do tego jest sprawnym menedżerem, potrafi rozmawiać z inwestorami — mówi Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN.

Kilka lat temu, właśnie podczas spotkania z inwestorami w Zurychu, jeden z nich, tak z ciekawości, zapytał Piotra Waltera o typ jego prywatnego samolotu. Gdy w odpowiedzi usłyszał że szef TVN lata rejsowymi, bardzo się zdziwił, bo przecież „Kirschowie mają”.

— Nikogo w Europie nie dziwił fakt, że Piotr jest szefem stacji, którą założył jego ojciec. Tam jest to czymś normalnym — zauważa Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN.

Kirschowie, Murdoch. Konkurencja.

— Błędy są jeszcze przed Piotrem Walterem. Po siedmiu latach tłustych tyle samo jest chudych. Na razie TVN ma tłuste lata, ale wkrótce wejdzie Murdoch i kto wie, jak będzie wyglądał rynek mediów w Polsce — zauważa Edward Miszczak.

Walter powalczy z Murdochem? Może. Z jakim skutkiem?

— Przeżyliśmy już nie jeden atak konkwistadorów i jako aborygeni dajemy radę. Tanio skóry nie sprzedamy. W końcu jesteśmy partyzantami we własnym lesie, do którego Murdoch chce wejść. Nie zazdroszczę mu — mówi Miszczak.

Ta skromność wkurza!

W gabinecie Mariusza Waltera, wiceprezydenta Grupy ITI, na eksponowanym miejscu stoi oprawiony w ramkę cytat z wywiadu Jadwigi Staniszkis dla „Życia Warszawy”: „Dla mnie głównym gwarantem demokracji jest TVN 24”. W gabinecie Piotra Waltera do niedawna wisiał na korkowej tablicy, ale gdzieś się zapodział. Drobiazg?

— Mnie generalnie niewiele rzeczy wkurza, ale jeżeli już — to porządnie! W Piotrze przede wszystkim jego skromność — mówi Mariusz Walter.

O Jezu… Jak w anegdocie: „Największą moją wadą jest, że jestem zbyt dobry”. A tak bez lukrowania?

— Nie, nie żaden lukier. Bo to przeszkadza — i to w praktyce. To taka skromność znana nam ze szkoły: gdy się coś wie, ale głupio podnieść rękę w obawie, że a nuż da się plamę. I Piotr tak ma. Boi się zabrać głos w trudnej dyskusji, bo uważa, że za mało wie, choć często wie więcej od innych. On woli pytać, niż rwać się do głosu. Manierą tego pokolenia menedżerów jest pewien rodzaj besserwisserstwa („Ja wiem lepiej”). Fajnie, że jest inny. Tyle że często przegina, bo ja — wiedząc przecież, co on wie — uważam, że w wielu sprawach winien zabierać głos. Tymczasem Piotrek — jeżeli nikt go nie wywoła do tablicy — woli milczeć. I to jest zarzut — tłumaczy Mariusz Walter.

— Rzeczywiście, jest skromny, może nawet za bardzo. Nie lubi publicznych wystąpień, jest osobą low profile — mimo że tkwi w mediach — dodaje Wejchert.

To ciekawe: jak wyglądają walne zgromadzenia TVN?

— Kiedy musi, to mówi. Gorzej, kiedy nie musi — dodaje Walter.

Czyżby typ człowieka drugiego planu?

— Chyba tak… Kiedyś nie musiał udzielać wywiadów, wypowiadać się publicznie, bo był w moim cieniu. I to chyba jest moją ojcowską winą. Jemu to odpowiadało, ale od sześciu lat jest odwrotnie: to on kieruje TVN — dodaje Walter.

Tego rodzaju małomówność widać na co dzień, ale Piotr Walter potrafi wywalić kawę na ławę.

— Prostolinijność Piotrka, nazywanie sprawy po imieniu w sytuacji, gdy wypadałoby powiedzieć coś w zawoalowanej formie, potrafi drażnić. Do dzisiaj pamiętam jedną z takich sytuacji. Był wtedy na I roku studiów. Zazwyczaj nie wtrącał się do rodzinnych dyskusji, wolał słuchać. Nie tym razem! Widocznie wkurzył go mój despotyczny upór w jakiejś sprawie, bo nagle ten na co dzień spokojny, cichy chłopiec, wygłosił piętnastominutowe przemówienie do ojca, wskazując na wszystkie moje złe postępowania, sposób wymuszania decyzji, apodyktyczność. Mówił tak klarownie, płynnie, z taką emocją, że mnie po prostu szczęka opadła. Od tego czasu starałem się zmienić — mówi Mariusz Walter.

Lew udomowiony

Zdaniem kobiet, głosujących w rankingu portalu kobiety.pl na najseksowniejszego polskiego mężczyznę, Piotr Walter ma seksowne plecy, dzięki którym zajął w rankingu drugie miejsce (za Tomaszem Lisem, który — dla odmiany — uwodzi oczyma i torsem).

— Piotrek zawsze miał powodzenie u kobiet, ale Ania, jego żona, nigdy nie miała i nie ma z tym kłopotu. To dwójka, która znalazła się w korcu maku — twierdzi Walter.

Uzasadnienie jury: „Rasowy biznesmen. Doskonały producent i menedżer. Po prostu najseksowniejsze plecy, za którymi stoi wielka medialna potęga”. Seksapil, medialna potęga... Piotr Walter ma zatem zadatki na salonowego lwa.

— Jeżeli lew — to udomowiony, taki kanapowy. Jest typem domatora: nie bywa, nie pokazuje się i nie bryluje na salonach. Po dziewiętnastej zmyka do domu — mówi Mariusz Walter.

Zwyczajnie: dom, rodzina, dwójka dzieci…

— Jest pysznym ojcem i mężem. Pracuje średnio 12 godzin dziennie, ale ma zasadę, że po pracy czas spędza z dziećmi. Moim zdaniem, przesadza… Chyba pamięta swoje dzieciństwo i młodość, gdy nas praktycznie nigdy nie było w domu, liczył się program. Ani Sandra, ani Piotrek nie mieli po południu rodziców tak jak inne dzieci. Piotrek to pamięta i nie chce popełnić błędu. Wyciągnął lekcję z zachowań rodziców — i to w sposób bezwzględny — mówi Mariusz Walter.

Ludzie z otoczenia Piotra Waltera potwierdzają: wyciągnąć szefa TVN wieczorem na imprezę lub spotkanie graniczy z cudem. No, chyba że to ważne dla firmy. Kiedyś dostał bilety na mundial do Korei. Nie pojechał, bo jak? Bez rodziny?

Jest jednak coś, co Piotr Walter robi, gdy domownicy zasną i zostanie sam, a o czym nie wie nawet ojciec: dogląda kolekcji komputerów macintosh. Ma ich kilkanaście — od najstarszych modeli po najnowsze. Większość kupuje na Allegro.

— Wszyscy mnie uprzedzają: Piotrek, przestań kupować w internecie, bo wyjdzie z tego kiedyś wielkie jajo, jakiś brukowiec cię obsmaruje. Ale muszę, bo innego sposobu nie ma — mówi Walter.

Po co je zbiera?

— Z pobytu w Stanach wyniosłem tęsknotę za macintoshami. Zawsze o nich marzyłem, ale nigdy nie było mnie na nie stać. Są inne, są proste i piękne… — mówi Walter.

Nie ukrywa, że jest zapatrzony w markę Apple, która jest niedoścignionym wzorem również dla TVN.

Na sportowo

Walter junior był ponoć obiecującym tenisistą. Już w młodości, na dobrą sprawę nie potrafiąc jeszcze grać w tenisa, wygrał na kortach Legii doroczny turniej młodzieżowy.

— To akurat było realizowaniem marzeń ojca. Jako młodzicy graliśmy wtedy nie rakietami, lecz drewnianymi packami — wspomina Walter.

Ostatni raz wziął rakietę do ręki na korcie w Bułgarii.

— Gdzie zlał mnie 6:1, 6:1. Po czym położył rakietę i powiedział: no to skończyłem, tata. To był pierwszy i ostatni raz, gdy ze mną wygrał. Od tej pory nie dał mi szansy na rewanż. I to mu mam za złe: że porzucił tenis — wspomina Walter senior.

Był też epizod z kadrą narodową. Piotr Walter trenował piłkę ręczną. Przez długi czas grał w juniorach na Agrykoli. Na bramce.

— Z meczów wracał z siniakami i przetrąconym nosem. Od czasu do czasu pytał mnie: zadowolony jesteś? — wspomina Mariusz Walter.

Grał nieźle, wszedł na krótko nawet do reprezentacji Polski młodzików.

— Pamiętam do dzisiaj to uczucie, gdy założyłem biało-czerwoną koszulkę z orłem przed meczem finałowym we Francji, ten dreszcz wzruszenia. I niemal łzy, gdy po meczu trener kazał nam je oddać — wspomina junior.

Minęło…

Sukcesy w biznesie, poczucie humoru i dystans do siebie. Zaprzeczenie wciąganego za uszy na rozmaite fotele „syna swojego taty”. Piotr Walter ciągle jest na początku drogi, choć etap „dobrze się zapowiada” — już za nim.



CV

Rodzina: żona Anna, córka Zuzanna i trzyletni syn Maks z „diabełkami w oczach”

Dom: stary, kilkaset metrów od TVN. Lada dzień się przeprowadzi — do nowego

Autorytety: pełno w rodzinie

Ulubiony film: „Łowca jeleni”

Ostatnio przeczytana książka: „Milczenie owieczek” Kazimiery Szczuki

Wkurza go: brak szczerości

W bookmarkach: media, Allegro, Apple, Macintosh history, nieruchomości, podróże

Godzinami potrafi mówić o: dzieciach. A także o firmie Apple i jej komputerach

Coś, co zrobiłby, gdyby miał czas: podróżował w ciekawe miejsca na świecie (np.: Arizona, Alaska, amerykańskie parki narodowe)

Powiedzenie: często wstawia rusycyzmy, ale nie wie dlaczego

Samochód: volvo S80

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Własna ścieżka sukcesora